Jest grudzień jest UrodzInO. Jako że numerek przed nazwą
okrągły, chodziło mi po głowie, by edycja była jakaś bardziej wyjątkowa.
Rozterka myślowa czy ma być to 60 km, czy 60 etapów? 60 km by się dało, mam
mapy praktycznie całego poligonu, co da ponad 40 km plus jakieś „przydupniki” i
uzbiera się 60, tyle że obligatoryjna data imprezy wypada w środku tygodnia.
Zima, więc 60 km dla większości uczestników to byłoby z 10 godzin. Ilu będzie
takich wariatów, by wystartować? Więc ten wariant odpada.
60 etapów…. Hmmmm… Najpierw był wariant - robić przez 6 dni
po 10 etapów. Wszystkie byłe lokalizacje UrodzIno, kilka dodatkowych map i 10
map by się znalazło. Trochę GPS-O, trochę BnO, trochę tradycyjnie. Tylko
logistyka. Codziennie rozkładać lampiony, codziennie je zbierać i przewieszać
na nowe trasy. Musiałbym mieć tydzień wolnego i zbankrutowałbym na mapy:-)
Odgrzebałem starą wersję urodzinowej aplikacji, tej która
dawała dynamicznie mapy etapów, sprawdzała GPS. Coś ją modyfikowałem i nie
dokończyłem. Leżała rozgrzebana – pamiętam wtedy etapów było kilkanaście,
zamiast bazy danych pliki tekstowe, a przygotowanie map zajęło mi wtedy eony
czasu. Ale gdyby wreszcie przerobić to na bazę danych, dorobić automatyczne
sprawdzanie, poprawić interfejs, który nie skalował się dobrze na komórce… 60
etapów by się zrobiło, ale większość prostych kilkupunktowych.
Jakiś miesiąc przed godziną zero siadłem do aplikacji.
Musiałem sobie przypomnieć zawiłości php, zmiany w wersji 8 (oryginał był
pisany w wersji 5), prześledzić zmiany jquerymobile, przypomnieć sobie cssa… Powolutku
poświęcając wolne chwile grzebałem w kodzie. Pierwsze promyki nadziei –
rejestrowanie się i podbijanie PK. Czas przygotować mapy. Tu na szczęście
szybko poszło – mapę mam w miarę aktualną, więc wytworzenie podstawowych etapów
papierowych poszło sprawnie. Jest mapa, można testować Aplikację. Zmiany, dodatki, co chwila coś
domyślałem.
Czas na mapy dodatkowe. A może wzorem starego Grassora małe pamięcióweczki na
lampionach? Kolejna zmiana;-) I robienie map – na ilość. I myślenie jak to
zrobić, by do każdego lampionu trafić co najmniej dwa razy… Myślałem nad
trójkątami, czworokątami, zawijasami… zapisywałem kolejne kartki zestawieniami.
Etapy powstawały. Zrobienie 60 map i zadbanie, by mapy jakoś w miarę sensownie
pozwalały przejść trasę. Najgorsze były etapy od numeru 50. Nie chciałem
dodawać masy lampionów, a na wzorcówce i tak było już gęsto. Potem sprawdzanie
aplikacji. Jeszcze obsłużenie kolejnego
przypadku szczególnego, zrobienie wyników live, monitoringu itp.
Zdążyłem. 16-stego miałem już wszystko gotowe, wydrukowane,
zalaminowane. Wygenerowane papierowe „elektroniczne karty startowe”, napisana
instrukcja co i jak.
17 rano zostało mi powiesić lampiony. W lesie okazało się,
że jest trochę nowych „dróg” wyjeżdżonych przez ciężki sprzęt zajmujący się
wycinką lasu (jak zwykle leśnicy tną las wszędzie, na szczęście nie w łyse
placki, lecz co któreś drzewo, ale zostawiają po sobie bałagan, że hej). Kilka
dróg z mapy lekko zarosło, ale co tam, po nocy nikt tego nie zauważy. Miejsca
na dwa lampiony pilnowała para zaciekawionych łosi – może nie zjedzą lampionów do
nocy;-).
 |
| Łosie pilnują lampionów |
Potem okazało się, że mam jakieś felerne zszywki i działa co któraś, a
reszta blokuje zszywacz…
Zrobiłem jakieś 8 km, czyli całkiem znośnie. Szacowałem, że
uczestnikom po nocy walka z etapami zajmie ciut więcej kilometrów, a tym
bardziej więcej czasu – tak ze 4 godziny. Ale 60 etapów „piechotą nie
chodzi”;-)
Wieczór – korek dojazdowy do miejsca startu. Niby to 800 m,
ale mało co się nie spóźniliśmy. Szybciej byłoby piechotą;-)
Na parkingu już mały tłumek chętnych. Osoby znane i
nieznane. Wyjadacze i początkujący. Co niektórzy z plecakami wypełnionymi
telefonami komórkowymi i powerbankami, inni „na lekko” w wersji biegowej.
 |
| Plecak pełen telefonów |
Odnotowuję uczestników, rozdaję karty startowe, przyjmuję życzenia. Odpowiadam
na różne pytania. Ludzie zaczynają znikać w lesie. Wreszcie zostajemy sami na
starcie. Brakuje 2 zapisanych osób – może jeszcze dojadą.
Po chwili fala światełek z lasu zaczyna
wracać. Coś za wcześnie. No tak etapy „rozdawane” przy pierwszych PK kierowały
na PK będące na końcu etapów papierowych. „Wyjadacze” wiedzieli ze lepiej
przejść obie mapy papierowe, pilnie notować spotkane lampiony i zostawić
podbicie tych „ostatnich” na koniec. Ale ci ciut mniej zorientowani jak dzieci
cieszyli się biegając w kółko wokół startomety;-) To było fajne, bo stojąc na
startowym skrzyżowaniu mogłem zrobić kilka zdjęć, zobaczyć jak wszystko działa
w praktyce.
Wreszcie wszystkie światełka zniknęły definitywnie w lesie.
Brakujący uczestnicy nie dotarli, a ja spokojnie mogłem udać się do domu
rozpijać urodzinowego szampana.
 |
| Czekając na spóźnialskich |
Tak powinny wyglądać imprezy od strony organizatora: tort,
szampan, ciepełko domowych pieleszy, a uczestnicy błąkają się po lesie. Ja
sobie na komputerze, czy na komórce sprawdzam jakie lampiony kto podbija, widzę
na mapie, gdzie jaki zespół się znajduje. Od razu widzę jakieś dziwne rzeczy w
wynikach – okazuje się, że źle wpisałem do bazy danych właściwy lampion na
dwóch etapach. Szybka korekta wzorca wyników i punktacji tym, którym system źle
policzył, a potem powrót do tortu.
Ludzie po lesie krążyli do końca, czyli do północy.
Pasjonująco wyglądała rywalizacja najlepszych. Blisko północy jeszcze telefon
od zwyciężczyń, że nie dostały 3 etapów. Szybkie spojrzenie na komputer – jak
się bierze stowarzysza i omija lampion, to nie dostaje się mapy;-)
Jeszcze dokładniejsza analiza – gdzieś musiałem się pomylić.
Te ostatnie etapy co robiłem – coś zepsułem z tymi trzema etapami – zabrało
dwóch punktów dojścia do 2 etapów, a to które pozostało było tylko z lampionu…
stowarzyszonego. A jeden etap w ogóle się nie pojawiał, bo zrezygnowałem z
lampionu gdzie miał startować i nie zmieniłem tego w bazie danych. Ale 59 etapów
uczestnicy przeszli;-) więc procentowo prawie 100%, jak się dobrze zaokrągli.
Zostało tylko opublikować pełne wynik, zweryfikować
ewentualne wątpliwości. Wszyscy wrócili z lasu, choć co niektórym północ
przerwała podbijanie lampionów. Niby było maksymalnie 6 godzin limitu…. Ja nie
miałbym siły tyle czasu błąkać się po lesie;-)
Teraz muszę się zastanowić co by tu przygotować za rok.
61km? A może 100-61? To bardziej realna liczba!