Rogaining to chyba to co lubię najbardziej. Choć ostatnio rozpętała się dyskusja, czy jak biegniesz sam to jest to rogaining? Najbardziej spodobał mi się głos Mateusza:
Nie ma błędu w nazewnictwie. Niedawno był Tłusty Czwartek więc każdy może powiedzieć: biegło nas dwóch ja i mój brzuch:-)
Jak zwał tak zwał – E7 Dystansu Stołecznego miał formę rogainingu. Dla Chojraka był to rogaining tylko 2 godzinny, choć może przy tak niskiej temperaturze to całkiem dobry wartość, bo pozwala nie zamarznąć organizatorom na mecie.
![]() |
| Mapy pod butem, Agnieszka robi za mistrzynię drugiego planu;-) |
Czas start, dostaliśmy mapy formatu A3 w skali 1:12500, 42 PK do wyboru. W tym nawet jeden PK o wartości 10!. Rzut oka na mapę – PK 100 za daleko, a wokoło pustka w lampionach – wariant dobry tylko la wytrawnego biegacza. Na lewo od startu – dużo PK koło siebie, niby o małej wadze ale niewielki dystans – idealne na zakończenie gdy zostało trochę czasu i dobiera się na powrocie lampiony do podbicia wg dostępnego czasu. Czyli decyzja: kierunek północ i ruchem odwrotnym do kierunku ruchu wskazówek zegara…
Ze startu wypadłem na lodowisko (czyli drogę dojazdową) i czym prędzej za jakimś biegaczem skręciłem w boczną drogę. Jak to przy startach masowych mało patrzyłem w mapę bardziej gdzie kto biegnie. Nie wiem czemu tu ktoś skręcił – droga prowadziła dokładnie pomiędzy dwoma lampionami, a nie w kierunku któregoś z nich. No cóż, zostało brnąć przez śnieg (raczej kopny) by dotrzeć do pierwszego lampionu (PK31).
PK38, 39 wydeptanym już z lekka śladem, trochę ścieżką, trochę na azymut. Bieganie na azymut niezbyt szło – po kilkuset metrach człowiek nie miał już siły podnosić nóg i przebijać się przez warstwę chrupiącego śniegu.
PK37,65,80 – zawsze ktoś był w zasięgu wzroku, przebiegi głównie drogami. Do PK80 – na skróty, po lodzie przez Jezioro Zapadliska. Zawsze marzyłem by przebiec to jeziorko „na skróty” i wreszcie się udało. Może niezbyt dokładnie nawigowałem ale wreszcie trafiłem w pobliże PK71.
Bunkier. Wokół kłębi się mały tłumek orientalistów. Patrzę na opis PK: budynek i jakaś kropka w półkwadracie. Budynek jest – wiec szukamy. Wejście do bunkra lampionu nie ma – gdzieś dalej w ciemności pali się jakaś świeczka. Ti chyba nie tu. Ale może na górze? Tam są jakieś „kominy”. Wbiegam na górę i szukam (inni także szukają)- także nic nie ma. Ale jest drugie wejście do bunkra. To NUSI być tu. Ale przy wejściu nie ma. Ktoś na początku grupy brnie dalej w ciemności. Wpada w jakąś dziurę (środek to jakaś dziura przy brzegach niewielkie gzymsiki, śliskie od lodu, ciemność). Wreszcie okrzyk JEST!. Lampion wisi dokładnie w środku bunkra tam gdzie wcześniej widziałam świeczkę. Od pierwszego wejścia można było dojść wygodnie, bez wpadania w dziury, ale człowiek nie pomyślał.
![]() |
| PK71 w bunkrze - zdjęcie organizatora |
Dłuższy przebieg. Na granicy zasięgu wzroku jakiś konkurent. Biegnę za nim, tak trochę „na tramwaj”. Jak się okazuje jest to chyba mój największy błąd. Nieuwaga. „Tuż obok” był PK 92. Z 400-500m więcej, po drogach. Nie zauważyłem i pobiegłem od razu na PK 73.
PK 82 chwilkę szukałem. Obiegając parów Karski spotykam grupę biegnących z naprzeciwka Wkręconych.
Pomiędzy PK 57 i 54 zaczynają się w pełni oblodzone drogi. Biegnie się trudno. Przez chwilę waham się czy biec na PK 91 czy na PK 54. Nie – biorąc PK 91 zbyt dużo będę musiał pomijać na nawrocie i pewno będę w niedoczasie. Nie warto – zostaje PK 54, a potem ślizganie się do PK 81. Nie są to chyba zbyt popularne punkty – do lampionów prowadza wręcz pojedyncze ślady.
Na zegarku mam 1:08 czyli zostało 52 minuty na powrót. Muszę zaliczyć klubowy PK44, a dalej na Parów Karski po wartościowy PK67. Niestety droga się psuje, tylko ślady zwierząt na niewyraźnej przecince. Teraz patrząc na mapę, myślę, że mogłem wybrać inną kolejność i po lodzie pokonać Parów Karski wcześniej, zaliczyć PK 67 przez PK 57. Ale rogaining to wyższa matematyka, nie tylko liczenie kilometrów, ale uwzględnianie jakości drogi, zmęczenia….
Przed PK67 widziałem jakąś dziewczynę. Taką bardziej szybkobiegaczkę. Punkt miał być na końcu pomostu… tyle ze pomost był bardzo „teoretyczny”. Bez lodu trzeba by ten koniec pomostu zdobywać po pas w wodzie – zostały z niego słupki i jakaś deseczka „pływająca” po lodzie. Dziewczę przede mną przebiegło tą niepozorną konstrukcje ukrytą w trzcinach wyraźnie szukając widocznego z dala pomostu.
![]() |
| PK67 |
PK 74, 61. Zostało 28 minut. I kolejna „zła decyzja”. Skusił PK o wadze 5 i 4 … gdybym pobiegł na północ, to na mniejszym dystansie zamiast 12 pp zebrałbym ich 14 lub nawet 17. W rogainingu nie należy w pełni sugerować się wagami lecz szybko sumować wartości punktów. Boleśnie odczuli to Ci co połakomili się na PK100 – na dystansie ok 3km zebrali oni 17pp (PK70,100), a w środku mapy czy na zachodzie na takim dystansie można było zebrać blisko 30pp.









































