Orient – można powiedzieć już „tradycyjnie” zawitał w okolice Wiązownej. Niby do Emowa, ale mapa ta sama. Jakoś nie czuję powołania do MnO i standardowo poszedłem na BnO. Takie „klasyczne”, z perforatorami. Po niebieganym śniegu, nie tak jak w Falenicy, gdzie biega się właściwie zawsze po ścieżkach.
Dostałem mapę w dłoń i wystartowałem. Oczywiście w złym kierunku. No, może nie zupełnie złym, ale drogą oddalającą się od pierwszego PK. Nie zostało mi nic innego jak wbić się w sypki śnieg podążając we właściwym kierunku. Ze złości zamiast biec, jak przystało myślącemu orientaliście ścieżką, prułem na azymut. Prułem to może zbyt wiele powiedziane… pełzłem raczej po tym śniegu.
Do PK 2 nie za bardzo było jak dostać się ścieżkami. Niby coś na mapie było, ale widząc stan śniegu przy PK 1 sądzę, że raczej mało wydeptane. Tak więc, wydeptywałem nowy szlak do PK 2 (taki urok gdy człowiek za wcześnie zgłasza się na start). PK 4, 5, 6 i 7 ciągle po śniegu. Nieraz pojawiał się pojedynczy ślad, ale nie zawsze prowadził we właściwym kierunku. A brnięcie po śniegu jest mega męczące….
Koło PK 7 zaczęły pojawiać się inne osoby. Zawsze w towarzystwie raźniej;-)
Przy PK 9 dopadła mnie łosia rodzinka. Trzy czy cztery dorodne sztuki, chyba wypłoszone przez innych biegaczy.
Po PK 10 kawałek udało się pobiec ścieżką. Niestety – nieduży kawałek. Potem odbiłem w jakąś inostradę – tyle że taką mało szczęśliwą, bo zaprowadziła mnie trochę na manowce, w pobliże PK 3 zamiast PK 11.
![]() |
| Klubowy PK12 |
![]() |
| Łoś czający się przy PK15 |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz