Wielkimi krokami zbliża się Warsaw City Race, a ja od dawien dawna nie biegałem po mieście. A to w czasie jednego Dystansu Stołecznego było załamanie pogody i nie dawało się dotrzeć, w czasie drugiego coś wypadło itd. Wreszcie udało mi się dotrzeć na etap ósmy na osiedlu Ruda. Jak pamiętam, gdzieś tu były pierwsze edycje pucharu Bielan i gdzieś tu po raz pierwszy skręciłem kostkę ;-)
![]() |
| Docieram do szkoły wcześnie, ale flaga już wisi |
Na start przybyłem na tyle wcześnie, że parking przy szkole był zajęty przez pracowników i musiałem zaparkować gdzieś w plątaninie okolicznych uliczek. Ale przy szkole już czekała flaga, wisiał lampion a w środku działało biuro. Jako jeden z pierwszych pobrałem mapę i ruszyłem na start przy szkolnym płocie. I to ruszyłem w dobrym towarzystwie, bo w bazie spotkałem Barbarę. Będzie się z kim ścigać;-)
Panie przodem, więc dałem Barbarze z minutę forów i ruszyłem. Śnieg właśnie stopniał, a trawniki były raczej polami błota albo pokrytymi lodem kałużami, ale gnałem na azymut całkiem sprawnie. Gdzieś przed PK 2 wyprzedziłem Barbarę, która biegła do PK 1 zachowawczo chodnikami. Nawet jakoś szło to bieganie nocą. Przynajmniej nawigacyjnie. Bo to co traciłem na punkcie szukając w ciemnościach gdzie jestem i gdzie mam dalej pobiec, powodowało że Barbara zwykle mnie doganiała. Chyba wzięła się na ambicję, bo biegła coraz szybciej.
Z PK 4 do PK 5 trzeba było obiec duży zagrodzony teren. Tu zyskałem sporą przewagę, ale do chwili, gdy za tym ogrodzonym terenem skręciłem w zły chodnik. I zostałem dogoniony, a nawet na chwilę przegoniony. Barbara jest dobrą nawigatorką, więc przez chwilę biegłem na ogonie, tak do PK 8. Dopiero dłuższy przebieg do PK 9 pozwolił mi zdobyć przewagę, której nie oddałem już do końca biegu.
Kolejne punkty to były stanowczo dłuższe przebiegi. Oddalałem się od Barbary. Innych biegaczy jeszcze nie było widać – taki urok startowania na początku stawki.
Nie mogłem znaleźć PK 22. Przebiegłem tuż obok i nie zauważyłem!
Za punktem 23 pojawiła się jakaś inna konkurencja.
Teraz najważniejsze – obrót mapy. Ten etap Dystansu Stołecznego był wyjątkowy – mapa miała dwie strony – strona pierwsza 24 PK na standardowej mapie 1:4000. Ostatni PK 24 na bramie do szkoły, obracamy tu mapę i na drugiej stronie jest kolejne 16 punktów kontrolnych, ale na mapie 1:1000. Żeby było trudniej – nie ma w opisach numerów na lampionach, a lampionów jest zdecydowanie więcej i to w odległościach „nieprzepisowych” - nieraz wręcz 2-3 metry od siebie. Stacje mają wyłączoną funkcję AiR, by niepotrzebnie nie podbijać lampionów przy których się przebiega. I jeszcze smaczek – za każdy „nadmiarowy” lampion na tej mapie – karne minuty!
Z duszą na ramieniu ruszam na teren szkoły. Ten co dobiegał ze mną do PK 24 pobiegł szukać innego lampionu – czyli jest z innej trasy.
Mój PK 25 na drugim końcu szkoły. Obiegam łukiem naokoło, bo nie jestem pewien, czy mogę skakać przez coś oznaczone jako wał skalny? W każdym razie ciut grubsza czarną linią….
Na takiej mapie trzeba chwile pomyśleć zanim się pobiegnie, pomyśleć zanim się podbije lampion, bo tuż obok błyska inny lampion…
Idzie w miarę dobrze, tylko lampion PK 39 przebiegam widząc inny lampion kilka metrów dalej.
![]() |
| Na mecie, myśląc że poszło mi całkiem dobrze... |
Wreszcie dobiegam do mety. Barbara niedługo po mnie. Idziemy się sczytać i…. MP. Oboje złapaliśmy się na PK 8. Wzięliśmy lampion, który był jedną kępkę krzaków wcześniej. I wiem kto jest winny – wtedy biegłem akurat za Barbarą, wierząc w jej umiejętności nawigacyjne…. Ale nie tylko my mieliśmy MP. Na 29 osób startujących na trasie Chojrak komplet PK miało …. 13 osób! Mniej niż połowa! Sporo osób poległo na PK 8, ale dużo poległo także na drugiej stronie mapy. Był tu „motylek” i spora część pominęła PK 30-35. Miny oglądających swoje wydruki z niedowierzaniem – bezcenne;-) Należy mieć nadzieję, że wyczerpałem swój limit MP na najbliższy okres;-)






































