środa, 14 stycznia 2026

FalInO, czyli powrót na wydmę.

Wreszcie wróciło bieganie po falenickiej wydmie. W ubiegłym roku teren był zamknięty z powodu mistrzostw rowerowych i snuliśmy się tylko gdzieś po obrzeżach lasu. W końcu świat wrócił do normy. Z tej radości i niecierpliwości przyjechaliśmy tak wcześnie, że organizator był jeszcze w lesie i musieliśmy czekać. 
Tym razem już pamiętałam żeby ubrać stuptuty, chociaż i tak baza w szkole dawała możliwość czekania w cieple. Ale po co ma mi się zimno wsypywać do butów?

Ja już gotowa do startu.

Tradycyjnie ja wybrałam trasę krótką, a Tomek najdłuższą, a ponieważ na FalInO biega się w formule scorelaufu, to potencjalnie mogliśmy nawet biec razem przez część trasy. Ale tylko potencjalnie, bo ja sobie truchtam, a Tomek pędzi.
Pierwszy problem to oczywiście konieczność wybrania 7 z 20 punktów. No, nie da się. Zacząć od jedynki, czy od siódemki? Brać punkty z północnej części mapy, czy raczej wschodniej? I w jakiej kolejności? W końcu zdecydowałam się zacząć od jedynki i oczywiście pobiegłam do niej mało optymalnie, choć przecież już dojeżdżając do szkoły widzieliśmy, gdzie wisi lampion. Tomek pobiegł lepiej i już czekał przy punkcie, chociaż ruszył chwilę po mnie.

PK 1 zaliczony.

Po jedynce znowu decyzja: co dalej? W pierwszej chwili wybrałam dwójkę, ale po drodze mi się odwidziało i skręciłam w stronę jedenastki. Niby wiedziałam, gdzie stoi punkt, ale i tak się zdziwiłam, gdy znalazłam się pod swoim domem. To znaczy domem, w którym kiedyś mieszkaliśmy. W pierwszym odruchu chciałam wyjść na ulicę i pooglądać, czy coś się zmieniło, ale przypomniałam sobie, że biegamy na czas i odpuściłam. Kolejna trudna decyzja - na trzynastkę i dwunastkę, czy raczej dziewiątka? W końcu postanowiłam kierować się raczej w stronę wydmy, bo skoro tyle za nią tęskniłam, to trzeba ją nawiedzić czym prędzej. Tak więc po dziewiątce wspięłam się po czwórkę i po przeliczeniu punktów wyszło mi, że najlepiej będzie wziąć jeszcze dwójkę, trójkę i siódemkę. Tak też zrobiłam. Po siódemce już była tylko meta i czułam lekki niedosyt - tak ze dwa punkty więcej by się przydały do pełni satysfakcji. Z kolei następna co do trudności trasa miała już 14 punktów i więcej kilometrów (za dużo dla mnie), a tu jeszcze trzeba było zachować siły na przeżycie reszty dnia.
Baza w szkole ma dużą przewagę nad bazą w lesie - nie dość, że ciepło, to jeszcze bufet zaopatrzony w różne smakołyki. Czekając na Tomka wciągnęłam sałatkę, ale ciasta już nie zdążyłam, bo za wcześnie wrócił. Nadrobię na kolejnej rundzie:-)

Na pożegnanie Falenicy wspólna fotka.
 

Taki wariant wybrałam.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz