czwartek, 5 lutego 2026

Orient

 

Orient – można powiedzieć już „tradycyjnie” zawitał w okolice Wiązownej. Niby do Emowa, ale mapa ta sama. Jakoś nie czuję powołania do MnO i standardowo poszedłem na BnO. Takie „klasyczne”, z perforatorami. Po niebieganym śniegu, nie tak jak w Falenicy, gdzie biega się właściwie zawsze po ścieżkach.

Dostałem mapę w dłoń i wystartowałem. Oczywiście w złym kierunku. No, może nie zupełnie złym, ale drogą oddalającą się od pierwszego PK. Nie zostało mi nic innego jak wbić się w sypki śnieg podążając we właściwym kierunku. Ze złości zamiast biec, jak przystało myślącemu orientaliście ścieżką, prułem na azymut. Prułem to może zbyt wiele powiedziane… pełzłem raczej po tym śniegu.

Do PK 2 nie za bardzo było jak dostać się ścieżkami. Niby coś na mapie było, ale widząc stan śniegu przy PK 1 sądzę, że raczej mało wydeptane. Tak więc, wydeptywałem nowy szlak do PK 2 (taki urok gdy człowiek za wcześnie zgłasza się na start). PK 4, 5, 6 i 7 ciągle po śniegu. Nieraz pojawiał się pojedynczy ślad, ale nie zawsze prowadził we właściwym kierunku. A brnięcie po śniegu jest mega męczące….

Koło PK 7 zaczęły pojawiać się inne osoby. Zawsze w towarzystwie raźniej;-)

Przy PK 9 dopadła mnie łosia rodzinka. Trzy czy cztery dorodne sztuki, chyba wypłoszone przez innych biegaczy.

Po PK 10 kawałek udało się pobiec ścieżką. Niestety – nieduży kawałek. Potem odbiłem w jakąś inostradę – tyle że taką mało szczęśliwą, bo zaprowadziła mnie trochę na manowce, w pobliże PK 3 zamiast PK 11.

Klubowy PK12
Problemy pojawiły się przez PK 15. Biegłem całkiem dobrze wydeptaną ścieżką i miałem skręcić w prawo przy górce. Skręt był ciut dalej, ale kto by się przejmował takimi niedokładnościami mapy. Gorzej że po przebiegnięciu właściwego dystansu mapa przestała się zgadzać. Jakaś ścieżka  w lewo….. Jakbym był na ścieżce bardziej na południe…. Dopada mnie Grzesiek, także zdezorientowany. Coś tu musi się dobrze nie zgadzać. Po chwili błądzenia identyfikuję swoją pozycję i znajduję PK 15. Ruszam w górę na ostatni PK. Za kolejnym już spotkanym dzisiaj dorodnym łosiem, wyraźnie przestraszonym biegającym po krzakach tłumem.

Łoś czający się przy PK15
Mam ostatni lampion – teraz byle do drogi i do mety. Rozpędzam się. Gnam uskrzydlony powiewami zimowego wiatru… Gnam, pędzę i…. przebiegam metę. Nie zauważam jej. Stopuje mnie zakręt asfaltu. Patrzę na mapę… no tak jestem za daleko. Wracam na metę kryjąc się przez wzrokiem organizatorów, bo wstyd tak metę przebiec. Niestety na mecie Ania wita mnie pytaniem „Czemu nie przybiegłeś od razu na metę, tylko gdzieś tam pognałeś?”. 


 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz