Łężyce koło Rumii. Piątkowy wieczór, właściwie już noc. Jadę ciemną drogą do centrum zawodów: MP Nocne/Middle. Jest polana, gdzie ma być centrum zawodów, pusta, oprócz jednego małego namiociku. Wychodzi z niego przedstawiciel organizatora by wręczyć mi mapę treningową. Chłopak będzie tu chyba nocował i co chwila wydawał mapy treningowe. Fajna fucha;-)
Nawigacja na miejsce startu kieruje mnie drogą przez „zakazany teren zawodów”. Drogą leśną – niby widać tu jakieś kocie łby, ale z powodu terenu zakazanego i lasu gdzie niby nie można wjeżdżać autem, wybieram drogę naokoło. Jak się okazuje – słusznie, bo po stronie parkingu po drugiej stronie lasu na drodze jest szlaban.
Na parkingu widać już jakąś konkurencję szykującą się do pójścia w las. Ja zakładam buty, czołówkę i także idę na strat.
Ruszam w las. Sporo „śmiecia” na podłożu – jakieś ścięte gałęzie, paprocie – wszystko ogranicza drastycznie widoczność w nocy i utrudnia szybkie przemieszczanie się. Nie trafiam na pierwszy lampion, ale dobiegam do drogi, co jest tuż za lampionem. Wiem, że lampion powinien być w lewo, więc trochę podbiegam drogą i wpadam w las w poszukiwania dołka ze świecącym w ciemności lampion. Znajduję dopiero za drugim namierzeniem się. Oj ciężko będzie na nocnych MP!
Skupiam się na azymucie, PK 2 i PK 3 zaliczam „bezbłędnie” –
azymut dobrze prowadzi, a i lampiony świecą z daleka.
Do PK 4 dłuższy przebieg. Po drodze trochę zielonego i jakieś mokre rowy.
Biegnę brzegiem zielonego, przekraczam drogę, dalej kolejnym brzegiem zielonego
i ... nic. Szukam górki. Tzn. jest, ale wyraźnie nie ta. Są nawet jakieś dołki,
ale bez lampionu. Las gęsty, prawie nie do przebycia. Jakieś rowy z wodą, robi
się grząsko. Niby jakieś takie są na zachód, ale prowadzą nie w tym kierunku co
na mapie. Wracam po śladach do drogi i biegnę do zakrętu ścieżki i ambony. Po
drodze widzę w lesie jakieś światła, ale w części lasu, gdzie nie powinno być
żadnych lampionów. Znajduję ambonę, namierzam się… i wpadam w gęstwinę zamiast
znaleźć lampion. Nie daję za wygraną – do trzech razy sztuka. Wracam do ambony
i wreszcie trafiam na lampion. To była epicka walka!
![]() |
| Epicka walka z PK 4 |
Na PK 5 lecę na azymut. Znaczy zaczynam lecieć, bo teren staje się nieprzebieżny, zawalone drzewa, krzaki, choć na mapie biały las z polankami… cofam się i obchodzę od lewej. Oj jak tak będzie na nocnym, to limitu czasu zabraknie!
Dalej staram się biegać drogami. To przynosi lepsze efekty –
i daje się biec i trafiam na PK 6
bezbłędnie. Na PK 7 także trafiam, choć tu biegnę na azymut.
Przy PK 7 ktoś mnie dogania. Żyłka rywalizacji – ruszam szybko na PK 8 na
azymut – zbieg z górki – bagienko, kolejna górka, znowu bagienko i powinna być
górka z lampionem. Górka jest, jest nawet przełączka, a lampionu nie ma. Jestem
zdezorientowany. Idą na zachód, trafiam
na jakąś drogę, po chwili odnajduje się. Coś ten mój azymut którym biegłem
„przekręcił się” o kąt prosty prawie! Wreszcie mam PK 8.
![]() |
| PK 8 mnie zaskoczył |
Do PK 9 kontroluję azymut co kilka kroków i trafiam dobrze.
PK 10 i PK 11 – ścieżkami, więc także dobrze.
Do PK 12 także drogami – sporo naokoło, ale jak mówi doświadczenie – bieganie w
nocy na azymut bywa ryzykowne – szczególnie gdy na mapie jest sporo zielonego.
PK 13 przebieg na azymut wspomagany wyraźną rzeźbą terenu.
PK 14 powinien być prosty – zbieg z górki, wbieg na następną i powinien być lampion. Tak odczytałem z poziomnic, ale jak się okazało odczytałem błędnie. Wbiegłem na górkę, ale tam lampionu być nie mogło. Lampion był w obniżeniu pomiędzy górkami. Szukałem go całkiem długo! Tak to jest, gdy biegacz nizinny trafia w nocy na teren pagórkowaty;-)
Do PK 15 miałem pobiec drogą. Znalazłem drogę i pobiegłem. Przestałem patrzyć na mapę i był to błąd. Bo miałem z tej drogi zbiec. W efekcie PK 15 ominąłem wielkim łukiem i umknęło mi, że na nim nie byłem. Teraz wiem, że po PK 14 palec przesunął mi się po mapie i byłem pewien, że wybiegam z PK 15;-) Tam rzeczywiście miałem biec drogą, tylko że krócej. Grunt że się odnalazłem i trafiłem do PK 16.
![]() |
| Tradycyjnie gubię się na rzeźbie w nocy.... |
Zamiast 4 km zrobiłem ponad 8, zajęło mi to ponad 2 godziny… Ech, żeby lepiej poszło na zawodach niż na treningu;-)

























