Zorientowana/Zorientowany
Marsze na orientację, biegi na orientację i bieganie bez powodu:-)
piątek, 6 marca 2026
WesolInO z dużą dawką wstydu.
czwartek, 5 marca 2026
Ruda nocą czyli DS E8
Wielkimi krokami zbliża się Warsaw City Race, a ja od dawien dawna nie biegałem po mieście. A to w czasie jednego Dystansu Stołecznego było załamanie pogody i nie dawało się dotrzeć, w czasie drugiego coś wypadło itd. Wreszcie udało mi się dotrzeć na etap ósmy na osiedlu Ruda. Jak pamiętam, gdzieś tu były pierwsze edycje pucharu Bielan i gdzieś tu po raz pierwszy skręciłem kostkę ;-)
![]() |
| Docieram do szkoły wcześnie, ale flaga już wisi |
Na start przybyłem na tyle wcześnie, że parking przy szkole był zajęty przez pracowników i musiałem zaparkować gdzieś w plątaninie okolicznych uliczek. Ale przy szkole już czekała flaga, wisiał lampion a w środku działało biuro. Jako jeden z pierwszych pobrałem mapę i ruszyłem na start przy szkolnym płocie. I to ruszyłem w dobrym towarzystwie, bo w bazie spotkałem Barbarę. Będzie się z kim ścigać;-)
Panie przodem, więc dałem Barbarze z minutę forów i ruszyłem. Śnieg właśnie stopniał, a trawniki były raczej polami błota albo pokrytymi lodem kałużami, ale gnałem na azymut całkiem sprawnie. Gdzieś przed PK 2 wyprzedziłem Barbarę, która biegła do PK 1 zachowawczo chodnikami. Nawet jakoś szło to bieganie nocą. Przynajmniej nawigacyjnie. Bo to co traciłem na punkcie szukając w ciemnościach gdzie jestem i gdzie mam dalej pobiec, powodowało że Barbara zwykle mnie doganiała. Chyba wzięła się na ambicję, bo biegła coraz szybciej.
Z PK 4 do PK 5 trzeba było obiec duży zagrodzony teren. Tu zyskałem sporą przewagę, ale do chwili, gdy za tym ogrodzonym terenem skręciłem w zły chodnik. I zostałem dogoniony, a nawet na chwilę przegoniony. Barbara jest dobrą nawigatorką, więc przez chwilę biegłem na ogonie, tak do PK 8. Dopiero dłuższy przebieg do PK 9 pozwolił mi zdobyć przewagę, której nie oddałem już do końca biegu.
Kolejne punkty to były stanowczo dłuższe przebiegi. Oddalałem się od Barbary. Innych biegaczy jeszcze nie było widać – taki urok startowania na początku stawki.
Nie mogłem znaleźć PK 22. Przebiegłem tuż obok i nie zauważyłem!
Za punktem 23 pojawiła się jakaś inna konkurencja.
Teraz najważniejsze – obrót mapy. Ten etap Dystansu Stołecznego był wyjątkowy – mapa miała dwie strony – strona pierwsza 24 PK na standardowej mapie 1:4000. Ostatni PK 24 na bramie do szkoły, obracamy tu mapę i na drugiej stronie jest kolejne 16 punktów kontrolnych, ale na mapie 1:1000. Żeby było trudniej – nie ma w opisach numerów na lampionach, a lampionów jest zdecydowanie więcej i to w odległościach „nieprzepisowych” - nieraz wręcz 2-3 metry od siebie. Stacje mają wyłączoną funkcję AiR, by niepotrzebnie nie podbijać lampionów przy których się przebiega. I jeszcze smaczek – za każdy „nadmiarowy” lampion na tej mapie – karne minuty!
Z duszą na ramieniu ruszam na teren szkoły. Ten co dobiegał ze mną do PK 24 pobiegł szukać innego lampionu – czyli jest z innej trasy.
Mój PK 25 na drugim końcu szkoły. Obiegam łukiem naokoło, bo nie jestem pewien, czy mogę skakać przez coś oznaczone jako wał skalny? W każdym razie ciut grubsza czarną linią….
Na takiej mapie trzeba chwile pomyśleć zanim się pobiegnie, pomyśleć zanim się podbije lampion, bo tuż obok błyska inny lampion…
Idzie w miarę dobrze, tylko lampion PK 39 przebiegam widząc inny lampion kilka metrów dalej.
![]() |
| Na mecie, myśląc że poszło mi całkiem dobrze... |
Wreszcie dobiegam do mety. Barbara niedługo po mnie. Idziemy się sczytać i…. MP. Oboje złapaliśmy się na PK 8. Wzięliśmy lampion, który był jedną kępkę krzaków wcześniej. I wiem kto jest winny – wtedy biegłem akurat za Barbarą, wierząc w jej umiejętności nawigacyjne…. Ale nie tylko my mieliśmy MP. Na 29 osób startujących na trasie Chojrak komplet PK miało …. 13 osób! Mniej niż połowa! Sporo osób poległo na PK 8, ale dużo poległo także na drugiej stronie mapy. Był tu „motylek” i spora część pominęła PK 30-35. Miny oglądających swoje wydruki z niedowierzaniem – bezcenne;-) Należy mieć nadzieję, że wyczerpałem swój limit MP na najbliższy okres;-)
niedziela, 22 lutego 2026
Rogaining czy nie rogaining - Oto jest pytanie
Rogaining to chyba to, co lubię najbardziej. Choć ostatnio rozpętała się dyskusja, czy jak biegniesz sam, to jest to rogaining? Najbardziej spodobał mi się głos Mateusza:
Nie ma błędu w nazewnictwie. Niedawno był Tłusty Czwartek, więc każdy może powiedzieć: biegło nas dwóch - ja i mój brzuch:-)
Jak zwał tak zwał – E7 Dystansu Stołecznego miał formę rogainingu. Dla Chojraka był to rogaining tylko 2 godzinny, choć może przy tak niskiej temperaturze to całkiem dobry wartość, bo pozwala nie zamarznąć organizatorom na mecie.
![]() |
| Mapy pod butem, Agnieszka robi za mistrzynię drugiego planu;-) |
Czas start, dostaliśmy mapy formatu A3 w skali 1:12500, 42 PK do wyboru. W tym nawet jeden PK o wartości 10! Rzut oka na mapę – PK 100 za daleko, a wokoło pustka w lampionach – wariant dobry tylko dla wytrawnego biegacza. Na lewo od startu – dużo PK koło siebie, niby o małej wadze, ale niewielki dystans – idealne na zakończenie, gdy zostało trochę czasu i dobiera się na powrocie lampiony do podbicia wg dostępnego czasu. Czyli decyzja: kierunek północ i ruchem odwrotnym do kierunku ruchu wskazówek zegara…
Ze startu wypadłem na lodowisko (czyli drogę dojazdową) i czym prędzej za jakimś biegaczem skręciłem w boczną drogę. Jak to przy startach masowych mało patrzyłem w mapę, bardziej gdzie kto biegnie. Nie wiem czemu tu ktoś skręcił – droga prowadziła dokładnie pomiędzy dwoma lampionami, a nie w kierunku któregoś z nich. No cóż, zostało brnąć przez śnieg (raczej kopny), by dotrzeć do pierwszego lampionu (PK 31).
PK 38, 39 wydeptanym już z lekka śladem, trochę ścieżką, trochę na azymut. Bieganie na azymut niezbyt szło – po kilkuset metrach człowiek nie miał już siły podnosić nóg i przebijać się przez warstwę chrupiącego śniegu.
PK 37, 65, 80 – zawsze ktoś był w zasięgu wzroku, przebiegi głównie drogami. Do PK 80 – na skróty, po lodzie przez Jezioro Zapadliska. Zawsze marzyłem, by przebiec to jeziorko „na skróty” i wreszcie się udało. Może niezbyt dokładnie nawigowałem, ale wreszcie trafiłem w pobliże PK 71.
Bunkier. Wokół kłębi się mały tłumek orientalistów. Patrzę na opis PK: budynek i jakaś kropka w półkwadracie. Budynek jest – więc szukamy. Wejście do bunkra - lampionu nie ma. Gdzieś dalej w ciemności pali się jakaś świeczka. To chyba nie tu. Ale może na górze? Tam są jakieś „kominy”. Wbiegam na górę i szukam (inni także szukają) - także nic nie ma. Ale jest drugie wejście do bunkra. To MUSI być tu. Ale przy wejściu nie ma. Ktoś na początku grupy brnie dalej w ciemności. Wpada w jakąś dziurę (środek to jakaś dziura przy brzegach niewielkie gzymsiki, śliskie od lodu, ciemność). Wreszcie okrzyk JEST! Lampion wisi dokładnie w środku bunkra tam gdzie wcześniej widziałam świeczkę. Od pierwszego wejścia można było dojść wygodnie, bez wpadania w dziury, ale człowiek nie pomyślał.
![]() |
| PK 71 w bunkrze - zdjęcie organizatora |
Lecę dalej. Drogi coraz mniej wydeptanie. PK 53, potem kolejne jeziorko „po lodzie” i PK 72.
Dłuższy przebieg. Na granicy zasięgu wzroku jakiś konkurent. Biegnę za nim, tak trochę „na tramwaj”. Jak się okazuje, jest to chyba mój największy błąd. Nieuwaga. „Tuż obok” był PK 92. Z 400-500 m więcej, po drogach. Nie zauważyłem i pobiegłem od razu na PK 73.
PK 82 chwilkę szukałem. Obiegając Parów Karski spotykam grupę biegnących z naprzeciwka Wkręconych.
Pomiędzy PK 57 i 54 zaczynają się w pełni oblodzone drogi. Biegnie się trudno. Przez chwilę waham się, czy biec na PK 91 czy na PK 54. Nie – biorąc PK 91 zbyt dużo będę musiał pomijać na nawrocie i pewno będę w niedoczasie. Nie warto – zostaje PK 54, a potem ślizganie się do PK 81. Nie są to chyba zbyt popularne punkty – do lampionów prowadzą wręcz pojedyncze ślady.
Na zegarku mam 1:08, czyli zostało 52 minuty na powrót. Muszę zaliczyć klubowy PK 44, a dalej na Parów Karski po wartościowy PK 67. Niestety, droga się psuje, tylko ślady zwierząt na niewyraźnej przecince. Teraz patrząc na mapę, myślę, że mogłem wybrać inną kolejność i po lodzie pokonać Parów Karski wcześniej, zaliczyć PK 67 przez PK 57. Ale rogaining to wyższa matematyka, nie tylko liczenie kilometrów, ale uwzględnianie jakości drogi, zmęczenia….
Przed PK 67 widziałem jakąś dziewczynę. Taką bardziej szybkobiegaczkę. Punkt miał być na końcu pomostu… tyle że pomost był bardzo „teoretyczny”. Bez lodu trzeba by ten koniec pomostu zdobywać po pas w wodzie – zostały z niego słupki i jakaś deseczka „pływająca” po lodzie. Dziewczę przede mną przebiegło tą niepozorną konstrukcją ukrytą w trzcinach wyraźnie szukając widocznego z dala pomostu.
![]() |
| PK67 |
PK 74, 61. Zostało 28 minut. I kolejna „zła decyzja”. Skusił PK o wadze 5 i 4 … gdybym pobiegł na północ, to na mniejszym dystansie zamiast 12 pp zebrałbym ich 14 lub nawet 17. W rogainingu nie należy w pełni sugerować się wagami lecz szybko sumować wartości punktów. Boleśnie odczuli to ci, co połakomili się na PK100 – na dystansie ok. 3 km zebrali 17 pp (PK 70,100), a w środku mapy, czy na zachodzie na takim dystansie można było zebrać blisko 30 pp.
sobota, 21 lutego 2026
Walentynkowe WesolInO dla niedowidzących
Czy można zrobić mapę do BnO dla osób w kwiecie wieku? Można! Potrafi to Michał;-) Ale… to chyba tylko taki jednorazowy wyskok z powodu Walentynek-)
Miało być bieganie w parze z Renatą (jak na Walentynki przystało), ale Renata załapała katar, kaszel, słowem nie była w żaden sposób zdolna do biegania. Pojechałem sam.
Pod urzędem dzielnicy, wjazdu do bazy pilnowały elektroniczne bramki. Niby wjazd bezpłatny, ale wjazd i wyjazd na parking wymaga niemałych akrobacji wykonywanych kierownicą. Szczerze mówiąc nigdy nie widziałem na tym parkingu kompletu (może poza jakimiś dużymi zawodami) i nie wiem czy takie inwestowanie w szlabany to dobra droga…
![]() |
| Już za szlabanem, prawie gotowy do startu |
Wracając do zawodów- dostałem mapę i poszedłem szukać startu…
na mecie! Tak duże symbole potrafią człowieka omamić!
Wreszcie znalazłem start, odpikałem się i ruszyłem…. Naokoło – bo po co po
śniegu załamującym się pod nogami biegać przez najwyższą w okolicy górkę?
Śniegu w lesie sporo. Z wierzchu zmarznięta pokrywa, ale na tyle cienka, że
człowiek zapada się powyżej kostek. Czyli bieganie „na kreskę” jest naprawdę
ciężkie.
Trochę naokoło do PK 1 (nie w tą ścieżkę wbiegłem, ale skala 1:5000 nie powoduje dużego nadkładania dystansu). Starałem się biegać ścieżkami – to była dobra decyzja.
Pierwszą rozterkę przeżyłem po PK 3. Niby bliżej drogami – i chyba jest jakieś dojście ukryte pod kółkiem. Zaczynałem ruszać już w tą stronę, ale trochę zniechęcił mnie płot niby oddzielający dojście do punktu. Pobiegłem naokoło, ale chwilę na niezdecydowanie straciłem.
Po PK 5 ścieżki się skończyły i trzeba było brodzić w śniegu. Nie powiem, nogi bolały po dłuższych odcinkach brodzenia w śniegu.
Sama trasa bez większych dramatów. Pod koniec trochę dałem ciała i dałem się wyprzedzić w wynikach kilku osobom, bo nie miałem siły biec na kreskę przez las. Ale grunt, że pobiegane;-)
poniedziałek, 16 lutego 2026
ZAZU Tour z lekkim smrodkiem w tle.
Po czwórce byłam z lekka zniechęcona i coraz bardziej przekonana, że mój kompas źle działa, bo przecież jeszcze nie znałam powodu rozminięcia się z dwójką. Dlatego postanowiłam bardziej skupić się na obserwacji terenu niż kompasu. Nie wiem czy to ta obserwacja, czy fart, czy co, ale z resztą trasy już nie miałam kłopotów. Tylko ósemki nie zauważyłam od razu, ale wiedziałam, że jestem w dobrym miejscu i trzeba dokładniej szukać, no bo lampionik mały, to łatwo przeoczyć. Z dziewiątki, ostatniego punktu, przebiłam się do asfaltu i już luksusowo dobiegłam do mety. Myślałam, że będę w wynikach najostatniejsza, ale okazało się, że źle stojąca jedynka innym też pomieszała szyki. Dodatkowo sporo osób miało problem z siódemką, która mi akurat weszła bezboleśnie.
piątek, 13 lutego 2026
FalInO, czyli śliska sprawa.

czwartek, 12 lutego 2026
Słodka Zima na Pradze
Kolejny Bieg Wedla dla orientalistów, czyli już XXX Zima na Pradze. Nie ma co nawet pytać o miejsce, bo wiadomo, że będzie to Skaryszak. Jedyna różnica to mróz. Zamarzało wszystko: oddech, krzewy, organizatory i jeziorka. Jeziorka zamarzły bardzo porządnie – widziałem na nich kilka wydzielonych lodowisk. Niby te sadzawki nie są głębokie, ale organizator wyraźnie zabronił biegania po lodzie. Było to przykre, bo było widać lampion „za lodem”, były wydeptane przez spacerowiczów ścieżki przez ten lód, a człowiek musiał biec dodatkowe pół kilometra do mostku, by przekroczyć zamarzniętą wodę.
![]() |
| Panie - za czym ta kolejka??? |
Dalej szło lepiej. Ale tylko do 12-stki. Nie wiem co zmyliło – może Jacenty szukający lampionu za wcześnie? W każdym razie szukałem dobrą minutę lampionu przed zakrętem alejki, a nie za…. Wstyd!
Po PK 13, zamiast jak cywilizowany człowiek wydeptaną ścieżką, ruszyłem „na skróty” przez śnieg, potem krzaki…
Tragedia nastąpiła przy PK 16. Na opiśniku był „dziwny symbol”, ale samo miejsce na mapie wskazywało na wielopoziomowość przy lampionie. Na początku myślałem dobrze: na dół na parking i dziura. Tyle że z góry w tej dziurze nie widziałem lampionu. Udałem się więc do „dziury obok” i oczywiście lampionu tam nie znalazłem. Aby się upewnić, że to nie ta dziura, zwiedziłem jeszcze poziom +1 (sam nie wiem po co). Tak to jest, gdy człowiek wyjdzie z wprawy. No dobra, zwalmy wszystko na mróz – oczy mi zamarzły;-)
Jeszcze pomiędzy PK 23 i 24 wybiegłem za mapę – tak to bywa, gdy biega się na pamięć, a nie patrzy na trzymany w ręku świstek papieru.
