W piątek 1 maja rusza Grand Prix Mazowsza. Ale rusza dopiero biegiem popołudniowym, więc z rana, aby wyrobić kilometraż, należy pobiegać;-) Trening w Wesołej na znanej, choć ostatnio mniej bieganej mapie Groszówka.
![]() |
| Takie logo zachęcało uczestników do biegu |
Przyjeżdżam sobie wcześniej na miejsce startu- miały być to znane wiaty przy UM Wesoła, ale coś tych wiat nie widać. Z auta dostrzegam samotną znajomą postać rozglądającą się po zagajniku, gdzie wiaty kiedyś stały. Na parkingu dzwoni telefon – Ania (którą widziałem przed chwilą) dzwoni lekko zrozpaczona, czy już wyjechałem z domu i czy nie mogę zabrać stolika. No cóż, skoro już dojechałem, to ciężko zabrać stolik. Ale ratuję organizatorkę składanym krzesełkiem, które wożę w bagażniku;-)
Wkrótce wraca z lasu Barbara, która stawiała ostatnie lampiony dla trasy długiej i można ruszać. W lesie sucho. Bardzo sucho. Pod butami trzask łamanych suchych patyków. Przy PK 1 doganiam ekipę z trasy rodzinnej, co pierwszy raz są na BnO. Krótki instruktaż jak się podbija kartę startową przy pomocy perforatora, jak używać kompasu i ruszam dalej.
Nie przemęczając się (mam na uwadze popołudniowy sprint) drogami lecę na PK 2, 3, 4. Teren znany, więc błędów praktycznie nie ma. Przy PK 5 znowu spotykam ekipę z trasy rodzinnej. Już z daleka machają i krzyczą, że wszystko już wiedzą i przećwiczyli przy znajdywaniu kolejnych lampionów.
PK 6 na zboczu górki. Górki bardzo mało przebieżnej – taki wyrosły już młodnik, gdzie część zbyt gęsto posadzonych sosen wyschła lub została ścięta i leży sobie pomiędzy tymi, co dalej rosną. Chwilę szukam lampionu – jest gdzie indziej, niż się spodziewałem.
Kolejne PK w znanych miejscach. Choć PK 8 jest sprytnie schowany w rowku pomiędzy dwoma kopczykami i chwilę go szukam.
Dalej góra-dół-krzak-góra czyli typowa wydma w Wesołej. Za PK 11 spotykam biegnący z naprzeciwka tramwaj zawodników z trasy średniej. Przy PK 16 dogania mnie i przegania Marcin. Jako że biegłem pierwszy – dla potomności uwalniałem perforatory z uchwytu mocującego je do przewozu. Teoretycznie można dziurkować bez tej operacji, ale jest to niewygodne i można przedziurkować uchwyt.
Ostatnie punkty to typowa „łydka”. Można biegać „na pamięć”.
Wreszcie meta. Nie dawałem z siebie wszystkiego – więc wynik taki sobie, ale przynajmniej poranny rozruch zaliczony. Teraz pozostała chwila na regenerację i popołudniowy start w sprincie na Muranowie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz