Zorientowana/Zorientowany
Marsze na orientację, biegi na orientację i bieganie bez powodu:-)
piątek, 26 czerwca 2026
Warszawska Olimpiada Młodzieży, czyli sztafety w kategorii z sumą wieku min. 110 lat.
czwartek, 18 czerwca 2026
Zagórz...
Sezon startowy w pełni. Pomorze Sprint Cup, Mistrzostwa woj. Lubelskiego w sprincie, Gdańsk City Race, MP w sprincie…. Po Jadze-Korze jednak trzeba ciut odpocząć – sprinty nie maja sensu – dłuższe bieganie i owszem. Dla tych co nie wyruszyli przez pół Polski by pobiec 15-sto minutowy Sprint ruszył cykl treningów organizowanych przez Anię i Barbarę. Dziewczyny czekają na stacje SI, więc ciągle te treningi rozgrywane są w sposób analogowy na papierowych kartach startowych;-)
![]() |
| Centrum zawodów - na przystanku autobusowym w środku lasu |
Z zakrzaczonej trójki trzeba wydostać się na azymut. Jak widać na przebiegu już tu musiałem coś źle ustawić kompas. O jakieś 90 stopni źle… wypadłem na drogę i lecę w lewo do PK 4. Mijam jedno skrzyżowanie ścieżek – to OK, ale pojawia się następne i linia energetyczna, a oczekiwanej górki ani śladu. Chwila konsternacji – wiem gdzie jestem – trzeba się wracać….
PK 5, 6, 7, 8 bez większej historii – azymut, w miarę trafiam, czasami udaje się pobiec ścieżką.
Na azymucie do PK 9 wg mapy teren podmokły. W praktyce – pewno wszystko wyschło, ale krzaki zostały. Pojawia się wyraźna ścieżka, której nie ma na mapie. Na początku myślałem, że znajdę ścieżkę pomiędzy niebieskimi rejonami, ale nic takiego nie widać, a nie podoba mi się wchodzić w superkrzaki. W efekcie sporo obiegam i na koniec znajduję dół obok tego właściwego.
Do PK 10 ścieżką. Tu ścigam się z kobiecą elitą;-) Wybieram wygodniejszą drogę do samego lampionu, lekko naokoło i znowu zostaję sam w lesie.
Przy PK 12 spotykam mały tłum. PK 13-14 na plecach czuję oddech Bartka, ale sforuje się do przodu. Nie lubię biegać w tłoku ;-) Chwilami coś tam zaczyna kropić, ale w lesie tego nie czuć.
Jak zwykle im dalej, tym lepiej mi idzie;-) Trochę bałem się zielonego przy ostatnim PK 18, ale roślinność okazała się całkiem przebieżna, a rów suchy i szeroki;-)
![]() |
| Meta;-) |
sobota, 30 maja 2026
Jaga-Kora X i 100km w nogach
Maj oznacza wyjazd w Beskid Niski i błąkanie się po górach na trasach Ultramartonu Jaga-Kora. To taka świecka tradycja, która właśnie obchodzi u mnie dziewiąte urodziny. Dziewiąte, bo gdybym był na pierwszej edycji tego wydarzenia, byłyby to urodziny dziesiąte.
Na Jadze-Korze zaczynałem od trasy Kurier (40km), która startował z Moszczańca, potem próbowałem różnych wariantów 40, 42, 46, 70 i 100km. Te 100km (czyli Orzeł) to próbowałem dwa razy i dwa razy nie ukończyłem. Pierwszy raz – chciałem za szybko i zszedłem po 66-tym km z powodu kontuzji kolana. Drugi raz trwało to krócej - tylko 33 km, ale tu wystartowałem już z zapaleniem rozcięgna i było to do przewidzenia.