![]() |
| Meta na środku jeziora czyli na końcu mola |
W efekcie – miejsce poniżej możliwości i oczekiwań. Ale za to kolejna Zima na Pradze zaliczona.
piątek, 6 lutego 2026
WesolInO - czyli za zimno, za daleko i za ciężko.
Zimno było przeokropnie - tak, że po raz pierwszy nie przemogłam się, żeby zdjąć kurtkę i postanowiłam ruszyć na trasę w pełnym rynsztunku. Zresztą nie byłam jedyna, bo inni też woleli zachować ciepełko.
Spotkanie przy piątce trochę mnie rozkojarzyło, swoje dołożyło zmęczenie i na szóstkę poszłam głupio. To, że nawet na chwilę wyszłam na właściwą drogę niczego nie zmieniło, bo zaraz z niej zeszłam. Myślałam, że jestem dalej i skręciłam na niewłaściwym skrzyżowaniu. A potem było gorzej i gorzej. Nawet fakt, że kierunek drogi był dość abstrakcyjny nie zwrócił mojej uwagi. Co zresztą nie dziwne, bo od jakiegoś czasu weszłam w tryb przetrwania i czynności życiowe ograniczyłam do marszu przed siebie (żeby nie zamarznąć), a myślenie wyłączyłam. W końcu dotarło do mnie, że skoro i tak nie ma szans na szóstkę, to należy iść przynajmniej w kierunku mety, czyli na północ. Dobry (albo i nie) los sprawił, że idąc tak w stronę mety natknęłam się na zakręt sieci energetycznej i zorientowałam się, gdzie jestem. Z radości aż postanowiłam wrócić się po szóstkę, co w ogólnym rozrachunku nie miało żadnego sensu.
czwartek, 5 lutego 2026
Orient
Orient – można powiedzieć już „tradycyjnie” zawitał w okolice Wiązownej. Niby do Emowa, ale mapa ta sama. Jakoś nie czuję powołania do MnO i standardowo poszedłem na BnO. Takie „klasyczne”, z perforatorami. Po niebieganym śniegu, nie tak jak w Falenicy, gdzie biega się właściwie zawsze po ścieżkach.
Dostałem mapę w dłoń i wystartowałem. Oczywiście w złym kierunku. No, może nie zupełnie złym, ale drogą oddalającą się od pierwszego PK. Nie zostało mi nic innego jak wbić się w sypki śnieg podążając we właściwym kierunku. Ze złości zamiast biec, jak przystało myślącemu orientaliście ścieżką, prułem na azymut. Prułem to może zbyt wiele powiedziane… pełzłem raczej po tym śniegu.
Do PK 2 nie za bardzo było jak dostać się ścieżkami. Niby coś na mapie było, ale widząc stan śniegu przy PK 1 sądzę, że raczej mało wydeptane. Tak więc, wydeptywałem nowy szlak do PK 2 (taki urok gdy człowiek za wcześnie zgłasza się na start). PK 4, 5, 6 i 7 ciągle po śniegu. Nieraz pojawiał się pojedynczy ślad, ale nie zawsze prowadził we właściwym kierunku. A brnięcie po śniegu jest mega męczące….
Koło PK 7 zaczęły pojawiać się inne osoby. Zawsze w towarzystwie raźniej;-)
Przy PK 9 dopadła mnie łosia rodzinka. Trzy czy cztery dorodne sztuki, chyba wypłoszone przez innych biegaczy.
Po PK 10 kawałek udało się pobiec ścieżką. Niestety – nieduży kawałek. Potem odbiłem w jakąś inostradę – tyle że taką mało szczęśliwą, bo zaprowadziła mnie trochę na manowce, w pobliże PK 3 zamiast PK 11.
![]() |
| Klubowy PK12 |
![]() |
| Łoś czający się przy PK15 |
czwartek, 29 stycznia 2026
FalInO i prąd, który nie chciał zniknąć.
Usiłowałam dowiedzieć się od Tomka na jaki punkt biegnie po jedynce, ale tak mi odpowiedział, że dalej nie wiedziałam, więc podjęłam pierwszą własną, strategiczna decyzję i ruszyłam na trójkę. Jak się potem okazało Tomek też pobiegł na trójkę, tylko mniej naokoło niż ja. Ale w sumie ile on tam zyskał? Metr, dwa, może pięć?



































