Dystans Stołeczny - odsłona nr 10. Znów Karol wymyślił nietypową formułę: taki „One Man Relay” z przerwą pośrodku. Ta przerwa to przebieg obowiązkowy ponad 400 m drogą bez pomiaru czasu, a właściwie z czasem „wyciętym” w wynikach. Jak nietypowo to należało spróbować. A żeby zabawa była lepsza, to oczywiście start nocny;-)
Gdy przyjechałem na start Karol biegał jeszcze po lesie i rozwieszał lampiony. Podziwiam Karola, że mu się chce w pojedynkę robić tyle biegów, rozwieszać te lampiony, a potem je zbierać późną nocą…
Wreszcie organizator wrócił z lasu i dostałem mapę. Poszedłem na start i poleciałem w ciemną noc. Starty zawsze są najtrudniejsze – mapa jeszcze nie ułożyła się w ręku, kierunki także się jeszcze nie ustabilizowały…. Oczywiście pobiegłem „w kierunku” lampionu, o ile pojęcie „w kierunku” oznacza odchylenie nie większe niż +- 45 stopni;-) Gdy po długich poszukiwaniach znalazłem lampion, okazało się, że nie przeszedłem procedury startu. Nie było daleko więc wróciłem i ruszyłem raz jeszcze od nowa na trasę… Tym razem kierunek był już dokładniejszy;-)
![]() |
| Start, który zaliczyłem dwa razy... |
Przy PK 4 coś mi się nie zgadzał teren. Zacząłem krygować swój bieg bardziej na północ – szukając „końca górki”. Może niewiele, ale straciłem kilkadziesiąt sekund, zanim odbiłem się od rozwidlenia ścieżek we właściwym kierunku – tam gdzie stał lampion. Konkurent z którym się ścigałem także przestrzelił ten PK, ale z drugiej strony – jak podbijałem punkt, zmierzał do niego z południa.
Dalej szło o wiele lepiej. Chwilami jakbym widział kreski wyrysowane w terenie;-)
Dopiero PK 8 minimalnie przestrzeliłem szukając muldy na górce w młodniku. Ale bez przesady – wiedziałem, że mam szukać lampionu bardziej na lewo;-)
Przy PK 9 dogoniłem Sylwię. Biegła za mną do PK 10. PK 10 przestrzeliłem zupełnie. Źle odczytałem mapę i szukałem lampionu nie na tym końcu zielonego lasu. W moim wieku wzrok już nie ten i w nocy nieraz oglądany na mapie rysunek się zbytnio generalizuje;-) Pocieszam się, że Sylwia młodszymi oczami także miała problem z tym PK 10;-)
Aby nie było zbyt prosto, do następnego PK ruszyłem ścieżką, zamiast przedzierać się przez krzaki – myślałem, że nie ma jej na mapie, ale potem okazało się, iż niezbyt uważnie spojrzałem na kompas – ścieżka na mapie była, tylko w kierunku nie do końca mi pasującym… Niestety, przedzieranie przez krzaki mnie nie ominęło…
Coś mi z tym wyznaczanie azymutów zaczęło się psuć, bo zamiast na PK 12 trafiłem na drogę asfaltową, którą dojeżdżałem do startu. Nie ufałem kompasowi i na następny PK 13 trzymałem się dróg, zamiast ciąć na krechę.
Do PK 14 nie dawało się dobiec drogami, został azymut. Znalazłem jakieś dołki, górkę z dołkami, ale lampionu ani śladu. W nocy wystarczy kilka zakrętów i człowiek nie jest w stanie dokładnie wskazać gdzie jest na mapie. Co chwila znajdowałem górki i dołki bez lampionów. Po czterech minutach błąkania się po lesie wreszcie trafiłem na lampion. Jak pokazuje ślad – azymut którym biegłem nie kłamał – znalazłem pierwsze dołki i zamiast trzymać się dalej azymutu pognałem w bok w kierunku górki, gdzie był dołki, ale nieoznaczone na mapie.
Kolejny PK 15 – podobny scenariusz – miała być karpa w białym lesie. Las nie był biały, przebieżność i widoczność marna (jałowce), znowu odbiłem z azymutu tuż przed punktem. Na szczęście szybko odmierzyłem się od ścieżki, więc strata czasowa nie była tak duża.
Jeszcze dwa PK i koniec pierwszego podetapu – chwila na spokojny, regeneracyjny bieg na 400 m.
Druga strona mapy – drugie rozdanie. PK 20 – wszedł. PK 21 – znowu nie trafiłem. Coś mnie dzisiaj znosi w lewo, po raz kolejny! Świadomy tego „znosu” nawigowałem ostrożniej i lepiej trafiałem w punkty. Minimalne zawahanie przy PK 27, poza tym dobrze. Dumny jestem z przebiegu PK 27-28 – jakbym widział azymut w terenie;-)
![]() |
| Wreszcie meta! |
W efekcie zajmuję 6-ste miejsce. To chyba mój najlepszy rezultat w Dystansie Stołeczny. Oczywiście długość trasy i środek tygodnia trochę wpłynęły na frekwencje na Chojraku, ale moim powodem do dumy jest to, że wyprzedziłem wszystkich konkurentów, z którymi zwykle rywalizuję. I to pomimo kilku większych błędów na jakieś 6 minut!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz