Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOŚP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOŚP. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 lutego 2024

Dystans Stołeczny z WOŚP

WOŚP (podobnie jak w ubiegłych latach) wsparliśmy udziałem w orkiestrowym Dystansie Społecznym. Teren zawodów mały, znany i obiegany, więc żadnych atrakcji nie przewidywałam, ale przecież nie o atrakcje w tym chodziło.

W biurze zawodów.
 
Załatwiwszy wszystkie formalności udaliśmy się na start. Moja trasa, niby krótka, ale miała aż 24 punkty. W sumie sprint  na tym polega. Wszystko po mieście, tylko jeden punkt w "lasku".

Startuję pierwsza.
 
Nie napiszę, że bieg był nudny, bo to przykrość dla organizatorów, ale słowo daję - nie mam o czym napisać. Punkty były łatwe, przebiegi jednoznaczne, zgubić mi się nie udało i w sumie tylko przebiegając koło mety na PK 7 trzeba było uważać, żeby się za bardzo nie zbliżyć i jej nie podbić. Ale to też trzeba by się było postarać. 
Za to nie myślcie sobie, że osiągnęłam jakiś imponujący wynik - co to, to nie - tradycyjnie w dole tabelki. Zasapałam się już w drodze na jedynkę, a potem im bardziej próbowałam biec szybciej, tym efekty były gorsze. Ale podobno, gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. Zresztą fajna imprezka, to trzeba dłużej pobyć. Nawet Tomek swoją dłuższą trasę pokonał szybciej niż ja. 
Ale staram się, wciąż się staram.

W kolejce do sczytania czipa.
 

O, taka łatwa, szybka traska była:


 

piątek, 5 lutego 2021

Dystans Stołeczy Świątecznej Pomocy

Niedziela była jeszcze bardziej nieleśna niż sobota, bo biegaliśmy zupełnie po terenie zabudowanym, na Młocinach. No dobra, była kępka drzew, ale to tylko trzy drzewa na krzyż, ot - taki nieużytek, bo nawet nie park. Wyjątkowość tego etapu nie kończyła się na bieganiu mimedzy budynkami, bo nie biegaliśmy sobie a muzom tylko dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Część wpisowego organizator przekazywał Orkiestrze, a dodatkowo można było wrzucić co nieco do puszki. Na ten specjalny bieg zaopatrzyliśmy się z Tomkiem o orkiestrowe koszulki i tak wyekwipowani ruszyliśmy na podbój Młocin.

 
O, właśnie - tak to wyglądało.

Ja się zakręcałam, a Tomek chojrakował, Agata odpoczywała w domu po Skaryszaku. Startowaliśmy z okolic szkoły, w atmosferze iście piknikowej. Jedynie namordniki przypominały, że działamy w trybie pandemicznym:-)

Drzewo startowe.

Początek na terenie UKSW, między budynkami różnych wydziałów - lekko, łatwo i przyjemnie. Na chodnikach gdzieniegdzie pojawiał się lód, ale przezornie założyliśmy na buty kolce. Dziewiątka i dziesiątka na terenie szkolnym, a potem pobiegliśmy do "lasu". Na skraweczku zieloności autorowi mapy udało się upchnąć aż pięć punktów kontrolnych i nawet jak by się człowiek pomylił, to właściwy był tuż obok. Mi udało się zaliczyć je bezbłędnie, Tomek miał tam lekki problem.
Siedemnastka i osiemnastka ustawione były w pasie zieleni miedzy uliczką osiedlową, a główną drogą i prowadziły do nich mocno wydeptane w śniegu ścieżki. Zero nawigacji:-) Z osiemnastki na dziewiętnastkę był dłuuugi, ale łatwy przebieg, tylko płuca można było wypluć, jeśli chciało się pokonać ten odcinek szybko. Mi tam specjalnie nie zależało, bo płuca ważniejsze. Cała końcówka znów na terenie UKSW i meta w okolicy szkoły. 
W tym etapie decydująca była szybkość i zwrotność, a nie nawigacja, a ponieważ ja ani szybka, ani zwrotna nie jestem, to oczywiście uplasowałam się gdzieś w ogonie klasyfikacji, ale jakie to ma znaczenie? Najważniejsze, że była fajna zabawa.

I na koniec pamiątkowa fotka

Podobno wiele osób pokonywało niektóre fragmenty trasy w niedozwolony sposób. Nie wiem jak ja to zrobiłam, bo przecież połowy rzeczy na mapie zawsze nie dowidzę i nie wykluczam, że może gdzieś wlazłam na nielegalu. Jak ktoś wyłapie na przebiegu jakieś przestępstwo, to śmiało można mnie zgłaszać organizatorowi do dyskwalifikacji! Tego co pobiegałam przecież i tak mi nikt nie odbierze, no nie?