Zorientowana/Zorientowany
Marsze na orientację, biegi na orientację i bieganie bez powodu:-)
poniedziałek, 5 października 2026
niedziela, 4 października 2026
Rodzinny bieg na orientację, czyli gra terenowa dla dzieci.
Do punktów bonusowych teoretycznie miały odsyłać podane azymuty i odległości, ale jeden kierował w tak abstrakcyjnym kierunku, że nawet nie próbowaliśmy tam iść, na jeden trafiliśmy przypadkiem, inny wywiódł nas na manowce. Organizatorzy chyba od razu nie byli pewni tych azymutów, bo już na starcie powiedzieli, gdzie mniej więcej znajdziemy te bonusy. Tak nachalnie zresztą ich nie szukaliśmy, bo nie planowaliśmy wygrać, zostawiając tę atrakcję zespołom z dziećmi niepełnoletnimi.
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
WMOC - dzień siódmy, czyli krótki long z kąpielą błotną w pakiecie.
niedziela, 23 sierpnia 2026
WMOC - dzień szósty, czyli orientacyjne świry.
sobota, 15 sierpnia 2026
WMOC - dzień piąty, czyli przedwczesne zaćmienie słońca.
czwartek, 13 sierpnia 2026
WMOC - dzień czwarty, czyli kwalifikacje na jednej nodze.
wtorek, 11 sierpnia 2026
WMOC - dzień trzeci (odpoczynku) - czyli trening w lesie.
Zegarek Renaty zdechł z głodu. Całą noc jak szalony się restartował i wracał do „safe mode”, znowu się restartował i znowu wracał do „Safe mode”… aż wyczerpał całą cała zgromadzoną w baterii energię i zdechł. Ładowanie nie pomogło bo znowu się restartował. Zresztą Renaty nóżka także nie czuła się najlepiej, więc ten zegarek do szczęścia nie był niezbędny..
Dzień odpoczynku, czyli Forest Model Event. Dzień - zapowiadał się ciężko, bo wróciły upały. W bazie wydarzenia parking na 60 aut, a chętnych kilka tysięcy – organizator zrobił serwis, gdzie informował o zajętości parkingu: o 8:00 było zajęte 0%, o 9:00 jak wyruszaliśmy także było zajęte 0:00, a jak tylko wyjechaliśmy z Rzeszowa wskaźnik zajętości skoczył do 90%. Nawigacja zaświeciła się na czerwono, bo na trasie czekał korek… przy parkingu. Ale z trasy ciężko już zawrócić, więc jechaliśmy dalej.
Na miejscu – bałagan. Na parkingu auta zaparkowane na 2 miejscach, nikt nie pilnuje, nie kieruje do wolnych miejsc, wszyscy krążą wokoło i szukają miejsca, gdzie można stanąć. Nam się fartem udaje już przy drugiej nawrotce zaparkować.
Renata kuśtykając poszła w kierunku biura treningu (w sukience i z mapą w garści, że może jednak pójdzie na jakiś punkt do lasu), a ja w stylu alpejskim zdobyłem pobliski najwyższy szczyt gdzie umiejscowiony był lampion startu.
W lesie tłok. Przy starcie grupa różnojęzycznych orientalistów deliberująca na temat, czy lampion stoi dobrze, czy las na mapie przedstawiony jest właściwie i czy w ogóle wyjść na trasę. Bo do PK 1 widać sznureczek maszerujących ludzi. Trzon tego tłumu to kategoria 80+ lub wycieczki rodzinne, więc z bieganiem ciężko. Staram się obiec bokiem, ale im dalej od lampionu startu, tłum formuje się w coraz szerszą tyralierę. No cóż, to także dobra metoda – czesanie lasu tyralierą w poszukiwaniu lampionu;-)
Lampiony było całkiem łatwo znaleźć, bo zawsze stała tam grupka ludzi dyskutująca o czymś, z mapami w dłoni, pokazująca palcami różne charakterystyczne elementy terenu wokół punktów.
Aby wyrwać się z tłumu postanawiam pobiec innym wariantem - na PK 116 zamiast na PK 104. Troszkę samotności w lesie. Oczywiście przy punkcie znowu tłok. Wariantem autorskim biegnę trochę pod prąd. Jest ciut lepiej, bo do najdalszych PK docierają tylko ci młodzi (szybsi) weterani.
Im bliżej mety, tłum gęstnieje. Przechodzę do marszu, bo nie daje się biec w sznureczku maszerujących ludzi.
![]() |
| Dobieg do mety specjalnie z boku, by wyszło zdjęcie;-) |
Na mecie czeka Renata. Jak się okazało, nie poszła w las, bo się zagadała ze znajomymi. Może i lepiej - będzie miała więcej siły na jutrzejszą walkę w kwalifikacjach – może ciut nóżka się naprawi?
A sam trening… no cóż porażka. Gdyby był pomiar czasu, jakieś rozgraniczenie pomiędzy tymi, którzy chcą choć potruchtać, od tych co tylko spacerują, miałby sens. Przy ponad 2 tysiącach chętnych zapraszanych na godziny poranne, bo potem będzie upał - do tego potrzeba minimum nadzoru – choćby lampion mety – został otoczony piknikującymi osobami i ciężko było do niego dotrzeć.
![]() |
| Lampion mety |
Część ludzi rozkładała się na dłuższy piknik, a 60 miejsc na parkingu… to naprawdę nie jest dużo. Ponoć i transport zorganizowany na trening kulał – na WMOC startuje spora grupa prawdziwych weteranów – wiadomo, że w wieku lat 80 rzadko kto biega jak 35-latek i przejazd zatłoczonym autobusem bez miejsca siedzącego także może być dużym wyzwaniem…
WMOC - dzień drugi, czyli życie to nie je bajka...
niedziela, 9 sierpnia 2026
WMOC - dzień pierwszy, czyli jak nie trafić do finału A.
WMOC - dzień zerowy, czyli "atrakcja" goni "atrakcję".
Ponieważ w sumie i tak byliśmy już przemoczeni do szpiku kości, postanowiliśmy ruszyć dalej. A dalej to już było oberwanie chmury i totalny armagedon. Tomek nie widział mapy, bo zalewało mu okulary, ja nie widziałam mapy, bo rozmazał mi się od deszczu tusz (no co? na mistrzostwach trzeba wyglądać) i piekły i łzawiły mi oczy. Zresztą przez ścianę deszczu pewnie i tak nic nie było widać. Jakimś totalnym cudem trafiliśmy na metę i wreszcie mogliśmy schronić się w hali. Po chwili tam gdzie staliśmy utworzyła się taka kałuża, że aż serwis sprzątający zjawił się najpierw z mopem, a potem z maszyną zbierającą wodę. Ta maszyna to nie tylko na naszą cześć - wszyscy wracający z trasy byli w takim stanie jak my.



































