środa, 29 lipca 2026

Trening BnO Góraszka, czyli meteopatyczny spacerek.

Jeszcze nie zdążyłam złapać oddechu po Wawel Cup, a już Tomek zaczął namawiać na kolejne, tym razem lokalne, bieganie. No to dałam się skusić na  trening w Góraszce. Jako zaawansowana meteopatka nie czułam się dobrze przy szalejącej pogodzie, a w zasadzie w ogóle się nie czułam, więc odważyłam się tylko na trasę A, czyli najkrótszą z możliwych. Do tego wcale nie zamierzałam biegać, tylko pospacerować spokojnie po lesie, tam gdzie mapa zaprowadzi.

Przywoływanie gps-a.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam - ruszyłam ze startu spacerkiem, tylko nie pomyślałam o tym, że mogę sobie jeszcze bardziej ułatwić i iść ścieżką. Na szczęście las był przebieżny, więc nie musiałam walczyć z roślinnością. Trochę mnie zniosło w prawo, ale z daleka widziałam, gdzie inni podbijają punkt, więc podeszłam sprawdzić, czy to aby nie mój  i faktycznie. Trochę mi się zrobiło wstyd, że idę pomalutku, a azymutu nie potrafię dopilnować i na dwójkę już poszłam po kresce. W międzyczasie dogoniła mnie Becia, która przeczekiwała mój start, żebym odbiegła daleko i nie plątała jej się pod nogami. A tu taki zonk. No to dalej poszłyśmy razem. Trójeczka po kresce, czwórka z lekkim zawirowaniem, bo się za bardzo zagadałyśmy. Przy piątce spotkałyśmy Tomka i to chyba była jedyna atrakcja na trasie:-)
Przed szóstką Becia nie wytrzymała mojego ślimaczego tempa i pomaszerowała żywszym krokiem coraz bardziej powiększając odległość między nami. Szóstka była na wydmie więc ja szłam tak oszczędnościowo. A do siódemki strasznie mi się dłużyło. Ciągle miałam wrażenie, że to już, a to wciąż nie. W pewnym momencie  to już byłam pewna, że przeszłam punkt i jestem za daleko. I ledwo to pomyślałam, zobaczyłam lampion. 
Mety szukali wszyscy, bo mylił nas lampion zawieszony przy biurze zawodów i jakoś automatycznie każdy tam leciał. Tymczasem meta stała sobie w dołku nieopodal. Mi i tak się udało, bo widziałam gdzie przede mną pobiegła koleżanka, ale inni lecieli do biura i byli odsyłani z powrotem w las.
Mimo, że moje tempo było nikłe, to i tak na metę dotarłam zmęczona i ledwo trzymając się na nogach. No, ale to raczej od pogody niż trasy.

Moja króciutka traska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz