Nadszedł koniec tegorocznego Dystansu Stołecznego. Etap 11 – extra. Znowu Karol chciał nas zadziwić „udziwnionym etapem”. Takie połączenie miejskiego sprintu z bieganiem po zakręconych górkach i wykrotach Lasku Młocińskiego. Takie zestawienie u Karola kojarzy mi się zawsze z pewną imprezą (chyba to był Puchar Bielan), gdzie startowaliśmy w Lasku Młocińskim i po pokręceniu się dłuższą chwilę po płaskiej części lasku dostaliśmy prawie 2 km przebiegu wzdłuż DK7 do Lasku Bielańskiego, zdobywanie duuu…j skarpy, a na koniec kawałek biegu miejskiego. Ten przebieg pomiędzy laskami był zupełnie powalający….
Wracając do dzisiejszego biegu – miało nie być aż takiego przebiegu – atrakcją było zaś dwukrotne przekraczanie DK7… przejściem ze światłami. Mieliśmy grzecznie oczekiwać na zielone światło, a lampiony po obu stronach przejścia zapewniały „wycięcie” czasu przekraczania ruchliwej drogi z wyników.
![]() |
| Gotowy do startu |
Pierwsze siedem PK w kampusie UKSW. Lampiony widoczne z daleka, zwykle na wysokości 160-180cm. Niskie osoby musiały podskakiwać by potwierdzić PK;-)
Ostatnio bieganie miejskie nawet mi wychodzi – bez żadnych wpadek dotarliśmy do DK7.
Po odczekaniu swojego, przeszliśmy do Lasku Młocińskiego. PK 9 i PK 10 - optymalny wariant drogami, takimi głównymi alejkami w tym lesie. Od PK 11 zaczęły się górki. Jako że biegliśmy rekreacyjnie, wybraliśmy wariant ścieżkowy. Ten kawałek lasu jest pokręcony i zawsze nocą człowiek zbacza tu z kierunku, nie trafia na ścieżkę i inne takie. Nas także lekko zawiodła nawigacja – o jedną dróżkę w lewo i musieliśmy na azymut wracać na właściwe ścieżki.
Staraliśmy się unikać przebiegów na azymut, ile się dało. Do PK 18 były tylko trzy przebiegi, które zrealizowaliśmy poza ścieżkami.
Po PK 18 skończyły się górki. Długi przebieg wzdłuż zakrzaczonego rowu, szukanie PK 20 w rejonach zaznaczonych na mocno zielono…
PK 21 chwilkę szukaliśmy. Ślad pokazuje, że coś azymut nam się nie zgadzał – może przez wszechobecne zieloności na mapie – widomo,w nocy na płaskim zielonym szukanie polanki 3m x 3m….
Przy PK 24 zobaczyłem, że mamy jeszcze jedną pętelkę – będziemy wracać się przez PK 26/29 i 23/27 do PK 24/30. Obserwacja ta z lekka mnie załamała. Byliśmy już na tych punktach, więc po co biec tam jeszcze raz? Trasa długa – łącznie 7,7km, w lesie strasznie sucho – biegając czuje się „kurz” we wdychanym powietrzu. Ta ostatnia pętelka to sadyzm budowniczego i tyle.
![]() |
| PK 24/30 |
Po lesie zostało kilka PK w mieście. Biegliśmy razem do szkoły. PK 35. Spojrzałem mapę i ruszyłem na PK 36. Oglądam się, a Barbara gdzieś zniknęła. Dobiegam do rogu gdzie powinien być lampion – nie ma nic. Patrzę uważniej na mapę…. przekręciłem ją o 180 stopni! Wstyd. Odwracam się i biegnę na ostatnie dwa PK. Na mecie Barbara pyta się, gdzie zginąłem – bo nagle zobaczyła, że mnie nie ma. Jak tu z honorem wytłumaczyć, że mi się północ z południem pomyliła?;-)
![]() |
Jak patrzę teraz na wyniki sporo osób ma MP. Ponoć brali „stowarzysze” – przytrafiło się to także Ani na krótszej trasie – no cóż, u Karola trzeba być czujnym „do końca”;-)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz