
Zorientowana/Zorientowany
Marsze na orientację, biegi na orientację i bieganie bez powodu:-)
piątek, 13 lutego 2026
FalInO, czyli śliska sprawa.

czwartek, 12 lutego 2026
Słodka Zima na Pradze
Kolejny Bieg Wedla dla orientalistów, czyli już XXX Zima na Pradze. Nie ma co nawet pytać o miejsce, bo wiadomo, że będzie to Skaryszak. Jedyna różnica to mróz. Zamarzało wszystko: oddech, krzewy, organizatory i jeziorka. Jeziorka zamarzły bardzo porządnie – widziałem na nich kilka wydzielonych lodowisk. Niby te sadzawki nie są głębokie, ale organizator wyraźnie zabronił biegania po lodzie. Było to przykre, bo było widać lampion „za lodem”, były wydeptane przez spacerowiczów ścieżki przez ten lód, a człowiek musiał biec dodatkowe pół kilometra do mostku, by przekroczyć zamarzniętą wodę.
![]() |
| Panie - za czym ta kolejka??? |
Dalej szło lepiej. Ale tylko do 12-stki. Nie wiem co zmyliło – może Jacenty szukający lampionu za wcześnie? W każdym razie szukałem dobrą minutę lampionu przed zakrętem alejki, a nie za…. Wstyd!
Po PK 13, zamiast jak cywilizowany człowiek wydeptaną ścieżką, ruszyłem „na skróty” przez śnieg, potem krzaki…
Tragedia nastąpiła przy PK 16. Na opiśniku był „dziwny symbol”, ale samo miejsce na mapie wskazywało na wielopoziomowość przy lampionie. Na początku myślałem dobrze: na dół na parking i dziura. Tyle że z góry w tej dziurze nie widziałem lampionu. Udałem się więc do „dziury obok” i oczywiście lampionu tam nie znalazłem. Aby się upewnić, że to nie ta dziura, zwiedziłem jeszcze poziom +1 (sam nie wiem po co). Tak to jest, gdy człowiek wyjdzie z wprawy. No dobra, zwalmy wszystko na mróz – oczy mi zamarzły;-)
Jeszcze pomiędzy PK 23 i 24 wybiegłem za mapę – tak to bywa, gdy biega się na pamięć, a nie patrzy na trzymany w ręku świstek papieru.
![]() |
| Meta na środku jeziora czyli na końcu mola |
W efekcie – miejsce poniżej możliwości i oczekiwań. Ale za to kolejna Zima na Pradze zaliczona.
piątek, 6 lutego 2026
WesolInO - czyli za zimno, za daleko i za ciężko.
Zimno było przeokropnie - tak, że po raz pierwszy nie przemogłam się, żeby zdjąć kurtkę i postanowiłam ruszyć na trasę w pełnym rynsztunku. Zresztą nie byłam jedyna, bo inni też woleli zachować ciepełko.
Spotkanie przy piątce trochę mnie rozkojarzyło, swoje dołożyło zmęczenie i na szóstkę poszłam głupio. To, że nawet na chwilę wyszłam na właściwą drogę niczego nie zmieniło, bo zaraz z niej zeszłam. Myślałam, że jestem dalej i skręciłam na niewłaściwym skrzyżowaniu. A potem było gorzej i gorzej. Nawet fakt, że kierunek drogi był dość abstrakcyjny nie zwrócił mojej uwagi. Co zresztą nie dziwne, bo od jakiegoś czasu weszłam w tryb przetrwania i czynności życiowe ograniczyłam do marszu przed siebie (żeby nie zamarznąć), a myślenie wyłączyłam. W końcu dotarło do mnie, że skoro i tak nie ma szans na szóstkę, to należy iść przynajmniej w kierunku mety, czyli na północ. Dobry (albo i nie) los sprawił, że idąc tak w stronę mety natknęłam się na zakręt sieci energetycznej i zorientowałam się, gdzie jestem. Z radości aż postanowiłam wrócić się po szóstkę, co w ogólnym rozrachunku nie miało żadnego sensu.
czwartek, 5 lutego 2026
Orient
Orient – można powiedzieć już „tradycyjnie” zawitał w okolice Wiązownej. Niby do Emowa, ale mapa ta sama. Jakoś nie czuję powołania do MnO i standardowo poszedłem na BnO. Takie „klasyczne”, z perforatorami. Po niebieganym śniegu, nie tak jak w Falenicy, gdzie biega się właściwie zawsze po ścieżkach.
