Usiłowałam dowiedzieć się od Tomka na jaki punkt biegnie po jedynce, ale tak mi odpowiedział, że dalej nie wiedziałam, więc podjęłam pierwszą własną, strategiczna decyzję i ruszyłam na trójkę. Jak się potem okazało Tomek też pobiegł na trójkę, tylko mniej naokoło niż ja. Ale w sumie ile on tam zyskał? Metr, dwa, może pięć?
Zorientowana/Zorientowany
Marsze na orientację, biegi na orientację i bieganie bez powodu:-)
czwartek, 29 stycznia 2026
FalInO i prąd, który nie chciał zniknąć.
Usiłowałam dowiedzieć się od Tomka na jaki punkt biegnie po jedynce, ale tak mi odpowiedział, że dalej nie wiedziałam, więc podjęłam pierwszą własną, strategiczna decyzję i ruszyłam na trójkę. Jak się potem okazało Tomek też pobiegł na trójkę, tylko mniej naokoło niż ja. Ale w sumie ile on tam zyskał? Metr, dwa, może pięć?
piątek, 23 stycznia 2026
WesolInO, czyli jak się głupio zgubić w znanym terenie.
Pierwszy punkt od razu na azymut, ale też od razu prowadziła do niego inostrada, mimo że startowaliśmy na początku stawki. Po drodze przegonił mnie Tomek, a ponieważ pierwszy punkt mieliśmy wspólny, to załapałam się na fotkę przy lampionie.
Z pozostałymi punktami na szczęście nie miałyśmy problemów i po zgarnięciu jedenastki i dwunastki razem zameldowałyśmy się na mecie.
piątek, 16 stycznia 2026
Szampański bieg o 3 miejsce w Sulejówku
środa, 14 stycznia 2026
FalInO, czyli powrót na wydmę.
Tradycyjnie ja wybrałam trasę krótką, a Tomek najdłuższą, a ponieważ na FalInO biega się w formule scorelaufu, to potencjalnie mogliśmy nawet biec razem przez część trasy. Ale tylko potencjalnie, bo ja sobie truchtam, a Tomek pędzi.
Po jedynce znowu decyzja: co dalej? W pierwszej chwili wybrałam dwójkę, ale po drodze mi się odwidziało i skręciłam w stronę jedenastki. Niby wiedziałam, gdzie stoi punkt, ale i tak się zdziwiłam, gdy znalazłam się pod swoim domem. To znaczy domem, w którym kiedyś mieszkaliśmy. W pierwszym odruchu chciałam wyjść na ulicę i pooglądać, czy coś się zmieniło, ale przypomniałam sobie, że biegamy na czas i odpuściłam. Kolejna trudna decyzja - na trzynastkę i dwunastkę, czy raczej dziewiątka? W końcu postanowiłam kierować się raczej w stronę wydmy, bo skoro tyle za nią tęskniłam, to trzeba ją nawiedzić czym prędzej. Tak więc po dziewiątce wspięłam się po czwórkę i po przeliczeniu punktów wyszło mi, że najlepiej będzie wziąć jeszcze dwójkę, trójkę i siódemkę. Tak też zrobiłam. Po siódemce już była tylko meta i czułam lekki niedosyt - tak ze dwa punkty więcej by się przydały do pełni satysfakcji. Z kolei następna co do trudności trasa miała już 14 punktów i więcej kilometrów (za dużo dla mnie), a tu jeszcze trzeba było zachować siły na przeżycie reszty dnia.
sobota, 10 stycznia 2026
Dystans Stołeczny i znikający ludzie.
czwartek, 8 stycznia 2026
ZZK w Legionowie, czyli UFO lub amnezja.
piątek, 2 stycznia 2026
Dystans Stołeczny 2
czwartek, 1 stycznia 2026
Dystans Stołeczny 1
środa, 31 grudnia 2025
Nigdy wiecej 60 czyli 60. UrodzInO
Jest grudzień jest UrodzInO. Jako że numerek przed nazwą okrągły, chodziło mi po głowie, by edycja była jakaś bardziej wyjątkowa. Rozterka myślowa czy ma być to 60 km, czy 60 etapów? 60 km by się dało, mam mapy praktycznie całego poligonu, co da ponad 40 km plus jakieś „przydupniki” i uzbiera się 60, tyle że obligatoryjna data imprezy wypada w środku tygodnia. Zima, więc 60 km dla większości uczestników to byłoby z 10 godzin. Ilu będzie takich wariatów, by wystartować? Więc ten wariant odpada.
60 etapów…. Hmmmm… Najpierw był wariant - robić przez 6 dni po 10 etapów. Wszystkie byłe lokalizacje UrodzIno, kilka dodatkowych map i 10 map by się znalazło. Trochę GPS-O, trochę BnO, trochę tradycyjnie. Tylko logistyka. Codziennie rozkładać lampiony, codziennie je zbierać i przewieszać na nowe trasy. Musiałbym mieć tydzień wolnego i zbankrutowałbym na mapy:-)
Odgrzebałem starą wersję urodzinowej aplikacji, tej która dawała dynamicznie mapy etapów, sprawdzała GPS. Coś ją modyfikowałem i nie dokończyłem. Leżała rozgrzebana – pamiętam wtedy etapów było kilkanaście, zamiast bazy danych pliki tekstowe, a przygotowanie map zajęło mi wtedy eony czasu. Ale gdyby wreszcie przerobić to na bazę danych, dorobić automatyczne sprawdzanie, poprawić interfejs, który nie skalował się dobrze na komórce… 60 etapów by się zrobiło, ale większość prostych kilkupunktowych.
Jakiś miesiąc przed godziną zero siadłem do aplikacji.
Musiałem sobie przypomnieć zawiłości php, zmiany w wersji 8 (oryginał był
pisany w wersji 5), prześledzić zmiany jquerymobile, przypomnieć sobie cssa… Powolutku
poświęcając wolne chwile grzebałem w kodzie. Pierwsze promyki nadziei –
rejestrowanie się i podbijanie PK. Czas przygotować mapy. Tu na szczęście
szybko poszło – mapę mam w miarę aktualną, więc wytworzenie podstawowych etapów
papierowych poszło sprawnie. Jest mapa, można testować Aplikację. Zmiany, dodatki, co chwila coś
domyślałem.
Czas na mapy dodatkowe. A może wzorem starego Grassora małe pamięcióweczki na
lampionach? Kolejna zmiana;-) I robienie map – na ilość. I myślenie jak to
zrobić, by do każdego lampionu trafić co najmniej dwa razy… Myślałem nad
trójkątami, czworokątami, zawijasami… zapisywałem kolejne kartki zestawieniami.
Etapy powstawały. Zrobienie 60 map i zadbanie, by mapy jakoś w miarę sensownie
pozwalały przejść trasę. Najgorsze były etapy od numeru 50. Nie chciałem
dodawać masy lampionów, a na wzorcówce i tak było już gęsto. Potem sprawdzanie
aplikacji. Jeszcze obsłużenie kolejnego
przypadku szczególnego, zrobienie wyników live, monitoringu itp.
Zdążyłem. 16-stego miałem już wszystko gotowe, wydrukowane, zalaminowane. Wygenerowane papierowe „elektroniczne karty startowe”, napisana instrukcja co i jak.
17 rano zostało mi powiesić lampiony. W lesie okazało się, że jest trochę nowych „dróg” wyjeżdżonych przez ciężki sprzęt zajmujący się wycinką lasu (jak zwykle leśnicy tną las wszędzie, na szczęście nie w łyse placki, lecz co któreś drzewo, ale zostawiają po sobie bałagan, że hej). Kilka dróg z mapy lekko zarosło, ale co tam, po nocy nikt tego nie zauważy. Miejsca na dwa lampiony pilnowała para zaciekawionych łosi – może nie zjedzą lampionów do nocy;-).