Zostało mi policzyć się z setką, tym bardziej, że organizator zapowiedział, że na X edycji Jagi-Kory 100-kilometrowy Orzeł będzie rozgrywany po raz ostatni. W bonusie nie wydłużył trasy co do km, ale „dorzucił” górę Cergową. Cergowa to góra bardzo widowiskowa – każdy kto jechał przez Duklę, na pewno zwrócił na nią uwagę – góruje nad miastem niczym Giewont nad Zakopanem, a jej stromość nie pasuje do łagodnych stoków Beskidu Niskiego – przypomina jakieś urwiska, pionowe skalne ściany….
Jak zwykle z Renatą przyjechaliśmy w Beskid Niski tydzień wcześniej. Już od wielu lat pomagamy w organizacji imprezy – znakujemy trasę, Renata obsługuje sekretariat i robi hałas w Chałupie Elektryków. Co do znakowania trasy – to na jednej z tegorocznych relacji po imprezie przeczytałem pozytywne zdziwienie jakiejś uczestniczki, że to pierwszy bieg górski, gdzie oznaczenia nie tylko dobrze prowadzą, ale wręcz pokazują jak ominąć co większe kałuże!
![]() |
| Zbocza Jawornika - to będzie końcówka trasy biegu |
W tym roku znakowaliśmy dłuższy odcinek niż zwykle, ale było nas więcej – oprócz nas były jeszcze dwie Stowarzyszone klubowiczki, które także załapały bakcyla wolontariatu. Był także czas, by przebiec Parkrun w Rymanowie-Zdroju, znalazł się czas by z Barbarą przebiec próbnie nowy nocny odcinek: z Rymanowa przez Cergową do Dukli, trochę poszwendać się po górach, zrobić alternatywne Strasznie Fajne Marszobiegi;-)
![]() |
| Bania Szklarska - rok temu przebiegała tędy trasa 17km |
![]() |
| Sobotni parkrun - deszczowy i kameralny |
![]() |
| Mokro to i salamandry wyszły na spacer |
![]() |
| Cergowa w tle. Będziemy ją zdobywali o świcie w czasie biegu |
![]() |
| Podbieg na szczyt Cergowej - pola czosnku niedźwiedziego |
![]() |
| Najwyższy wodospad w Beskidzie Niskim- Wisłoczek |
![]() |
| Cerkwisko na zbiegu z Wołtuszowej to będzie końcówka trasy biegu |
![]() |
| Słynne Beskidzie Błoto (SBB) do biegu zdąży podeschnąć |
![]() |
| Jak w góry to tylko z reklamówką:-) (znaleziona po drodze zbierałem do niej śmieci ze szlaku) |
![]() |
| Znakowanie |
![]() |
| Gdy znakowaliśmy ślady niedźwiedzia były na trasie |
![]() |
| Znakowanie - gdzieś nad Wisłoczkiem |
![]() |
| Znakowanie - Polany Surowiczne |
![]() |
| Znakowanie - potok Surowiczny |
![]() |
| Góra Polańska |
![]() |
| Znakowanie - Niedaleko Jawornika |
![]() |
| Znakowanie - nie tylko taśmami;-) |
Nadszedł piątek. Zaczęła się praca w sekretariacie. Nasza Klubowa ekipa rozrosła się do 6-ciu osób. Klubowo – wypożyczyliśmy buty. A bo czemu nie - skoro można? Jakieś najnowsze modele ASICS – Trabucco 14, czy jakoś tak. Wypożyczyliśmy dwie pary na 100 km i dwie pary na bieg 42km. Testowanie butów na biegach górskich ostatnio jest popularne. Zwykle na buty rzucają się ludzie biegający krótsze dystanse, ale dwa lata temu pożyczyłem buty na 40 km i dały radę! Zakładałem, że pewno zmienię je po nocy (nocny odcinek ma więcej błota).
![]() |
| Ania i Renata wydają pakiery w sekretariacie do północy |
Chwila odpoczynku i zaczynamy start o godzinie 00:01 z Jaślisk.
![]() |
| Wywożą nas na start... |
Na 100 km
startuję ja i Barbara. Dojazd autokarem , przemówienia, odliczanie i biegniemy.
Kawałek asfaltem, potem w drogę polną, powoli pod górę. Wszyscy biegną tempem
parkrunowym. Czołówka to pewno poniżej 4m/km. W pewnym momencie mówię „dość”. Zostało
jeszcze 99 km, podbieg coraz stromszy – muszę mieć siły na te kilometry.
Przechodzę do marszu, by wyrównać oddech. Coraz więcej osób zwalnia. Początek to zawsze robi się „w tłumie” - widzisz światełka przed sobą, za
sobą. Co chwila słychać niecenzuralne słowa, jak ktoś wpadnie w jakieś błoto
lub zaplącze się w leżące na ziemi gałęzie. Ja gdzieś przed Ostrą także mam
bliski kontakt z podłożem – efekt: krwawy ślad na kolanach i na dłoni. Na
szczęście po ciemku nie widać, czy zostawiam krwawe ślady za sobą;-)
Nocka idzie dobrze. Nie rozpędzam się, bo ile razy można rozbijać kolana? Dopiero gdy jestem w Stasianie przypominam sobie, że punkt żywieniowy będzie za Piotrusiem, ale temperatura jest w sam raz i picie tak bardzo nie schodzi z camelbaka.
Wreszcie punkt żywieniowy i ruszamy na Cergową. Na szczycie zaczyna się rozjaśniać. Bardzo niefajny zbieg z Cergowej – jeszcze jest ciemno, więc mało widać, bardzo stromo, korzenie…. Nikt tu nie zbiega – wszyscy trzymając się pazurami ziemi ostrożnie pełzną w dół. Dobrze że wcześniej przebiegłem ten kawałek – widziałem czego się spodziewać.
![]() |
| Przymiarki i wschód słońca |
Za Cergową poluje na nas fotograf. To tradycyjne miejsca i czas. Kulminacją dla pracy fotografa są Przymiarki, gdzie słońce już jest wyraźnie na horyzontem. Szkoda, że nie ma morza mgieł - ale dla samego biegania to i lepiej – jest w miarę sucho i błoto nie lepi się do butów.
![]() |
| Rymanów Zdrój - 33km |
Rymanów – czas dobry. Miałem biec z Barbarą, ale ta wyrwała na początku (tam gdzie ja przeszedłem do marszu) i pewno jest ze 20 minut przede mną. Szybki przepak i ruszam dalej. Nie zmieniam butów – te wypożyczone sprawują się całkiem dobrze. Wiem, że ASISCy nie lubią błota – mają wtedy zerową przyczepność, ale jest w miarę sucho, więc nie jest to problemem. Dobrze amortyzują – człowiek czuje się trochę jak w kapciach (wypożyczyłem model większy o pół rozmiaru – może dlatego). Podeszwa jest dość gruba i zapiętki nie trzymają dobrze, więc na nierównym noga jest mocno niestabilna – ale najgorsze było w nocy – dzienny odcinek jest równiejszy i w dzień lepiej widać gdzie można postawić bezpiecznie nogę.
Wyruszam z przepaku w towarzystwie Kasi.
![]() |
| Głębokie |
![]() |
| Nad Puławami |
Punkt żywieniowy w Moszczańcu. Przede mną najdłuższy fragment trasy bez punktów żywieniowych. I w największym upale. Jednolite monotonne podejście na Kanasiówke. Prawie 6 km ciągle pod górę. I akurat zaczyna mnie męczyć układ trawienny – wczorajsza kolacja, która powoli dociera do końca swojej długiej drogi w człowieku….
Zbieg w kierunku Woli Wyżnej i znowu asfalt. Może asfalt to za dużo powiedziane, ale coś co kiedyś było asfaltem – małe górki i dołki i tak dobre naście kilometrów w pełnym słońcu. Nogi do biegu nie niosą. Męczarnia…
Wreszcie po 80-tym kilometrze „chopek” i droga do Chałupy.
Niby znowu asfalt, ale tylko 4 km, sporo w dół i z daleka słychać bębnienie
Renaty;-)
80 km to takie miejsce selekcji. Doganiam i przeganiam dziewczynę, która
wyprzedzała mnie na 30-tym kilometrze, biegnąć niczym łania. Teraz idzie
powłócząc nogami i mówi, że schodzi z trasy w Chałupie. Próbuję ją namówić, by
biegła dalej, ale stawia opór.
![]() |
| Ekipa Chałupowa |
![]() |
| Tak na punkcie bawiła się Renata |
W chałupie Renata i kociołek. Mało jem biegając, ale ten kociołek postawił mnie na nogi.
![]() |
| A tak wyglądałem ja po ponad 80-ciu kilometrach |
Polańska – taki morderczy akcent na koniec. Najstromsze i jedno z największych podejść na trasie. Kogoś tu doganiam, ktoś dogania mnie, robi się mały tramwaj na podejściu. Na zbiegu wyrywam do przodu. O dziwo, do tej pory żadnych skurczy zmęczeniowych, a być powinny, bo wszystkie zbiegi robiłem asekuracyjnie, co strasznie męczy czwórki. A tu nic. Dobrze znam trasę, wiem ile do mety, po prostu wiem, że mogę przyspieszyć.
Raczej to ja wyprzedzam, niż mnie wyprzedzają. Wołtuszowa. Ostatni zbieg. Wyprzedzam dziewczynę, z którą mijałem się przez całą trasę. Stosowała ona dziwną technikę: na każdym punkcie żywieniowym czekał na nią suport: masaż, zmiana butów, itp. Taki full wypas. Spędzała tam więcej czasu niż inni, a potem wybiegała i bardzo szybko wszystkich wyprzedzała. Tu już niestety dopadł ją dystans i ledwo idzie, choć do mety ze dwa kilometry. I zauważam, że ma przy pasie taką papierową czapeczkę urodzinową. Okazuje się, że ma urodziny – życzę jej wszystkiego najlepszego i lecę na metę.
![]() |
| Uff meta i blacha za przebiegnięcie 100km |
Jestem drugi w swojej kategorii wiekowej. Patrzę na międzyczasy – do zwycięstwa
zabrakło mi 5 minut! W chałupie do zwycięzcy traciłem ponad 45 minut! Jeden
szybszy zbieg i bym zwyciężył….
![]() |
| Jeszcze podium i będzie można odpocząć;-) |
Szybki obiad i wskakuję na podium, bo akurat jest dekoracja
długich dystansów.
Szkoda, że za rok ma nie być setki… tylko jakieś sprinterskie dystanse rzędu 50
km….
![]() |
| Buty z wypożyczalni - dały rade na 100km. Pęcherzyk wyszedł dzień później ale taki niegroźny;-) Buty - polecam - wygodne niczym domowe bambosze;-) |
środa, 20 maja 2026
Pre MP Long tuż pod domem
Trening w Zielonce, więc wstyd na nim nie być. Renata była w tym czasie na wyjeździe, ale w zastępstwie poszła Agata. Planowałem w ramach rozgrzewki dobiec z domu, ale po 600 m Agata odmówiła współpracy i musieliśmy przejść do marszu.
Na odcinku od stacji PKP do pomnika Harcerzy z naprzeciwka minął nas jeden z organizatorów z naręczem lampionów w rękach. Czyli start będzie opóźniony, bo lampiony jeszcze się wieszają. I rzeczywiście tak się okazało, gdy dotarliśmy do bazy.
Chwila oczekiwania i ruszyliśmy w las. Ja i Agata mieliśmy ten sam pierwszy PK. Dobieg asfaltem i wbicie się w mniej przyjemny w tej okolicy las. Ciężko się zgubić we „własnym lesie”, więc poszło bez problemów. Tu się rozdzieliliśmy – ja ruszyłem na północ, Agata na południe.
Wariant drogowy – jest on szybszy niż przedzieranie się przez niezbyt przyjazny w tej okolicy las. Dobiegłem do właściwiej drogi, skręciłem w lewo i zaraz jeszcze raz w lewo, by dobiec do lampionu. Po chwili miałem odbić w prawo, by trafić we właściwe miejsce. Droga się rozdzieliła, odbiłem w prawo, biegnę odpowiedni dystans, jest po prawej obniżenie, ale lampionu nie widać. Jako że jest to świeże pogorzelisko sprzed kilku dni gdzie spłonęło poszycie, widoczność jest dobra i ciężko lampion przeoczyć. Kręcę się tu i tam zdezorientowany. Zdesperowany ruszam w kierunku górki by stamtąd się namierzyć i… znajduję lampion. Jak się okazuje przegapiłem to ostatnie odgałęzienie w prawo, nie kontrolowałem kierunku kompasem i szukałem lampionu zadecydowanie za daleko na południe przy innej ścieżce…
![]() |
| Moje błądzenie na PK2 |
Ruszam dalej, po drodze ratuję Mariusza, który się co nieco zagubił. Docieram do przejścia pod wiaduktem. I tu wita mnie dym. Gdzieś pali się las. Dym szybko się rozwiewa i ciężko powiedzieć gdzie się pali.
Biegnę do PK 5 trasą gdzie nieraz ćwiczę podbiegi Granią Misia, droga dziwne rozjeżdżona ciężkim sprzętem. Z górki dostrzegam migające światełka wozów straży pożarnej – gdzieś w okolicy PK 6. Na razie lecę na PK 5 - dołek w środku niczego. Znajduję go bezbłędnie i wracam na Grań Misia. Lekko obiegam teren okupowany przez strażaków i znajduje lampion PK 6. Jest cały, to nie on się pali! Wracam także naokoło na grzbiet wydmy. Na wydmie czeka na mnie łoś. Biedactwo wypłoszone pożarem ze swojej ostoi na torfowisku Natura 2000. Łoś swojski, stoi spokojnie o metr od ścieżki – biegnę sobie dalej do PK 7.
Dalej idzie bez większych przygód. Wracam do lasu bardziej przebieżnego. Odkrywam jedną ścieżkę, która mi zniknęła z mapy. W oddali widzę jakiegoś rywal i staram się go dogonić. Okazuje się, że to Michał. Ścigamy się do ostatniego PK. Przeganiam go na dobiegu do mety.
Zaliczone dłuższe wybieganie – jeszcze powrót do domu – w sumie ok 14 km. Po drodze do domu jeszcze bliskie spotkanie z dzikiem – zwierz chrumknął i odbiegł w krzaki. Widział, że go nie ścigam, to pasł się dalej spokojnie.
sobota, 16 maja 2026
Grand Prix Mazowsza - etap 3, czyli nuda, bo wszystko idzie dobrze.
Tym razem Tomek startował duużo wcześniej niż ja, więc nawet na start nie szliśmy razem. Nie dość tego, to jeszcze startowałam jako ostatnia z mojej kategorii. Taka kompletna sirota. Trochę bałam się, że bez przypominajki zapomnę włączyć zegarek, ale jakoś udało mi się pamiętać. Za to zapomniałam opiśnika i musiałam użyć taśmy klejącej, co wiąże się z przymusową depilacją. Z pozytywów (żeby nie było, że tylko marudzę) - znalazłam się na fotce z boksu startowego, bo organizatorzy coś tam cykali.
W efekcie padłam i nie miałam siły wstać. A tu z mety jeszcze trzeba było podejść kawałek do bazy.
W bazie zaś przebieg trzeba było przedyskutować w zaprzyjaźnionym gronie i zobaczyć jak która biegła.
Ponieważ Tomek w generalce załapał się na podium, musieliśmy zostać do końca zawodów, żeby mógł odebrać medal. Srebrny medal.




















































