Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Służew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Służew. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 grudnia 2021

Idą górnicy!

Grudzień miesiącem imprez okolicznościowych: Barbarina z okazji święta górników, coś na mikołajki, UrodzInO, wigilijne Choino i na deser Gambit wielkanocny zamieniony na Bożonarodzeniowy. Urodzaj a nawet nadurodzaj. Nie zostaje więc nic innego niż założyć czołówkę (nową, z Biedronki, za 30 zł, co ma ponoć 1300 lumenów) i iść z górnikami świętować imieniny Pani Prezes.
Zimno, ciemno, Renata wymiękła (czytaj: miała ważniejsze sprawy) więc i straszno samemu w tej ciemności… 

Pierwsza sztuka - znaleźć start. Nawigacja powiedziała mi „jesteś na miejscu”, a żadnego startu nie widać. Gdzieś w oddali pojedyncze osobniki przemykające z czołówkami co najwyżej. Dopiero gdy okrążyłem lokalne odkształcenie terenu o charakterze wypukłym, zauważyłem opisywaną w regulaminie siłownię plenerową i kameralny tłumek startujących.
Dostałem mapę i poszedłem. Najpierw lampiony przy starcie. W ruch poszedł lidar i jedno z oczywistych zdjęć. Co podchodziłem do lampionu, to wyprzedzał mnie Marcin K i odbierał radość samodzielnego wyboru właściwego lampioniku.
Okolice startu przeczesane. Co dalej? Jakoś tak pasowało mi pójście na wschód – niby mniej PK, ale na obrazkach widać było jakąś wodę – więc pewno tu. Po PK E odkryłem PK 55 na końcu pomostu wchodzącego do jeziorka. Potem PK D i PK 66 przy tamie i elektrowni. I co dalej? Punkty z mapy głównej oczywiste, ale gdzie np. znaleźć taki PK 82? Obszedłem jeziorka od północy wypatrując czegoś znajomego na zdjęciach. Nic podobnego nie spotkałem. Za to był problem z PK B. Miejsce oczywiste, ale znalezienie malutkiego lampionika… Czesał Damian, Czesał Maciek, czesałem ja… wreszcie gdy już chcieliśmy porzucić poszukiwania na lampion trafił Damian! Brawa mu za to! 

Doszedłem do końca mapy licząc, że będzie tu PK 52… niestety nie było. Zawróciłem po południowej stronie jeziorek. Zastanawiałem się, czy wieża z PK 82 to nie jest czasem taka wieża na placu zabaw przy PK A, ale nie pasowało mi jeziorko, którego nie było na bądź co bądź dokładnej mapie do BnO. Choć teraz wiem, że to byłą TA wieża, a szkoda bo bym nie spóźnił się na metę… Ale nie uprzedzajmy faktów. Znalazłem PK 52 (tego co szukałem pierwotnie za KEN-em) przy ul Puławskiej, potem skojarzyłem PK 33, koło którego przechodziłem na początku. Metodą dedukcji doszedłem, że zdjęcie z PK 91 i 82 wskazuje na drugą stronę jeziora niż jestem. Ale tak daleko chodził nie będę, przeliczyłem pozostałe PK i poszedłem na zachodnią stronę mapy. Tu zatrzymały mnie na kilka minut światła na Al. Lotników. Okazało się, że przechodziłem przez ulicę niepotrzebnie, bo lata które należało odczytać były wielkości domu. Musiałem odchodzić od ściany prawie na środek ulicy. I tu przydało się te 1300 lumenów;-). Zostało jeszcze do uzbierania kilka punktów do kompletu 50 pp. Okrąg z PK 23 z orto wydawał się, że jest na drzewie. Teraz ze szkłem powiększającym widzę, że wskazywał na róg budynku. Co się tam oszukałem lampioniku… 


 

W efekcie spóźniłem się 3 minuty. Jak pech to pech. Ale grunt, że można było się przewietrzyć;-) 


 

piątek, 3 sierpnia 2018

56. OrtInO dla leniwych

Było zbyt gorąco by napisać pełnowymiarową relację, skracamy więc wszystko do wersji słowno-muzycznej! Nie trzeba za dużo czytać! Miłego oglądania!

czwartek, 26 kwietnia 2018

Yes, yes, yes!

Zrobiłam to! Wygrałam!
No, nie  - przecież nie całe zawody, bez przesady. Wygrałam z Tomkiem! I z ponad dwudziestoma innymi osobami, a jak liczyć i tych z NKL-ką , to z ponad trzydziestoma. Po raz pierwszy nie byłam w ostatniej trójce na Szybkim Mózgu, ale też i solidnie na to pracowałam. Nawet (a może zwłaszcza) zimą, kiedy zamiast wygrzewać się pod kocykiem z książką i czekoladą, zapylałam po polach, lasach i ulicach, a w międzyczasie pociłam się na gimnastyce dla staruszków i na siłowni. Tomek co prawda też zapylał i pocił się na siłowni, ale nie chodził na staruszki i najwyraźniej tego mu brakło:-)
No dobra, biegowo wziąłby mnie bez problemu, ale nawigacyjnie zrobił tyle błędów, ile się tylko dało. Mi nawigacja wyjątkowo szła bezbłędnie, a do tego mój nowy czip nie wymaga minutowego stania przy  stacji i czekania aż pipnie, więc pewnie i tu miałam spory uzysk czasu.

Na starcie. Fot. Orientuj się na WAT

Najwięcej problemów to miałam z Zuzą, która biega szybko i dogoniła mnie już w pierwszej części trasy. Znaczy nie żeby mi nogę podstawiała, czy coś takiego, ale musiałam strasznie się wysilać żeby nie zacząć bezmyślnie biec za nią, bo moje doświadczenie uczy, że najlepiej polegać tylko na sobie. Starałam się więc ją wyprzedzić i tym sposobem do kolejnych punktów raz ona dobiegała pierwsza, raz ja. Oczywiście długo jej tempa nie dałam rady utrzymać i w końcu poleciała przodem, zwłaszcza, że w jednym miejscu wybrała lepszy wariant dobiegu niż ja.
Najbardziej dał mi w kość przebieg z PK 5 na PK 6, ale ani się nie pogubiłam, ani za bardzo nie zwalniałam.  Zresztą całą trasę przebiegłam ile fabryka dała i na mecie żołądek miałam już w przełyku i niewiele brakowało, a mogłabym powiedzieć, że dałam z siebie wszystko:-)
Teraz planuję dwa dni regeneracji czyli totalnego leżenia do góry brzuchem, a potem jedziemy wygrać Jaszczura:-)
A co? Pomarzyć można.