Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Białołęka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Białołęka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2022

Street-O w drodze z pracy

Już zapomniałem jak się biega na Street-o. Ale skoro było takie po drodze z pracy… wstyd nie spróbować. Wprawdzie tego dnia miałem home-office, ale skoro się zapisałem, nie ma wymówki - trzeba jechać;-) 

Organizator – wyjątkowy – tym razem Przemek wymyślał trasę. Czekał na nas w magicznym parku – takim jakoś tak dla dzieci – wśród dziecięcych ścianek wspinaczkowych, huśtawek i innych takich;-) 

W oczekiwaniu na start

Na dojściu od auta do parku już widziałem wybiegające z furtki parku osoby z mapami. Wkrótce i ja dostałem mapę (a raczej mapy) i także wybiegłem za furtkę. Zerkam na mapę, a tu jest coś więcej – druga strona. A na niej trzy mniejsze mapki. Takie małowartościowe punkciki, ale koło siebie w łącznej wadze nastu punktów. I to był chyba haczyk jaki wymyślił Przemek. Bo kto normalny zbiera punkty o wadze 1? No, chyba że przez niego przebiegamy na jakiś bardziej wartościowy! Ale jak się dobrze pokalkuluje, to szczególnie kawałek 16B był wart zebrania. Tyle, że na starcie wcale tak nie myślałem. 

Na rozgrzewkę wziąłem 2T przy rondzie, gdzie zaparkowałem autko. Niby banalne pytanie, ale długopis coś słabo pisze, a i zanim zorientowałem się, że chodzi o napis na tabliczce z nazwą ulicy, mija co najmniej minuta. Taki to już urok Street-O;-) 

Kolejne punkciki – znowu zmitrężony czas na szukanie odpowiedzi i walkę z opornym długopisem. I walkę z zachodzącym słońcem świecącym zawsze w oczy! 

Prawdziwy horror zaczął się przy PK 4F. Pytanie „co wyłożono?” sugeruje jakąś tabliczkę z trutką na szczury/myszy/wampiry czy inne szkodniki. Tyle, że znajduję tu różne dziwne rzeczy – stertę skrzynek po owocach, stertę czegoś tam jeszcze i nie wiem co wpisać. A co tam niech będą skrzynki. Dwie minuty w plecy i wrażenie, że odpowiedź błędna… 

Dalej znowu kilka przestojów na punktach o wadze 1. Coś jestem dzisiaj wyraźnie nie w formie;-( 

Po PK 4C zamiast lecieć na opisaną wcześniej mapkę 16B lecę na 1K i 4B. Bez sensu. Teraz wiem, ale wtedy… 

PK 2H tracę 3 minuty i nie znajduję ceny jakiegoś tam masażu… Widzę konkurencję biegającą w okolicy. Zdenerwowany liczę paczkomaty (chyba 5 na jednym parkingu - to jakiś lokalny rekord!). 

42 minuta - zostało jeszcze 18, decyduję się na długi przebieg na zachód. Po drodze wartościowy PK 4D. Szukam go ponad 3 minuty. Wrrr! 

Teraz szybko 5F, 1O, 1P, 2N, 1W i 5H i mija godzina. Lecieć na metę, czy coś dozbierać? Trochę dalej to 18 PP i może coś w parku z małej mapki. Opłaca się. Lecę. Przebiegam PK 1Y (choć ktoś pod nim stoi), muszę się cofnąć. I dalej typowy błąd – lecę nie w tę stronę (byle dalej od mety!) Dwie minuty w plecy;-(. Nie dostrzegam 2U – strata 2PP. PK 5K - fryzjer dla zwierząt. Nazwisko właściciela? Próbuję pytać, ale jakoś bez odzewu. Wreszcie dostrzegam – na bocznej ścianie. Jestem 5 minut po czasie, zdobyłem 9PP, jestem więc do przodu. 

Rów z wodą. Niby jakaś gałąź rzucona w wodę, ale kwitnąca woda nie zachęca do przejścia. Lecę naokoło. 1Y, 2V, 4H i kierunek meta. Koło parku 16 minut po czasie, zdobyte 16PP. Decyzja - robię park. 1SS, 1U, 1T, 1R, 3G, 2O, 1TT – słowem 10PP na plusie, czas…8 minut, więc 2 PP do przodu. Jak widać te skupiska się opłacały. Choć w parku… łatwo się zgubić – wstyd powiedzieć nie mogłem znaleźć 1TT na początku:-)

Niby nie biegamy dla nagród, ale cukierek się należy!

Do pamiętnika selfie "po"

Po długim oczekiwaniu pojawiły się wyniki – wstyd – 10,5 km na liczniku, tylko 99 zdobytych punktów i kara 24 PP za spóźnienie, co daje 75PP w końcowym przeliczeniu. Ci co wygrali, brali tę mapkę 16B;-( Będę musiał się poprawić kiedyś!


czwartek, 6 czerwca 2019

Gdy brakuje lampionów....

Miało być tydzień wcześniej, ale przeniesiono na 29.05.2019. Z Mapą na Spacer - Runda 3. Dzięki tej zmianie terminu udało mi się wystartować, bo tydzień wcześniej jechaliśmy właśnie na Jagę-Korę. Tylko mi, bo Renata znowu odmówiła wyjazdu na Białołękę. Ja myślę, że skojarzyła, iż były tam zawody rok temu. Zawody opisywane i komentowane. Gdzie w małym prostym lasku zabrakło jednego lampionu, a mapa się zgadzała… z niczym. Przypomniała sobie ile czasu spędziła w lesie, chodzenie po krzakach, wątpliwe punkty i znalazła wymówkę by nie jechać;-)
Dopchałem się do startu jako jeden z pierwszych. Dostałem mapę i….pierwszy punkt daleko. Niestety, po pierwszych krokach okazało się, że czuję w nogach jeszcze Beskid Niski. Nawigacja także nie szła rewelacyjnie - tu lekko przebiegłem punkt, tu nie dobiegłem – ale skoro mapa średnio zgadza się z terenem…
Pierwsze poważne ostrzeżenie - PK 9, gdzie kod lampionu nie zgadzał się z tym na mapie. Chwila zastanowienia czy na pewno dobrze i bieg dalej. Potem feralna 11-stka. Brak lampionu. Dobiegłem bezbłędnie, ale nic. W zeszłym roku, chyba na tej samej lub sąsiedniej górce, także nie było lampionu. Tzn. był gdzieś dalej, na innej niż powinien. Na wszelki wypadek przeczesałem wszystkie okoliczne górki. Jako że byłem jednym z pierwszych upewnienie się, że nie ma lampionu zajęło mi najdłużej. Inni wiedząc, że go nie ma, po prostu biegli od razu do 12-stki. Dzięki temu mam najgorszy czas pomiędzy 10 a 12-stką. W takiej sytuacji organizator powinien wszystkim „wyciąć” z międzyczasów przebieg 9-12, a tak spadłem praktycznie na koniec klasyfikacji;-(
No cóż, nie mam szczęścia do lasku Anecińskiego, może za rok….
A mapa wygląda tak niepozornie...