Dostałem mapę w dłoń i wystartowałem. Oczywiście w złym kierunku. No, może nie zupełnie złym, ale drogą oddalającą się od pierwszego PK. Nie zostało mi nic innego jak wbić się w sypki śnieg podążając we właściwym kierunku. Ze złości zamiast biec, jak przystało myślącemu orientaliście ścieżką, prułem na azymut. Prułem to może zbyt wiele powiedziane… pełzłem raczej po tym śniegu.
Do PK 2 nie za bardzo było jak dostać się ścieżkami. Niby coś na mapie było, ale widząc stan śniegu przy PK 1 sądzę, że raczej mało wydeptane. Tak więc, wydeptywałem nowy szlak do PK 2 (taki urok gdy człowiek za wcześnie zgłasza się na start). PK 4, 5, 6 i 7 ciągle po śniegu. Nieraz pojawiał się pojedynczy ślad, ale nie zawsze prowadził we właściwym kierunku. A brnięcie po śniegu jest mega męczące….
Koło PK 7 zaczęły pojawiać się inne osoby. Zawsze w towarzystwie raźniej;-)
Przy PK 9 dopadła mnie łosia rodzinka. Trzy czy cztery dorodne sztuki, chyba wypłoszone przez innych biegaczy.
Po PK 10 kawałek udało się pobiec ścieżką. Niestety – nieduży kawałek. Potem odbiłem w jakąś inostradę – tyle że taką mało szczęśliwą, bo zaprowadziła mnie trochę na manowce, w pobliże PK 3 zamiast PK 11.
![]() |
| Klubowy PK12 |
![]() |
| Łoś czający się przy PK15 |
czwartek, 29 stycznia 2026
FalInO i prąd, który nie chciał zniknąć.
Usiłowałam dowiedzieć się od Tomka na jaki punkt biegnie po jedynce, ale tak mi odpowiedział, że dalej nie wiedziałam, więc podjęłam pierwszą własną, strategiczna decyzję i ruszyłam na trójkę. Jak się potem okazało Tomek też pobiegł na trójkę, tylko mniej naokoło niż ja. Ale w sumie ile on tam zyskał? Metr, dwa, może pięć?
piątek, 23 stycznia 2026
WesolInO, czyli jak się głupio zgubić w znanym terenie.
Pierwszy punkt od razu na azymut, ale też od razu prowadziła do niego inostrada, mimo że startowaliśmy na początku stawki. Po drodze przegonił mnie Tomek, a ponieważ pierwszy punkt mieliśmy wspólny, to załapałam się na fotkę przy lampionie.
Z pozostałymi punktami na szczęście nie miałyśmy problemów i po zgarnięciu jedenastki i dwunastki razem zameldowałyśmy się na mecie.
piątek, 16 stycznia 2026
Szampański bieg o 3 miejsce w Sulejówku
środa, 14 stycznia 2026
FalInO, czyli powrót na wydmę.
Tradycyjnie ja wybrałam trasę krótką, a Tomek najdłuższą, a ponieważ na FalInO biega się w formule scorelaufu, to potencjalnie mogliśmy nawet biec razem przez część trasy. Ale tylko potencjalnie, bo ja sobie truchtam, a Tomek pędzi.
Po jedynce znowu decyzja: co dalej? W pierwszej chwili wybrałam dwójkę, ale po drodze mi się odwidziało i skręciłam w stronę jedenastki. Niby wiedziałam, gdzie stoi punkt, ale i tak się zdziwiłam, gdy znalazłam się pod swoim domem. To znaczy domem, w którym kiedyś mieszkaliśmy. W pierwszym odruchu chciałam wyjść na ulicę i pooglądać, czy coś się zmieniło, ale przypomniałam sobie, że biegamy na czas i odpuściłam. Kolejna trudna decyzja - na trzynastkę i dwunastkę, czy raczej dziewiątka? W końcu postanowiłam kierować się raczej w stronę wydmy, bo skoro tyle za nią tęskniłam, to trzeba ją nawiedzić czym prędzej. Tak więc po dziewiątce wspięłam się po czwórkę i po przeliczeniu punktów wyszło mi, że najlepiej będzie wziąć jeszcze dwójkę, trójkę i siódemkę. Tak też zrobiłam. Po siódemce już była tylko meta i czułam lekki niedosyt - tak ze dwa punkty więcej by się przydały do pełni satysfakcji. Z kolei następna co do trudności trasa miała już 14 punktów i więcej kilometrów (za dużo dla mnie), a tu jeszcze trzeba było zachować siły na przeżycie reszty dnia.







































