
piątek, 13 lutego 2026
FalInO, czyli śliska sprawa.

czwartek, 29 stycznia 2026
FalInO i prąd, który nie chciał zniknąć.
Usiłowałam dowiedzieć się od Tomka na jaki punkt biegnie po jedynce, ale tak mi odpowiedział, że dalej nie wiedziałam, więc podjęłam pierwszą własną, strategiczna decyzję i ruszyłam na trójkę. Jak się potem okazało Tomek też pobiegł na trójkę, tylko mniej naokoło niż ja. Ale w sumie ile on tam zyskał? Metr, dwa, może pięć?
środa, 14 stycznia 2026
FalInO, czyli powrót na wydmę.
Tradycyjnie ja wybrałam trasę krótką, a Tomek najdłuższą, a ponieważ na FalInO biega się w formule scorelaufu, to potencjalnie mogliśmy nawet biec razem przez część trasy. Ale tylko potencjalnie, bo ja sobie truchtam, a Tomek pędzi.
Po jedynce znowu decyzja: co dalej? W pierwszej chwili wybrałam dwójkę, ale po drodze mi się odwidziało i skręciłam w stronę jedenastki. Niby wiedziałam, gdzie stoi punkt, ale i tak się zdziwiłam, gdy znalazłam się pod swoim domem. To znaczy domem, w którym kiedyś mieszkaliśmy. W pierwszym odruchu chciałam wyjść na ulicę i pooglądać, czy coś się zmieniło, ale przypomniałam sobie, że biegamy na czas i odpuściłam. Kolejna trudna decyzja - na trzynastkę i dwunastkę, czy raczej dziewiątka? W końcu postanowiłam kierować się raczej w stronę wydmy, bo skoro tyle za nią tęskniłam, to trzeba ją nawiedzić czym prędzej. Tak więc po dziewiątce wspięłam się po czwórkę i po przeliczeniu punktów wyszło mi, że najlepiej będzie wziąć jeszcze dwójkę, trójkę i siódemkę. Tak też zrobiłam. Po siódemce już była tylko meta i czułam lekki niedosyt - tak ze dwa punkty więcej by się przydały do pełni satysfakcji. Z kolei następna co do trudności trasa miała już 14 punktów i więcej kilometrów (za dużo dla mnie), a tu jeszcze trzeba było zachować siły na przeżycie reszty dnia.
środa, 19 marca 2025
FalInO - ostatnia runda okraszona medalem.
Razem polegało na tym, że bardzo usiłowałam nadążyć za Tomkiem i przez dwa kolejne punkty nawet mi się to udawało. Potem gdzieś mi zniknął.
A tak wygląda mój przebieg:
poniedziałek, 3 marca 2025
FalInO - szybko i łatwo.
Mapa okazała się być taka, jak w pierwszej rundzie, czyli 10 punktów można zebrać bez biegania za autostradę i nie ma punktów w moim ulubionym lasku. Uzbrojona w tę wiedzę ruszyłam, kiedy zegar odpipał moją minutę startową.
Wybiegliśmy razem z Tomkiem. Pierwszy punkt był jeszcze na terenie szkolnym, blisko bramki wejściowej, a potem pognaliśmy na teren przykościelny. Logiczne było pobiec potem na siódemkę, a potem na północną część mapy. Do siódemki jeszcze nadążałam za Tomkiem, ale potem już zniknął mi z oczu. Z PK 7 do PK 8 był dość długi przebieg ulicami miasta. Po ósemce trzynastka w mikrolasku, tuż przy autostradzie. Dziewiątka była po drugiej stronie drogi wjazdowej na autostradę. Droga niestety była na nasypie i choć widziałam śmiałka, który się na nią wdrapywał, wolałam obiec chociaż do miejsca, gdzie nie będzie aż tak wysoko i nie będzie potrzeby skakać nad barierkami. Dumna byłam z tego pomysłu aż do powrotu do domu, gdzie Tomek mnie uświadomił, że między autostradą a nasypem było przejście i nie musiałam lecieć naokoło. I tak to jest z moim sprytem. Ale ostatecznie tego nadkładania nie były kilometry, tylko metry, więc da się przeżyć.
Po dziewiątce znowu był długi miejski przebieg do kolejnego skrawka lasu, gdzie stała reszta punktów. Było wręcz śmiesznie łatwo, no bo co tam można nakombinować jak się ma trzy drzewa na krzyż.
wtorek, 18 lutego 2025
FalInO, czyli jeden wielki chaos.
środa, 5 lutego 2025
FalInO, ale jakoś inaczej.
Nikt nie zakładał, że zgubił się podczas wieszania lampionów, bo to fizycznie niemożliwe, nawet gdyby szedł z zamkniętymi oczami, więc co się stało? Ano, nie mógł w szkole znaleźć sprzętu startowego, bo został przeniesiony w inne miejsce. W końcu jednak wszystko udało się ogarnąć i wystartowaliśmy.
czwartek, 23 stycznia 2025
Falenica z déjà vu
Ciągle narzekam na Team360. Na tę bezsensowną decyzję zamknięcia terenów spacerowych. Terenów, które i tak wszyscy znają….
FalInO, chcąc nie chcąc, na mapie Miedzeszyn. I jedyny znośny kawałek lasku bez embarga odcięty autostradą, właściwie z jednym przejściem górą i dostępem zablokowanym przez tereny zakazane. Jeszcze gorzej, że drugi etap FalInO miał praktycznie te same PK. No, może nie dokładnie te same, ale tuż obok i chcąc nie chcąc, przebieg musiał wyjść prawie taki sam. Może gdyby było więcej PK „w środku”, dawałoby się pokombinować, a tak za autostradą była do zrobienia pętelka „w prawo” lub „w lewo” - wg gustu.
![]() |
| PK1 na boisku - robiłem za fotografa bo dobiegłem oczywiście pierwszy;-) |
Zastanawiałem się czy PK 9 brać na początku, czy na końcu…. Podbiłem na początku, ale oczywiście na końcu o tym zapomniałem i prawie znowu dobiegłem do PK 9;-)
Nie było śniegu, więc nie było inostrad. Były lampiony leżące w dołkach, ale to standard. I nie było wpadki jak tydzień temu z PK 14, który stał w innym dołku.
Znowu forsowałem płotek na wbiegu (skrótem po schodkach) na wiadukt – chyba muszę podjechać tam w tygodniu i odkręcić nakrętkę blokującą panel płotka, albo potrenować forsowanie płotów w biegu;-)
Pozostałe PK – bieg do utraty tchu (a o to łatwo bez formy), bo ani szukania lampionów nie było, a większość biegu drogami, czy wręcz asfaltem.
Widziałem już wpisy o déjà vu (odnośnie etapu), deklaracje że „nigdy więcej”. No cóż, ja także czuję pewne znudzenie mapą – przy bieganiu po lesie, nawet po tych samych miejscach było fajniej, zawsze było trochę szukania i zawsze była alternatywa, czy przebiegać wydmę w poprzek raz, czy trzy razy. Ja daję szansę na jeszcze jedno podejście – może większość lampionów będzie na osiedlu i zrobimy miejski sprint zamiast przebiegania przez autostradę? Albo za autostradą - dużo PK w środku, a mało na obrzeżach? Albo w jakiś sposób wymusić przebieg przez A2 inną drogą –przy torach lub na Izbickiej? Albo wreszcie może na południowy wschód w stronę Michalina? Tu także są takie niby laski….
![]() |
| Tradycyjna fotka z rączki na mecie;-) |
Nie ma co narzekać – czekam na następny etap!
czwartek, 9 stycznia 2025
FalInO, czyli "zakazany las".
Gdybym chciała biec logicznie i ekonomicznie to w sumie powinnam wziąć 1, 7, 5, 2, a tymczasem dwójkę zostawiłam odłogiem i poleciałam po jedenastkę w lesie. No, taki tam las - drzewa między zabudowaniami, ale zawsze. 3, 4 i 6 to kolejne punkty, które udało się upchać w tym kawałku "lasu", a potem przebieg do autostrady po PK 8. PK 13 już w "mieście" (ale na łączce), a potem już tylko ulicami. I gdzie miałam największe problemy? Oczywiście w cywilizacji, a nie w lesie. Nie mogłam wstrzelić się w dwójkę, bo zamotałam się w zakamarkach uliczek i mapa w żaden sposób nie pasowała do terenu. Oczywiście w końcu znalazłam i został tylko dobieg do mety.
















































