Trening w Zielonce, więc wstyd na nim nie być. Renata była w tym czasie na wyjeździe, ale w zastępstwie poszła Agata. Planowałem w ramach rozgrzewki dobiec z domu, ale po 600 m Agata odmówiła współpracy i musieliśmy przejść do marszu.
Na odcinku od stacji PKP do pomnika Harcerzy z naprzeciwka minął nas jeden z organizatorów z naręczem lampionów w rękach. Czyli start będzie opóźniony, bo lampiony jeszcze się wieszają. I rzeczywiście tak się okazało, gdy dotarliśmy do bazy.
Chwila oczekiwania i ruszyliśmy w las. Ja i Agata mieliśmy ten sam pierwszy PK. Dobieg asfaltem i wbicie się w mniej przyjemny w tej okolicy las. Ciężko się zgubić we „własnym lesie”, więc poszło bez problemów. Tu się rozdzieliliśmy – ja ruszyłem na północ, Agata na południe.
Wariant drogowy – jest on szybszy niż przedzieranie się przez niezbyt przyjazny w tej okolicy las. Dobiegłem do właściwiej drogi, skręciłem w lewo i zaraz jeszcze raz w lewo, by dobiec do lampionu. Po chwili miałem odbić w prawo, by trafić we właściwe miejsce. Droga się rozdzieliła, odbiłem w prawo, biegnę odpowiedni dystans, jest po prawej obniżenie, ale lampionu nie widać. Jako że jest to świeże pogorzelisko sprzed kilku dni gdzie spłonęło poszycie, widoczność jest dobra i ciężko lampion przeoczyć. Kręcę się tu i tam zdezorientowany. Zdesperowany ruszam w kierunku górki by stamtąd się namierzyć i… znajduję lampion. Jak się okazuje przegapiłem to ostatnie odgałęzienie w prawo, nie kontrolowałem kierunku kompasem i szukałem lampionu zadecydowanie za daleko na południe przy innej ścieżce…
![]() |
| Moje błądzenie na PK2 |
Ruszam dalej, po drodze ratuję Mariusza, który się co nieco zagubił. Docieram do przejścia pod wiaduktem. I tu wita mnie dym. Gdzieś pali się las. Dym szybko się rozwiewa i ciężko powiedzieć gdzie się pali.
Biegnę do PK 5 trasą gdzie nieraz ćwiczę podbiegi Granią Misia, droga dziwne rozjeżdżona ciężkim sprzętem. Z górki dostrzegam migające światełka wozów straży pożarnej – gdzieś w okolicy PK 6. Na razie lecę na PK 5 - dołek w środku niczego. Znajduję go bezbłędnie i wracam na Grań Misia. Lekko obiegam teren okupowany przez strażaków i znajduje lampion PK 6. Jest cały, to nie on się pali! Wracam także naokoło na grzbiet wydmy. Na wydmie czeka na mnie łoś. Biedactwo wypłoszone pożarem ze swojej ostoi na torfowisku Natura 2000. Łoś swojski, stoi spokojnie o metr od ścieżki – biegnę sobie dalej do PK 7.
Dalej idzie bez większych przygód. Wracam do lasu bardziej przebieżnego. Odkrywam jedną ścieżkę, która mi zniknęła z mapy. W oddali widzę jakiegoś rywal i staram się go dogonić. Okazuje się, że to Michał. Ścigamy się do ostatniego PK. Przeganiam go na dobiegu do mety.
Zaliczone dłuższe wybieganie – jeszcze powrót do domu – w sumie ok 14 km. Po drodze do domu jeszcze bliskie spotkanie z dzikiem – zwierz chrumknął i odbiegł w krzaki. Widział, że go nie ścigam, to pasł się dalej spokojnie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz