Orient od zawsze kojarzył się z Andrzejem Krochmalem. I z bunkrami ”Przedmieścia Warszawy”, które często gościły uczestników Orientu. Tym
razem zostały tylko umocnienia - dwa
bunkry z okolic Wiązownej (Andrzeja niestety zabrakło)
 |
| Śnieg... |
Niedziela przywitała nas śniegiem. Takim konkretnym
śniegiem. Śnieg stanowczo utrudniał dojazd i zaparkowanie w okolicach umocnień.
Gdy to się udało,
w ramach rozgrzewki
dokończyłem dojściówkę. Taką trudną dojściówkę, bo wiele odpowiedzi na pytania
było wieloznacznych:
Ile lamp oświetla
tunel pod trasa szybkiego ruchu? Na moje oko żadne się nie świeciło, więc
odpowiedzieć „zero” czy dziewięć (bo tyle było zamontowanych lamp)?
 |
Moja walka z dojściówką
|
Renata się rozchorowała, a ja zdecydowałem się tylko na start
w BnO. Oczywiście na najdłuższej trasie.
 |
Wydawanie map
|
 |
| Clear |
 |
i START
|
Odbiłem start i ruszyłem na
poszukiwanie PK 1. Zamiast podbiec drogą, od razu ruszyłem w krzaki. Nie był to
najlepszy pomysł – krzakami jest zdecydowanie wolniej, a dodatkowo coś mnie strasznie
uwierało w lewą stopę (tę zepsutą) – tak że zacząłem wyraźnie kuleć. Nie
zostało mi nic innego niż się zatrzymać po podbiciu PK 1 i ponownie zasznurować
but. Nie pomogło to jednak na długo. Myślałem, że nie dobiegnę do PK 2 i dałem
się wyprzedzić Jackowi, który
startował
chwilkę po mnie. Po PK 2 zrobiłem dłuższa przerwę techniczną –zdjęcie buta (na
śniegu nie jest to łatwa czynność), poprawienie wkładki itp. – to wreszcie
pomogło. Z entuzjazmem ruszyłem (po śladach) na PK 3. Tyle, że te ślady na
śniegu wywiodły mnie na manowce. Zostawiał je Jacek (chyba specjalnie, by
zmylić rywali) gdzieś na prawo od właściwego miejsca. Tak mylił tych
rywali, że spotkałem go bezradnie szukającego
dołka z lampionem. Szybkie spojrzenie na teren, wyznaczenie właściwego kursu i
pierwszy znalazłem właściwy dołek wychodząc na prowadzenie w naszej małej rywalizacji.
Na kolejny PK nie było jakiś wielkich inostrad. Pojedyncze
ślady prowadzące różnymi wariantami. Kierowałem się bardziej kompasem i w
efekcie w pobliżu punktu trafiałem na „grubsze” inostrady prowadzące
bezpośrednio do lampionu. PK 4, długi przebieg na PK 5 (tu minimalnie straciłem
za wcześnie skręcając w prawo).
Na drodze na PK 6 tłumy z turystycznych InO. Budowniczy w
tej części trasy zapewnił nam długie przebiegi pomiędzy lampionami. Przebieg PK
4 - PK 9 w kolejności miały 1 km, 650 m, 750 m, 870 m, 1 km. Nie było wydeptanych wyraźnych ścieżek,
ciężkie podłoże w postaci wysokich mchów i borowin powodowało, że przebiegi „na
azymut” były ciężkie. Po prostu nie mam kondycji, bo nawigacyjnie szło dość
dobrze.
Właściwie jedyny istotny błąd nawigacyjny był przy wyborze
trasy z ostatniego PK 15 na metę (500 m). Na mapie las wyglądał zachęcająco
(biały kolor) , choć po drodze było kilka poziomnic. Niestety w zimę daje o
sobie znać podłoże. Dołóżmy do tego niedokładną nawigację - biegłem zygzakiem
zamiast po prostej – wyszło 600 m. Praktycznie tyle samo wyszło by, gdybym pobiegł do czerwonej drogi i dalej bez
przeszkód terenowych gnał do mety. Na tym odcinku dałem się wyprzedzić 2 osobom
jak pokazują międzyczasy! Słowem wynik marny, ale co pobiegałem to pobiegałem;-)
 |
(Szczęśliwie) dotarłem do mety
|