sobota, 10 stycznia 2026

Dystans Stołeczny i znikający ludzie.

W poniedziałek odpoczywałam po niedzielnych kontaktach z UFO, ale już we wtorek znowu pojechaliśmy biegać, tym razem w okolice Beniaminowa. Choć moja trasa była dość długa, to punktów  jak na lekarstwo - zaledwie 11. No, ale inny organizator niż w niedzielę, to i inna koncepcja.  W sumie przy jedenastu punktach trudniej coś głupiego zrobić niż przy ponad dwudziestu:-)

Gotowi do startu

Na początek Tomek chciał mnie wyprowadzić w las, zamiast na start, ale nie dałam się, bo najważniejsze to dobrze zacząć. A początek od razu był azymutowy i trzeba było się skoncentrować. Jeszcze na starcie chwilę przeczekiwałam zawodniczkę przede mną, żeby nie sugerować się jej widokiem i wreszcie ruszyłam.

Start.

Biegło się dobrze. Już od startu w lesie były dziesiątki inostrad, więc postanowiłam trochę skorzystać. Zauważyłam, że co chwilę na mojej trasie pojawiał się pojedynczy ślad, ale tak idealny z moim azymutem, jakbym to ja sama przed sobą biegła. Normalnie to ludzie coś tam omijają, lecą mniej więcej, a potem korygują, a ja prę naprzód bez względu co mam na drodze. No i ten ktoś też tak biegł. Powiem, że dość dziwne uczucie. Ale żeby tylko to było dziwne? Te różne inostrady -  mniejsze, większe, czy wręcz pojedyncze ślady, co jakiś czas nagle ucinały się, kończyły w miejscu i dalej już był tylko gładki śnieg. No to co się działo z tymi biegaczami? Czy w całym lesie nagle zaczęli znikać ludzie? A jeśli ja też zniknę i będzie jak w niedzielę? Że nagle pojawiam się nie wiadomo skąd? Na szczęście tym razem nic mnie nie porwało i szczęśliwie, a co najważniejsze bezbłędnie przebiegłam całą trasę. No dobra - przebyłam, bo z tym bieganiem to raczej nie przesadzałam. Tyle, żeby było mi ciepło, szczególnie, że do butów nasypało mi się mnóstwo śniegu (znowu nie wzięłam stuptutów) i w butach mi chlupotało. No i teraz nadeszło najgorsze - czekanie na Tomka. Czekanie w zimnym samochodzie, w przemoczonych butach. Czekanie ponad godzinę! Już prędzej bym myślała, że katastrofa nastąpi gdzieś na trasie, ale żeby na mecie??? Niby mogłam odpalić samochód i się grzać, ale moje ekologiczne sumienie mi nie pozwoliło. Następnym razem muszę pamiętać o stuptutach i butach na przebranie. Koniecznie!

Moja trasa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz