Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOS Azymut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOS Azymut. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 sierpnia 2024

KOS Azymut jak zawsze czujnie zapełnia luki w zawodach.

Znowu letnią posuchę w lokalnych bno przerwał KOS Azymut organizując trening w Legionowie. Zaczęliśmy od problemów z trafieniem do bazy zawodów, bo Tomek jechał na pamięć, a tymczasem baza była jakieś dwie ulice dalej. Jak to od samego początku trzeba się pilnować.

Szukamy zawodów:-)
 
Nie wiem co mnie podkusiło, ale wybrałam trasę pięciokilometrową i wcale to nie była trasa najdłuższa. Wzięłam sobie na trasę bidon z wodą, a nawet zastanawiałam się, czy nie zrobić kanapek i nie wziąć namiotu. 
Momentu startu nie pokażę, bo co prawda Tomek nagrał, ale przy zgrywaniu z kamery plik się popsuł i nie ma. Musicie więc uwierzyć na słowo, że wystartowałam.
Przed jedynką spotkałam Hanię, która startowała przede mną, ale nie mogła namierzyć pierwszego punktu i błąkała się po lesie. Razem odbiłyśmy jedynkę i dwójkę i już się bałam, że jesteśmy na siebie skazane na resztę trasy. Nie żebym coś miała do Hani, ale obie wolimy biec samodzielnie. Ponieważ jestem trochę wolniejsza, ciągle czekałam, żeby mnie wyprzedziła, a widząc, że Hania wybiera wariant ścieżkowy, ja właziłam nawet w największe krzaki, żeby mieć trasę autorską. Podziałało, bo po jakimś czasie  już przestałyśmy się spotykać.
Trasa nawigacyjnie była łatwa, zresztą w ogóle była łatwa, bo ani górek, ani jakiś szczególnych przeszkód po drodze nie było. Jedynie daleko i gorąco. Oczywiście głównie leciałam na azymut i nie chwaląc się - po kreskach. Przed ósemką byłam już tak zmęczona, że z powodu byle patyka pod nogami grzmotnęłam jak długa, gubiąc przy okazji bidon z wodą. Zorientowałam się na tyle daleko, że nie kalkulowało mi się wracać, choć wizja braku wody z lekka mnie przerażała.
Przy dziesiątce spotkałam Tomka i od razu wyżaliłam się na okoliczność straty. Okazało się, że Tomek dopiero będzie miał ten punkt, więc rozejrzy się za bidonem. Oczywiście mojej sytuacji braku wody nic to nie zmieniało, ale może chociaż bidon by się dało odzyskać.

PK 10
 
Ponownie spotkaliśmy się przy piętnastce i Tomek triumfalnie dzierżył w dłoni moją wodę. Co prawda połowę wypił, ale zawsze parę łyków zostało i uratowało mi życie.

Co za ulga!
 
Do mety zostały jeszcze tylko trzy punkty, więc pełna optymizmu ruszyłam dalej. Przy siedemnastce coś zaczęło mnie smyrać po żołądku. Smyrało coraz mocniej i mocniej. A do osiemnastki było tak bliziutko. Niestety, po kilku krokach w stronę drogi (gdzie postanowiłam sobie umrzeć, tak żeby mnie łatwo było znaleźć) nie dałam rady i musiałam się położyć. Ja sobie leżałam, a czas płynął. W końcu ogarnęłam się trochę i ruszyłam dalej. Ale nie, nie w poszukiwaniu osiemnastki, tylko bardziej ustronnego miejsca niż azymut między dwoma punktami. Efekt był taki, że zrobiłam, co należało nie na swoim azymucie, tylko azymucie trasy C. Cha, cha. Teraz lekka jak piórko mogłam szukać osiemnastki, tylko z tego wszystkiego nie bardzo wiedziałam, gdzie jestem. Wyszłam więc na drogę, doszłam do mety (gdzie czekał Tomek z kubkiem wody w garści) i stamtąd dopiero namierzyłam się na osiemnastkę, po czym wróciłam na metę. Głupio mi ta końcówka wyszła, no ale różnie się w życiu (w rzyci) zdarza. Straciłam 12 minut na końcówce, ale i tak najważniejsze, że w ogóle dotarłam.
Następnym razem będzie lepiej!
 
Meta.
 
Po biegu.

Moja trasa.
 

czwartek, 13 czerwca 2024

Techniczny Chotomów

Przez tydzień po Jadze-Korze czułem uda i lekki wstręt do używania dolnych odnóży w celach wyczynowych. Ale siódmego dnia należało się ruszyć. Trening techniczny KOS Azymut – nazwa zaciekawiała. Udałem się na start bez Renaty, która swój trening „odpracowywała” w kuchni. 

Miejsce znane - ulica Konwaliowa w Chotomowie. Na starcie zjawiłem się jako jeden z pierwszych. Wokół kręcili się jacyś harcerze – jak się później okazało, robili jakieś podchody w lesie. 


Pobrałem mapę, cyknąłem zdjęcie dla potomności i ruszyłem. Na azymut, prosto w krzaki. Teren znany jest z zieloności na mapie, ale co tam, dam radę. Nie ma to jak szlifować technikę biegania na azymut po zielonym;-) 

Jeszcze pusto na starcie

Na PK 2 było tak jakoś bardziej zielono, więc ruszyłem lekko naokoło, ale za to drogami. Do PK 3 także dawało się dobiec drogami – co to za „techniczny” trening? Biegnę sobie tymi drogami i wypluwam płuca, widzę skrzyżowanie. Po prawo powinien być dół, ale jakoś nie widzę, więc biegnę dalej. Biegnę i biegnę…. Coś za daleko mi to bieganie wychodzi. Jest skrzyżowanie, dół… ale bez lampionu. Patrzę zdezorientowany na mapę…. Przebiegłem jedno skrzyżowanie!!! Tu na mych ustach pojawiają się słowa, których nie należy cytować. Wracam więc do właściwego PK 3. 

Do PK 4 drogami dobiegam bez skuchy, do PK 5 zaś bez błędu przedzieram się przez zielone. Trzeba jakoś odreagować tę „porażkę” na PK3. 

Przed PK 6 zaczynają się góry. No może górki, nie góry, ale zawsze to trochę męczy. Wybieram wariant jak najbardziej drogowy i dopiero z charakterystycznego miejsca na wydmie kieruję się na azymut. Znajduję granice zarośli, ale dołu z lampionem ani śladu. Jest nawet jakiś dołek, ale to nie ten. Chwila analizy otoczenia i dochodzę do wniosku, że trzeba kierować się w prawo. I znajduję lampion. 

PK 7 kojarzę – tam kiedyś się gubiłem w chaszczach. Teraz bezpiecznie kieruję się elementami terenowymi i znajduję szybko lampion, choć rów, na którego miał być końcu, jest bardzo „umowny”. Późniejsza post analiza śladu GPS pokazuje, że lampion nie stał na rowie, tylko na jakimś małym zaoraniu ze 25 metrów wcześniej. 

Kolejne PK 8, 9, 10 to „łatwizna” – w większości wygodny dobieg drogami. Przebieg PK 5-10-11 jest tożsamy z przebiegiem PK 5-6 i tu już nie popełniam błędu z szukaniem dołka. 

PK 12, 13, 14 to trochę azymutu, ale przy bardzo wyraźnych obiektach w terenie pozwalających łatwo się zorientować. PK 15 to długi przebieg drogą – tu zaczyna się pojawiać jakaś konkurencja. Przebieg na PK 16 to azymut po zielonym – ale biegnąc uważnie, trafiam „jak po kresce”. 

Za to PK 17 dał popalić. 1400m w linii prostej. Normalnie sadyzm w czystej postaci;-).

Została końcówka – prosta, choć z jednym moim małym błędem nieoptymalnej trasy na PK 19. 

Malowniczy przebieg z PK20 na PK21

Prawdę mówiąc nie wiem co oznaczało sformułowanie „Trening techniczny”. Ciekawe było dwa razy pokonywanie tego samego przebiegu – można było naprawić swoje błędy lub szukać bardziej optymalnej trasy (ale nie wiem, czy taka była). Przebieg na PK 17 to było trenowanie techniki biegu. Brakowało takich zaskakujących PK np. bardzo blisko obok siebie, czy wyboru wariantowości. 

Nie ma co narzekać - swoje pobiegałem i czekam na następny trening techniczny – może uda go się przebiec już bez błędów!