poniedziałek, 30 marca 2026
Wyspa O-Cup, etap 3 - na luzie, bo i tak nic do stracenia.
piątek, 27 marca 2026
Wyspa O-Cup, etap 2, czyli zdążyć na obiad.
czwartek, 26 marca 2026
Wyspa O-Cup, etap 1, czyli marny początek.
Na sobotę planowane były dwa biegi, na szczęście o rozsądnej długości. Ale za to już dojścia na start trochę mnie oszołomiły - na każdy etap w granicach 1-2 km. Ja wiem, że to konieczne i nie kwestionuję zasadności, ale pobiadolić sobie przecież mogę. Na poranny etap Tomek nawet planował mnie podwieźć, ale rano okazało się, że mamy flaka w oponie i zamiast na start ze mną, pojechał szukać wulkanizatora. Ku mojemu zdziwieniu załatwił sprawę tak szybko, że jeszcze zdążył uwiecznić mój start.
środa, 2 kwietnia 2025
Wyspa zatopiona czy jakoś tak;-)
Wyspa O-CUP dzień drugi. Tym razem dystans klasyczny, czyli trochę dłuższa trasa. Znów na start daaaaaleko. Razem z dojściówką to taki long wychodzi;-)
Start pod lekką górkę. Wreszcie załapałem się na jakieś zdjęcie ze startu!
![]() |
| Dobieg do lampionu START |
PK 2 miał być tuż obok, zaraz za drogą i górką. Biegnę sobie, po lewej widzę jakieś obniżenie pasujące na zaznaczone na mapie mokradełko, jest górka i w obniżeniu powinien być lampion. Ale go nie ma. Pojawia się droga - jestem za daleko. Zdezorientowany cofam się i szukam. Wreszcie dostrzegam lampion dość daleko na wschód. Czyli można powiedzieć „po zawodach”. Szansa na dobre miejsce daje tylko bezbłędny bieg. Ci najlepsi biegają szybciej – szczególnie po trudnym terenie, nie mylą się i nie tracą czasu na punktach. Te kilka minut straty na PK 2 od razu zrzuca mnie gdzieś do tyłu w klasyfikacji.
Na PK 3 biegnę za jakąś konkurencją. Tu bez pomyłki.
Na PK 5 pierwszy z długich przebiegów. Nie tylko długich, ale dodatkowo z premią górską. W mojej kategorii nie było premii górskiej zapowiadanej w biuletynie, ale był podbieg pod skarpę, gdzie trzeba było pełznąć „na czworaka”. Do tego po terenie nie sprzyjającym pełzaniu w ogóle, przez jakieś zaorane przestrzenie;-)
PK 5, 6 i 7 prawie nad samym morzem. Było słychać szum fal, choć biegłem dolinką i morza nie zobaczyłem. Zresztą trzeba było patrzeć pod nogi, by nie wywinąć fikołka, a nie podziwiać widoki.
Z PK 8 na PK 9 długi przebieg, ponad kilometr w linii prostej. Nawet udało mi się kogoś przegonić!
Przebieg na kolejny PK 10 wydawał się prosty. Udało się znaleźć drogę wrysowaną na mapę, dobiegłem do dziury oznaczonej niebieskimi kreskami i… dałem ciała. Zamiast trzymać się azymutu poleciałem w miejsce skąd wybiegała duża grupa ludzi. Nie skojarzyłem, że tu był PK na etapie 2 i zacząłem szukać lampionu nie tam gdzie trzeba. Do trzech minut straconych na PK 12 dodałem kolejne trzy minuty;-(
Jeszcze ostatnie 2 PK i meta. W etapie drugim do ostatniego PK przebiegałem „na skróty” – tym razem postanowiłem inaczej – obiec górę drogą. Jak się okazuje obieganie wcale nie popłaca, a subiektywny pomiar czasu szwankuje, gdy porównuje się pełzanie pod górę z obieganiem jej drogą. O czterdzieści sekund szybciej wyszłoby „na skróty”, ale człowiek mądry po fakcie.
![]() |
| Było zdecydowanie chłodniej, więc polarek na mecie się przydał |
wtorek, 1 kwietnia 2025
Morze, wydmy i przewyższenia jak w górach czyli Wyspa O-CUP dzień pierwszy
W zeszłym roku udało mi się uzbierać śmieszny dorobek punktowy w rankingu PZOS. W ramach uzupełniania dorobku i przy okazji treningu przez MP Long pojechałem na wyspę. Konkretnie na zawody Wyspa O-CUP w Sztutowie – prawie na Mierzei Wiślanej.
