Prawie dwudziestominutowe poszukiwania jedynki odebrały mi chęć do jakiejkolwiek rywalizacji, bo tu byłam już bez szans, ale sam pobyt w lesie nadal mógł należeć do doświadczeń przyjemnych, zwłaszcza jeśli ma się cechy masochistki.
poniedziałek, 13 października 2025
Mistrzostwa Polski w middlu, czyli azymut na kibel.
Prawie dwudziestominutowe poszukiwania jedynki odebrały mi chęć do jakiejkolwiek rywalizacji, bo tu byłam już bez szans, ale sam pobyt w lesie nadal mógł należeć do doświadczeń przyjemnych, zwłaszcza jeśli ma się cechy masochistki.
czwartek, 3 lipca 2025
Wawel Cup - etap pierwszy w Kluczach, więc i pokluczyć się zdarzyło.
środa, 15 maja 2024
MP 2024 w middlu czyli perypetii z mapą ciąg dalszy
Po nocy spędzonej w warunkach turystycznych (czytaj: na twardej podłodze + lodowaty prysznic hartujący charakter) nastaje nowy dzień i nowe wyzwanie MP- middle. Plan na dzisiaj – dobiec do mety z kompletem PK. Nieśmiałe oczekiwania – powalczyć o jakiś dyplom (bo na medal nie ma zbytnich szans). Najgorzej, że ruszam pierwszy ze stawki – w zeszłym roku nie biegałem, to nie mam za wiele punktów rankingowych, a z tego roku jakoś organizatorzy nie spieszą się przesłać wyniki moich sukcesów na stronę PZOS. Bieganie pierwszym ma zalety: nie ma ścieżek i ja wyznaczam nowe szlaki i wady: jak się zgubię to na dobre. Są zawodnicy, co uwielbiają biegać w tramwaju – ja tego nie znoszę – dla mnie jest to „oszukiwanie”, gdy wozisz się na plecach konkurencji. Niestety, interwały nie są 10-cio minutowe, tylko 2 minutowe, więc o tramwaje nietrudno.
Na start wiedzie wyznakowane dojście omijające wszelakie znane drogi. Pewno aby zdezorientować biegających, by nie byli w stanie trafić na metę. Co sprytniejsi w zegarkach zaznaczali sobie miejsce startu jako bazę zawodów… na wypadek gdyby się pogubili zupełnie;-)
Wypikała minuta zerowa i ruszyłem w las. Na jedynkę na azymut. Już zaczynałem wątpić czy znajdę, gdy jakiś szybkobiegacz podążający moim śladem, z obłędem w oczach rzucił hasło „133?” i po moim stwierdzeniu, że „gdzieś tu być powinno” zataczał kręgi i natknął się na lampion kilka metrów dalej. No cóż, nie wróży to dobrze na przyszłość, że z kilku metrów nie widać ani lampionu, ani miejsca charakterystycznego.
![]() |
| Czekając na start |
Ustawiłem azymut i ruszyłem na dwójkę. Na mapie zielone i żółte, w otoczeniu wszystko takie samo. Przecinam jedną ścieżkę, drugą, widzę trzecią idącą w pętelkę, a pośrodku mokradełko, tyle że nie ma lampionu. Może mnie zniosło w bok? Po prawej widać kolejne mokradełko i jakieś koleiny, jakby ścieżka. Także jest pętelka z dróg i brak lampionu. Idę dalej - może jestem za wcześnie? Znowu droga, ale chyba nie ta, bo długa i prosta, choć mało wyraźna w terenie. Wokół pojawia się coraz więcej osób szukających tego samego lub innego punktu. Wszyscy miotają się tu i tam. Pojawia się i moja konkurencja startująca po mnie. Podłącza się ona pod jakiegoś zawodnika z lepszej kategorii, ale także długo miota się wokoło, zanim zginęła mi z oczu. Ja co chwilę znajduję miejsce pasujące na punkt, ale bez lampionu lub z lampionem o innym numerze. Wreszcie namierzam się od ogrodzenia (za pierwszym razem trafiając na stowarzyszone bagienko) i wreszcie mam PK 2 . Po… 20 minutach poszukiwania!
Rozumiem, że MP to trudniejszy teren, mapa, zawody, ale mapa powinna być dokładna bez dwóch zdań. Gdy na mapie jest zaznaczona co któraś droga, co któreś mokradełko, a nie ma połowy dróg, czy rzeczywistych mokradeł, to naprawdę namierzenie się na punkt jest kwestą szczęścia lub szukania lampionu w tramwaju. I ci co startują później mają już wydeptane ścieżki do lampionów. Przepisy są jakie są, ale mocno niesprawiedliwe;-)
![]() |
| Wszędzie były małe mokradełka z pętelką drogi wokoło... |
PK 3 poszedł w miarę, choć bieganie po terenie mocno pofałdowanym ciągle mi nie idzie pod względem szybkości, a że troszkę mnie zniosło, to więcej biegałem po górniczych kretowiskach.
PK 4, 5, 6 - jedyny problem to podłoże i osiągana prędkość w moim kuśtykaniu pomiędzy lampionami;-(
PK 7 znowu dał popalić. Niby jasna sprawa – wyraźna forma terenowa i gdzieś na zboczu, pod kopczykiem dołek z lampionem. Lekko zbił mnie z kierunku jakiś poszukiwacz tego samego lampionu (123), ale tuż za formą terenową droga, której brak na mapie. I konsternacja, czy na pewno jestem we właściwym miejscu, bo droga powinna być przy podobnej formacji o 100 m na wschód. No cóż, znowu nieaktualna mapa mnie pokonała – za dużo myślę i tyle!
![]() |
| Na południe to szedłem wraźną drogą... |
Na szczęście znalezienie kolejnych PK 8 i 9 było niezależne od tego, czy autor na mapie narysował wszystkie, czy nie wszystkie drogi ;-)
Na PK 10 przedzieranie się przez krzaki – ścieżkami dzików lub takimi wydeptanymi przez InOwców. W okolicy lampionu była już porządna InOstrada wydeptana w błocie. A za lampionem ciek wodny i fotograf polujący na biegaczy. Na razie zdjęcia ze mną forsującym przeprawę wodną nie opublikował – pewno jestem mało fotogeniczny;-(
![]() |
| Jednak doczekałem się zdjęcia ze strony oragnizatora i firmowego fotografa;-) |
PK 11 łatwizna - skałka (jedna z dwóch) u podnóża. Azymut – trafiam na skałkę. Brak lampionu! Może to nie ta? Lecę na wschód, ale drugiej skałki jakoś nie widzę, a tym bardziej lampionu. To może na zachód? Nie, tu stanowczo nie ma skałki. Zdaje się, że rozpoznaję spory dół zaznaczony na mapie. Wracam i dostrzegam ludzi wyczołgujących się z jakiegoś dołu. Okazuje się, że z góry skałka była niewidoczna, a lampion sprytnie za nią schowany. Tu ciężko zwalić winę ma mapę – to po prostu mój brak obycia z górkami, skałkami i tego typu sprawami niespotykanymi na mazowieckich nizinach.
Do PK 12 przyspieszam – ścigam się jakimiś dziewczynami. Powinna być wyraźna zielona plama (jak te krzaki przy PK 10) niedaleko od „wyrębu”. Nie da się przeoczyć. Ale oczywiście dało się przeoczyć, bo to zielone na mapie ledwo odróżniało się od dobrze przebieżnego lasu. Do tej pory autor map był moim ulubionym kartografem, ale po tych zawodach zmieniam zdanie. Chyba w ogóle nie był w terenie. Albo może ten co wymyślał trasę wybrał miejsca, ale nie poprosił o korekcję mapy w okolicach wybranych lokalizacji. A szkoda;-(
Znalazłem inny lampion z innej trasy i po chwili błąkania się zidentyfikowałem, gdzie ten lampion stoi na mapie, ale kolejne 8 minut w plecy;-(
![]() |
| "Ciemnozielone" powinienem dostrzec za pierwszym przebiegiem....aż tak ślepy nie jestem! |
|Jeszcze ostatni PK i jestem na mecie. Plan minimum spełniony czyli komplet PK i w limicie czasu, ale satysfakcji brak. Moje błędy to moje błędy - tu i ówdzie mnie zniosło, ciągle mam problemy z bieganiem po nierównym terenie oraz interpretację form ze skałkami, ale niedoskonałości mapy pozostawiają niesmak. Jak coś jest zaznaczone na mapie powinno być w terenie i na odwrót. Jednoznacznie. A nie na zasadzie raz jest, raz nie ma. Idąc na start etapu wokoło słyszałem dyskusje o „zielonym”. Czy las po lewej to powinien być na mapie biały, zielony, a może na żółto? Słyszałem także dyskusje o karpach na etapie nocnym, których na mapach nie było, a były bardzo charakterystyczne. Ja dokładam swoją cegiełkę do dyskusji z drogami uznaniowymi: albo wszystkie albo nic, a nie wybiórczo!
niedziela, 16 października 2022
Była Nocna Masakra - czas na Dzienną Masakrę
Kolejny dzień zmagań w Mielcu. Tym razem Mistrzostwa Polski dystans średni.
![]() |
| Dzień zapowiada się gorący - chyba znowu za ciepło się ubrałem |
![]() |
| Baza w promieniach słońca - widać miasteczko namiotów klubowych |
![]() |
| 1,5 km dojścia na start |
Start ponad kilometr od bazy, akurat za pierwszym PK z nocy.
![]() |
| Wchodzę do boxu w minucie 18-stej |
Pierwszy PK na azymucie. Nawet nie pomyślałem by obiec drogami, choć analiza po mówi, że efekt byłby ten sam. W każdym razie śmiało ruszam na azymut. Rowy z wodą głębokości ponad metra i znacznej szerokości. Każdy do skakania, biec się nie daje. Przy okazji przeskakuję przez pola prawdziwków. Aż zastanawiam się czy ich nie zbierać, ale nie mam do czego.
Dalej w zielone. Na pierwszy lampion trafiam właściwie bezbłędnie!
Skoro idzie tak dobrze, do dwójki także na azymut. Szukam niewielkiego wzniesienia z karpą. Wcześniej dostrzegam jakieś wzniesienie z karpami, więc je sprawdzam. Ciężko w tym lesie ocenić odległość, ale chyba za wcześnie. Wreszcie trafiam na właściwe miejsce i lampion!
Idzie tak dobrze, lecę więc dalej azymutem. Prawdę mówiąc nie ma innej alternatywy. Ciut przebiegam lampion, ale odbijam się od wału i jestem na punkcie. PK 4 także dobrze wchodzi. Coś za łatwo! Byle tylko nie zapeszyć!
Przy PK 5 pojawiają się jacyś biegacze, chyba nawet jakiś szybkobiegacz z mojej kategorii. Lecę za nim na PK 6. Potem w kierunku PK 7. Tu kieruję się bardziej na prawo, na widoczny ciemniejszy lasek na kolejnym kawałku pełnym rowów z wodą – na rogu tego lasku ma być lampion. Ale niema!. Chwila niepewności – widzę lampion, ale żadnej granicy kultur nie. Coś mapa nie zgadza z terenem!
PK 8, 9, 10, 11, 12 idą całkiem dobrze. Dopiero PK 13 zaczyna być problemem. Jest za wielkim zielonym obszarem. Najpierw przedzieram się przez bagienne zarośla pełne małych drzewek, aż trafiam na fragment przebieżnego lasu. Biegnę do skraju najbliższego drogi, do której się przedzieram. I tu wpadam na głupi pomysł - obiegnę zielone drogą od lewej. Nie popatrzyłem, że od lewej jest także zielone, choć w innym odcieniu. Tak naprawdę z drogi nie widać zmiany w odcieniu tego zielonego i przebiegam punkt wbiegu w las. Skoro jestem dalej, skręcam w drogę na południe, aby jak najmniej przedzierać się przez młodniki. Wreszcie opuszczam przyjazną drogę i utykam w zaroślach. Brnę powoli do punktu. Konkurencja z którż się ścigałem pewno zniknęła już na horyzoncie. Wreszcie docieram do ambony. Teraz wiem, że to są okolice wczorajszego PK 14. Za dnia ten obszar nie jest wcale bardziej przebieżny!
Do PK 15 próbuję uniknąć największego gąszczu, ale i tak niewiele to daje. Szczególnie, że przy samym PK 15 tracę ponad minutę szukając właściwego dołka, koło którego prawie stałem! Te dwa punkty spowodowały ok 5-6 minut straty;-( W middlu można powiedzieć, że to już po zawodach – grupa zawodników z którą konkurowałem, odskoczyła mi;-(
Ostatnie dwa PK – praktycznie te same co w nocy i meta. Na wydruku: 16-te miejsce na 16-tu zawodników. Wstyd. Ktoś tam potem przybiegł za mną, ale liczyłem na miejsce 4-7 a nie 16-ste. Pozostało mi się szybko zebrać i w niesławie uciec do domu;-) Za rok się odegram!





























