Nieuniknione nastąpiło! Chrumkająca Ciemność zadebiutowała jako organizatorzy InO. Co prawda robili już bepeki, ale taki bepek, a MnO to jednak różnica. Różnicę zaczęli odczuwać już na InO z Niepoślipką (gdzie robili trasy TP i TT) kiedy uzmysłowili sobie o ilu duperelach trzeba pamiętać i ilu rzeczy dopilnować, żeby wszystko grało. Oswój Smoka robili już samodzielnie od A do Z. Dzień przed imprezą przyszedł od nich mail, że właśnie zorientowali się, że nie mają kart startowych, ale reszta wyglądała na dograną.
Na starcie wyglądali na całkiem ogarniętych - kasę zbierali sprawnie i nawet mapy wydawali. Mapa składała się z siedmiu owieczek i dłuuugiego opisu, którego w części dotyczącej punktacji nawet nie czytałam. Te dziwne przeliczniki to jest to, czego w Smoku nie lubię.
Na starcie udało mi się połączyć trzy owieczki i wyczaić jeden punkt podwójny i już Tomek pogonił w teren. Początkowo wydawało się, że ciężko będzie zacząć - i my i inni uczestnicy snuli się koło startu nie mogąc nic znaleźć. W końcu udało się i przez pewien czas szło nawet nieźle. Niestety, niektóre owieczki były strasznie blade i po ciemku nie było widać co na nich jest. Przy którymś punkcie przyłączył się do nas Andrzej i dalej kombinowaliśmy we trójkę.
Przed imprezą zakładałam, że idziemy w teren miejski i ubrałam się adekwatnie do swoich wyobrażeń, czyli prawie galowo. A tymczasem leźliśmy przez błoto, pola zryte przez dziki, jakieś krzaki - małe, bo małe, ale zawsze. W butach raczej do biegania po asfalcie chwilami trudno mi było utrzymać równowagę. Jednym słowem - Chrumkający zrobili mnie w bambuko:-)
Drugi raz zrobili nas w bambuko punktami podwójnymi i potrójnymi. Pewnie mieli dziką satysfakcję widząc, że niektóre podwójne mamy na karcie rozdzielone innymi wpisami:-) Jednym słowem - daliśmy się nabrać.
Tak jakoś szliśmy, że nazbieraliśmy masę nisko punktowanych PK, do wymaganych 51 trochę nam brakowało, a czas zaczął się kończyć. Jakieś trzy, czy cztery punkty przed metą Tomek rzucił hasło:
- Biegniemy?
- Biegniemy!
Ufff, dobrze, że ostatnio trenuję to bieganie, bo byłoby ciężko, a tak udało się uszczknąć coś z tych tłustych minut, w które wpadliśmy.
Na mecie wszyscy udzielali organizatorom "dobrych rad" na przyszłość, no bo trudno "bić" nowych autorów, prawda? W efekcie, mimo, że impreza wypadła całkiem fajnie Michał zapowiedział, że kolejną zrobi nie tak prędko. Mam nadzieję, że to tylko takie gadanie pod wpływem chwilowego stresu, choć z drugiej strony, po Niepoślipce moją pierwsza myślą też było:
- Nie tak prędko coś następnego!