Mapa Sztutowa w Internecie wygląda obłędnie – poziomnica na poziomnicy - jak z zawodów w Finlandii czy Szwecji. Filmy reklamowe zawodów pokazywały pagórki i lasy takie jak nasze – sosnowe, przebieżne - aż nie wypadało pojechać. Wpłacone, więc zostało nastawić budzik na 3 rano i ruszyć na północ.
![]() |
| Orlik w Sztusowie - baza zawodów w przygotowaniu |
Na szczęście jakieś 15 minut przed dziewiątą biuro się znalazło. Oczywiście w innym miejscu niż wskazywał na to biuletyn. Załatwiłem co trzeba, ale w sprawie zakwaterowania wysłali mnie do odwiedzonej wcześniej piwnicy. Tam znalazł się organizator, który wysłał mnie do szkoły. Do drzwi zamkniętych na amen. Słowem pełna dezorganizacja. No cóż, zakwateruję się pomiędzy etapami.
![]() |
| Dojście na start E1 dwa kilometry... |
Zawsze mnie zastanawia, co za sens jest robić 2 km dojścia dla etapu, który ma 3 czy 4 km długości…
![]() |
| Zaraz moja minuta startowa |
Do PK 2 poszło już lepiej – udało się „wejść w mapę”. PK 3, PK 4, PK 5 – wszystko OK, poza tym, że to co ładnie wyglądało z daleka, w rzeczywistości okazało się średnio-przebieżnym jagodowiskiem.
Pomiędzy PK 5 i PK 6 długi przebieg. Pokonałem pierwszą parę wydma-dołek i zwątpiłem. Obiegam drogami. Jak pokazują wyniki, ci co biegli po kresce, zrobili to szybciej. Ale Polak mądry po szkodzie. Reszta punktów wchodziła w miarę dobrze. Żadnych spektakularnych wpadek, kilka minimalnych niedokładności. Jedyne co sobie mogę zarzucić, to zbyt wolne bieganie po ciężkim poszyciu – ale ciągle mam uraz po skręceniu kostki i w taki terenie zwalniam. Może i słusznie, bo człowiek, który spał w tej samej sali w szkole, na drugim etapie załatwił sobie staw skokowy walcząc o dobry wynik na takim podłożu…
Po pierwszym etapie udało mi się zakwaterować w szkole. Dało o sobie znać wczesne wstanie i zamiast iść nad morze, wziąłem do ręki książkę i się regenerowałem.
![]() |
| Start na etap 2 |
Do PK 2 przeciąłem taki pobagienny teren – było sucho, ale szybkość biegu raczej marna przy skakaniu z kępki na kępkę.
Przy PK 3 pierwsza skucha – jak mówi ślad, wybiegłem tuż obok lampionu, ale go nie dostrzegłem i szukałem we wgłębieniu obok.
W drodze do PK 6 zainspirował mnie jakiś obcy lampion i nadrobiłem dystansu oglądając co to za jeden. Zaś azymut na PK 7 mi nie wyszedł i zniosło mnie znacznie – na szczęście szybko zorientowałem się gdzie jestem i sprawnie znalazłem lampion.
Na PK 8 i 9 ścigałem się z konkurencją, która mnie dogoniła, a potem przegoniła. PK 11 dał popalić: wysoka góra obłożona ściętymi gałęziami. Pełzanie, a nie bieg!
Do następnego punktu, zamiast jak najszybciej zbiec do drogi – brnąłem za konkurencją przez te ścięte gałęzie. Gdy dostrzegłem wreszcie drogę, zbiegłem do niej, nie patrząc uważnie na kompas – w efekcie zacząłem szukać PK 12 za bardzo na południe. Może nie bardzo daleko, ale za mokrym tym razem terenem podmokłym. Dotarcie do lampionu nie okazało się suche…
![]() |
| Z mety do szczytwania chipów kolejne kilkaset metrów |
Ostatni lampion za górą. Pobiegłem po kresce – przez dobrze mokre bagienko, a potem całkiem stromą górę. Prawie wyprułem płuca na tej górze. Wynik – marny. Liczyłem na jakieś podniesienie się w klasyfikacji, a tylko zwiększyłem stratę do poprzednika. Te kilka błędów skutecznie zniwelowało to, co zyskiwałem na innych przebiegach. No cóż, należy liczyć, że najdłuższy 3-ci etap coś zmieni..
![]() |
| A po bigach chwilka relaksu i pięciokilometrowy spacer nad morze... |



















