Na sam start trzeba było kawałek podejść, więc od razu była rozgrzewka, bo taką normalną to się można za bardzo zmęczyć, więc nie robię.
Pierwsze punkty rozłożone były na obrzeżach wielkiej łąki, czy tam nieużytków (a może i użytków), więc nie dało się zabłądzić, bo wszystko było widać na przestrzał.
I okolice PK 10.
Do PK 17 szło świetnie - biegło mi się dobrze, jak na moje możliwości dość szybko, niemal bezbłędnie, głownie na azymut. A po siedemnastce nastąpił dramat. Odbiegłam od punktu i w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nie pamiętam ani z jakiego punktu biegnę, ani na jaki. Totalna pustka w głowie. Coś mi tam kołatał się kod 80, co wskazywałoby na dziewiętnastkę, ale dlaczego? W końcu wypatrzyłam Dorotę, a ponieważ jeszcze chwilę temu razem podbijałyśmy jakiś punkt, miałam nadzieję, że podpowie mi, co powinnam teraz brać. Dorota stwierdziła, że ostatnio brała osiemnastkę i nawet pokazała mi ją, bo lampion stał stosunkowo niedaleko przy drodze, a teraz szuka dziewiętnastki. W mojej głowie zabrzmiało to jak: brałaś osiemnastkę, idź z Dorotą na dziewiętnastkę. A przy tym wszystkim miałam świadomość, że pokazywanego punku wcale, ale to wcale nie podbijałam. Ale ten kod 80 jakoś tak mnie wabił. W końcu podbiłyśmy dziewiętnastkę i pognały dalej.
Kolejne punkty wpadały łatwo i szybko, choć im bliżej mety tym dalej zostawałam w tyle za Dorotą. Ale i tak miałam poczucie odwalenia solidnej roboty. Dumna z siebie wzięłam do ręki wydruk z wynikiem i... wszystko zdechło. Jak wół widniało, że jednak nie podbiłam PK 18 i w związku z tym mam nkl-kę.
Teraz z nostalgią wspominam czasy kart startowych i perforatorów, gdzie w każdej chwili można było sobie sprawdzić, gdzie już się było, a gdzie nie. Najwyższy czas wymyślić takie czipy, które będą pokazywały jakie punkty ma się już podbite. Ludzie latają w kosmos, a takiej prostej rzeczy nie da się skonstruować???? A może już są takie, tylko ja nie wiem? Dajcie znać jeśli ktoś widział coś takiego.