![]() |
| Łosie pilnują lampionów |
Potem okazało się, że mam jakieś felerne zszywki i działa co któraś, a reszta blokuje zszywacz…
Zrobiłem jakieś 8 km, czyli całkiem znośnie. Szacowałem, że uczestnikom po nocy walka z etapami zajmie ciut więcej kilometrów, a tym bardziej więcej czasu – tak ze 4 godziny. Ale 60 etapów „piechotą nie chodzi”;-)
Wieczór – korek dojazdowy do miejsca startu. Niby to 800 m, ale mało co się nie spóźniliśmy. Szybciej byłoby piechotą;-)
Na parkingu już mały tłumek chętnych. Osoby znane i nieznane. Wyjadacze i początkujący. Co niektórzy z plecakami wypełnionymi telefonami komórkowymi i powerbankami, inni „na lekko” w wersji biegowej.
![]() |
| Plecak pełen telefonów |
Po chwili fala światełek z lasu zaczyna
wracać. Coś za wcześnie. No tak etapy „rozdawane” przy pierwszych PK kierowały
na PK będące na końcu etapów papierowych. „Wyjadacze” wiedzieli ze lepiej
przejść obie mapy papierowe, pilnie notować spotkane lampiony i zostawić
podbicie tych „ostatnich” na koniec. Ale ci ciut mniej zorientowani jak dzieci
cieszyli się biegając w kółko wokół startomety;-) To było fajne, bo stojąc na
startowym skrzyżowaniu mogłem zrobić kilka zdjęć, zobaczyć jak wszystko działa
w praktyce.
Wreszcie wszystkie światełka zniknęły definitywnie w lesie. Brakujący uczestnicy nie dotarli, a ja spokojnie mogłem udać się do domu rozpijać urodzinowego szampana.
![]() |
| Czekając na spóźnialskich |
Tak powinny wyglądać imprezy od strony organizatora: tort,
szampan, ciepełko domowych pieleszy, a uczestnicy błąkają się po lesie. Ja
sobie na komputerze, czy na komórce sprawdzam jakie lampiony kto podbija, widzę
na mapie, gdzie jaki zespół się znajduje. Od razu widzę jakieś dziwne rzeczy w
wynikach – okazuje się, że źle wpisałem do bazy danych właściwy lampion na
dwóch etapach. Szybka korekta wzorca wyników i punktacji tym, którym system źle
policzył, a potem powrót do tortu.
Ludzie po lesie krążyli do końca, czyli do północy. Pasjonująco wyglądała rywalizacja najlepszych. Blisko północy jeszcze telefon od zwyciężczyń, że nie dostały 3 etapów. Szybkie spojrzenie na komputer – jak się bierze stowarzysza i omija lampion, to nie dostaje się mapy;-)
Jeszcze dokładniejsza analiza – gdzieś musiałem się pomylić. Te ostatnie etapy co robiłem – coś zepsułem z tymi trzema etapami – zabrało dwóch punktów dojścia do 2 etapów, a to które pozostało było tylko z lampionu… stowarzyszonego. A jeden etap w ogóle się nie pojawiał, bo zrezygnowałem z lampionu gdzie miał startować i nie zmieniłem tego w bazie danych. Ale 59 etapów uczestnicy przeszli;-) więc procentowo prawie 100%, jak się dobrze zaokrągli.
Zostało tylko opublikować pełne wynik, zweryfikować ewentualne wątpliwości. Wszyscy wrócili z lasu, choć co niektórym północ przerwała podbijanie lampionów. Niby było maksymalnie 6 godzin limitu…. Ja nie miałbym siły tyle czasu błąkać się po lesie;-)
Teraz muszę się zastanowić co by tu przygotować za rok. 61km? A może 100-61? To bardziej realna liczba!


















































