Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pączki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pączki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 lutego 2020

I gdzie ta wódka??? Czyli Kusaki #2

Kusaki, jak mówi Wikipedia, to coś co znamy pod nazwą Ostatki. Owa Wikipedia opisuje różne ciekawe zwyczaje, ot choćby dni po misynciach, kiedy pije się wódkę, by przepłukać zęby z resztek jedzenia… Ciekawe kiedy tego doczekamy się na naszych Kusakach. Na razie doczekaliśmy się deszczu. No dobra, wodą także daje się przepłukać uzębienie, ale deszczem to wcale tak łatwo nie idzie!

My startujemy, a inni chyba już wracają z trasy

Dostaliśmy mapy produkcji Barbary. Mapa dziwnym trafem przypominała chrumkającego Hipsosmoczka – jakiś tam schemacik i masę wycinków do dopasowania. Pewno byłoby to fajne gdyby nie opady. My na start dotarliśmy jako jedni z ostatnich – możliwe, że Ci co wcześniej wyruszyli, więcej chodzili na sucho. Poszliśmy najpierw w prawo. Problem zaczął się przy dopasowaniu pierwszego wycinka. Nic nie pasowało! W okolicy kręcili się inni i wyraźnie było widać, że także nie mają pomysłu co z tym zrobić. Nagle z ciemności wynurzył się Mariusz S., który będąc na TP miał inną – pełniejsza mapę i niepytany zaczął nam wskazywać, że „tam jest punkt” dźgając palcem w swoją mapę. Przyjrzeliśmy się swoim wydrukom i doszliśmy, że do kolejnej gwiazdki daje się dopasować to, co Mariusz pokazywał. Poszliśmy więc dalej. I zaczęło coś pasować. Innym widać także, bo do lampionu utworzyła się kolejka jak za dawnych lat;-)

Kolejka społeczna do lampionu

Po chwili udało się dopasować gwiazdkę, którą pominęliśmy! Dobra nasza, choć tempo dopasowywania wskazywało, że na trasie spędzimy czas do zamknięcia mety- warto by się nie spóźnić, bo organizator da dyla i zbierze nam lampiony.

Deszcz pada coraz bardziej. Mapa zaczyna rozmiękać. Miałem zachomikowaną jedną koszulkę strunową, ale tylko jedną – poszła dla Renaty – jakby moja mapa się rozpuściła…

Mapa rozpuszczona;-)

Idziemy na kolejne gwiazdki. Chwilami jakby łatwiej dopasować. Kolejny długi przebieg na PK B – kopiec znany z jakiś poprzednich zawodów w tych okolicach. Kopiec zdobywamy w stylu alpejskim bez obozów pośrednich.

PK B zdobyty  stylu alpejskim
Na mapie już ciężko odznaczyć co zaliczyliśmy, bo zaczyna płynąć. Kolejna gwiazdka. Po dłuższym zastanowieniu pasuje wycinek z PK V. Tyle, że wycinek jest „mało czytelny”, a w miejscu gdzie powinien być lampion, lampionu brak. Krążymy i krążymy, aż wreszcie zdegustowani idziemy dalej w kierunku Balatonu. Mając jako element orientacyjny Kanał Gocławski, idziemy dalej w kierunku zachodnim. Znowu mamy problemy z dopasowaniem, pomijamy gwiazdkę, ale ze 200 m dalej olśnienie – przeszliśmy PK W! Wracam – z lampionu została tylko koszulka i kredka. Nie ma to jak wpisać BPK właściwa kredką;-) Przy zakręcie kanałku dopasowaliśmy kolejny wycinek, ale szukanie drugiego PK z wycinka coś się nie udaje. Czas się kończy i do zamknięcia mety także już coraz bliżej. Do najdalszej gwiazdki nie dojdziemy – za daleko, ale i tak wycinków jest nadmiar. Dochodzimy do budynku mojej starej pracki przy ul. Umińskiego i zaczynamy odwrót. Wracamy po północnej stronie kanałku. Łatwo dopasowujemy kolejną gwiazdkę. Tuż obok powinna być kolejna, ale jakoś marnie idzie dopasowanie. Odpuszczamy i idziemy do kanału i nagle eureka –mamy ten brakujący wycinek. Brakuje nam czasu, a Renata odmawia przyspieszenia, tylko rozgląda się za jakąś niebieską budką. Puszczam Renatę samotnie na metę, a sam lecę jeszcze zaliczyć PK z mapy topo. Miałem w planie zaliczyć jeszcze dwa brakujące PK, ale ryzykując, że na mecie nie znajdę już nikogo, nie szukam ich (a nie rzucają się w oczy). Biegiem docieram na ostatnią chwilę (oj tam, pewnie organizator poczekał by jeszcze z 10 minut, ale…). Zmoknięci i zniesmaczenie padającym deszczem żegnamy się i lecimy do suchego i ciepłego autka.

Kusak ma oko na szyi i kurzą łapkę z przodu

wtorek, 25 lutego 2020

Kusaki (1)

Tłusty Czwartek tradycyjnie zakończyliśmy Kusakami. I tradycyjnie odbyły się one po naszej stronie Wisły, czyli mieliśmy blisko. I jeszcze po znanym terenie. Na mapie spodziewaliśmy się pączków - na przykład osobno pączek i osobno lukier (zlustrowany oczywiście), albo pączek i rozsypany cukier puder, który trzeba dopasować. A tymczasem na mapie były... fajki. Niby w tytule coś tam napomknięto o pączusiach, ale jednak poczułam się rozczarowana.
Mapa najpierw mnie przeraziła ilością elementów, ale szybko odkryłam, że schemat składa się z identycznego terenu w prawej i lewej jego części i tylko wycinki pochodzą z map różnego typu. Zupełnie nie mogłam pojąć dlaczego Tomek tak mamrocze o jakiejś trudności zamiast iść, może miał na myśli te dodatki nie będące fajkami?
Zebraliśmy G, A i przy B=O spotkaliśmy Leśne Dziady. Już mieliśmy odchodzić od punktu, ale zauważyłam, że to punkt poczwórny - jeszcze  H i M  z kolejnych wycinków łapało się na ten sam lampion. Leśni wciąż kombinowali w jaki sposób składa się schemat, ale od razu kupili moją interpretację. Tomek twardo nie przyjmował do wiadomości. Ruszyliśmy na F i Q,  tyle tylko, że Tomek w przeciwnym kierunku.
- Matko jedyna! Chłop mi się zepsuł! - pomyślałam. I co teraz?
Szłam za nim, usiłując przekonać go do zmiany kierunku. Uffff... Udało się, ale w międzyczasie obeszliśmy całe skrzyżowanie dookoła zanim osiągnęliśmy konsensus.

 PK F

W końcu coś mu się odblokowało, załapał sposób składania, ale ja już do końca trasy nie potrafiłam zaufać i jak rzadko kiedy cały czas pilnowałam  gdzie mamy iść. O ile Tomek miał problem z zaakceptowaniem składanki schematu, to przynajmniej wiedział gdzie w terenie znajdują się punkty z dodatkowych wycinków i mogliśmy je wplatać na bieżąco w trasę. Przy Parku Znicza, przy tablicy z PK T i K spotkaliśmy sporą grupę konkurencji i następny kawałek trasy pokonaliśmy razem.

PK T i PK K

Przy PK U zorientowaliśmy się, że  PK S  znajduje się na skrzyżowaniu przy parku, gdzie dopiero co przechodziliśmy i niestety musieliśmy się wrócić. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo i tak  nigdzie nie znaleźliśmy lampionu, mimo że w kilka osób  przeszukaliśmy każdy metr terenu. Nie pozostało nic innego jak wpisać do karty BPK. KP N/R znowu szukaliśmy w towarzystwie "naszych".

PK N/R (albo J - nie pamiętam)

Punkt D przeszliśmy, bo na moment spuściłam mapę z oczu, a Tomek jeszcze nie w 100% się zresetował. Na szczęście szybko się zorientowałam i wróciliśmy.
PK J mieliśmy złapać w locie i  wracać na drugą stronę Ostrobramskiej, ale okazało się, że lampion stoi tak jakby za daleko od bloku i znowu trzeba było podjąć decyzję co wpisujemy. Po konsultacjach społecznych postanowiliśmy postawić na BPK-a.
 PK Y wszedł gładko, a C/E przegapiliśmy, bo wydawało nam się, że będzie ciut dalej. Pobiegaliśmy więc wzdłuż budynku Radwara, aż wypatrzyliśmy pomnik i mogliśmy sprawdzić co postać trzyma w której ręce. Potem po raz drugi zawędrowaliśmy pod kapliczkę żeby wpisać PK X, bo za pierwszym podejściem go nie wypatrzyliśmy na mapie. Został nam jeszcze tylko jeden punkt do zebrania żeby mieć komplet i akurat mieliśmy taki blisko mety. Potem tylko oddać kartę startową i już można było wbić zęby w pączusia. Z Tomkiem najwyraźniej nadal coś było nie w porządku bo odmówił pączusia! Trzymajcie kciuki, żeby do następnych zawodów mu się polepszyło!

Metaa!!!