W sobotę, zaraz po zakończeniu Chodelki odbywały się mistrzostwa Mazowsza w nocnym BnO. Byli tacy, co przybiegli na metę Chodelki, wbili w auto i pognali na nocne BnO do Wiązownej. Ja sobie wyliczyłem, że nie da się tego pogodzić ze zjedzeniem gulaszu po Rajdzie. I słusznie, bo dotarłem w okolice Wiązownej już po zamknięciu startu. Ale postanowiłem odbić sobie ten niedosyt BnO niedzielnym Middle rozgrywanym w ramach WOM (WOM to Warszawska Olimpiada Młodzieży oczywiście).
![]() |
| Gotowy do startu |
Mieliśmy biegać po „górze Sobotów”, jednej z najwyższych wydm w okolicach.
Do startu niedalekie dojście. Po drodze nasłuchałem się, co działo się w nocy – ponoć było to duże wyzwanie nawigacyjne;-). Przyszła moja minuta startowa i ruszyłem. Ustawiłem azymut i pobiegłem. Przez drogę, pod górę i dalej zboczem szukając dołka na odgałęzieniu wydmy. Na mapie było naćkane poziomnic, linii przebiegu, ścieżek. W terenie jakoś średnio mi się to zgadzało. Zakładałem, że lampion lub ludzi kręcących się przy lampionie dojrzę z daleka. Niestety, nie wyszło to w praktyce. Jak widzę ze śladu: przebiegłem dalej do następnej odnogi, potem się wróciłem, przeszedłem obok lampionu nie zauważając go i dopiero znalazłem właściwy dołek. W czasie tego błąkania się przez dłuższą chwilę nie wiedziałem gdzie jestem… Nie powiem ile minut tak się błąkałem (7 minut co najmniej), ale w middlu taka wpadka załatwia to cały bieg i szansę na sensowny wynik.
![]() |
| Moje błądzenie na PK 1 |
Dalej zaczęło iść lepiej. Znacznie lepiej. Minimalne wahnięcia przy ósemce, gdzie przebiegłem lampion ukryty za drzewem i 9-tce, gdzie zniosło mnie w prawo i zacząłem kierować się na widoczny w oddali lampion PK 10. Ale to błędy „normalne”, które zawsze się zdarzają.
![]() |
| Lekkie zawahania na PK 8 i PK 9 |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz