Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utop Marzannę! IV edycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utop Marzannę! IV edycja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2015

Utop Marzannę! IV edycja

Wystarczy T. na chwilę spuścić z oczu, to pójdzie i utopi Marzannę...


Rozpuszczona Marzanna
Miało być tradycyjne Topienie Marzanny. I było… prawie…
Zacznijmy od początku.  Moja Druga Połowa oznajmiła „zmęczenie materiału” i stanowczo odmówiła topienia (żeby nie było niejasności wcale jej topić nie zamierzałem!). Obładowany brytfanką z ciastem wyruszyłem samotnie szukać startu. Ulicę zidentyfikowałem, z tego co pamiętałem z mapy, przy boiskach trzeba było wjechać w coś i się cofnąć. Deszcz zaczynał wesoło popadywać, przez zaparowane i zapłakane deszczem szyby dojrzałem jakiś wjazd i wjechałem. Piękne boisko, parking, jakiś ośrodek piłkarski, a żadnej kawiarni nie widać. Jak przystało na orientalistę wyciągnąłem telefon włączyłem GPSa, tyle że coś ten GPS się zbiesił i pokazywał iż jestem w Rembertowie. Co jak co, ale Rembertów rozróżnić potrafię! Okazało się, że nie tylko ja czeszę teren w poszukiwaniu startu. Doszła zmoknięta A.M. i podpowiedziała, by dzwonić do organizatorów.  Pierwsza porażka zatem . Zadzwoniłem. Sytuacja się skomplikowała – organizator także mętnie zeznawał gdzie jest ten start. Po wydobyciu informacji, że „za oświetlonym boiskiem” pomimo kierowanie mnie w stronę z której przybyłem, kierowany inocką intuicją ruszyłem w stronę przeciwną i znalazłem start. Uff;-)
Na starcie tłum. Dłuuuga i mokra kolejka do sekretariatu. Trochę znajomych. TZ-tów raczej mało. Postanowiłem się stramwaić z P.R. Niby konkurencja, ale także rozparowany i na podobnym poziomie, a po ciemku zawsze raźniej w grupie. Pobiegłem po mapę. Ładne kwiatki. Dosłownie. Jakieś takie wiosenno-żółte.  Jakaś termo mapa, czy co.   Pod parasolem próbowaliśmy coś na tych kwiatkach dopasować. Szło to opornie. Niby coś znaleźliśmy, ale połączyć te elementy już nie szło. Wreszcie męska decyzja – tniemy. Dobrze że obok była ciepła kawiarnia. Marsz do stolika i nożyczki w ruch. Pierwsze sklejenia – właściwie to co dopasowaliśmy bez cięcia i zacięcie. Powoli do kącika wycinanek artystycznych (łowickich?) dołączyła konkurencja – M.G i jak zwykle M.S. Powoli zaczęło wszystko jako tako pasować. Konkurencja zerkała i próbowała naśladować. No cóż - dziś my byliśmy awangardą. W teren poszliśmy już razem.  Próbowaliśmy rozpoznać jakie tabletki łykał autor(ka) i co oznacza niebieskie, co żółte, a co czerwone. Jakoś szło. Przynajmniej na początku.  Problemy zaczęły się gdy odeszliśmy od fosy. Czternastka jakoś tak zmieniała miejsce pobytu – słowem uciekała przed nami.  Zdobyliśmy jakieś wzniesienia, spenetrowaliśmy doły i wreszcie dopadliśmy ją na zboczu jakiegoś schronu. 8-emka jakoś tak wisiała „o jedno drzewo za daleko” ale co tam – pewnie przed deszczem schowała się pod suchsze. Koło 10-tki komuś zaczął dzwonić stoper, że czas się kończy. Kolejny lampion – za fosą. Właściwie byliśmy już na tyle mokrzy od deszczu, że na poważnie zastanawialiśmy się nad pokonaniem fosy w bród. Jednak stanowczy rozkaz organizatorki „chodzić tylko po ścieżkach bo inaczej ja was…” poskutkował i pobiegliśmy naokoło przez mostek. Zdobywaliśmy kolejne wały ziemne, suche fosy ,czołgaliśmy się pod gałęziami do ostatniego PK. Wszystko biegiem. I biegiem na metę (oczywiście naokoło, bo mostek nad fosą gdzieś z drugiej strony). Jeszcze w biegu wyższa matematyka, dodawanie długości fosy, przeliczenia…. Oczywiście w tym biegu przeoczyliśmy tablicę, gdzie pewnie długość fosy była podana, ale jakoś nikomu nie chciało się wracać. Na koniec weryfikacja naszych wyliczeń przez pomiar długości fosy z planu fortu na tablicy i bieg na metę z rozmoczonymi kartami.  Ciekawe czy sędzia będzie karty suszyć w piekarniku, jak to robiono po lilijce;-) Bo „rozmok” był całkiem jak na sławetnej lilijce, tylko etap krótszy. Właściwie, powinniśmy chyba skorygować nazwę imprezy z Utopu na „Rozmoczenie Marzanny”. Teraz trzeba się wysuszyć i jutro już z MDP ruszamy na podbój Zawieprzyc !