Na trening przed ostatnim biegiem umówiliśmy się z Kamilem, organizatorem biegów ultra, bo chciał wreszcie zobaczyć co to jest ta nasza orientacja. Ja planowałam tylko rzucić okiem na teren, bez biegania, czy nawet łażenia, ale na wszelki wypadek ubrałam się "do lasu" i wzięłam wszystkie niezbędne akcesoria. Kamil był nieco mniej "leśny", a przynajmniej mniej krzakowy, a akcesoria zapewnił mu Tomek.
Niby organizatorzy przygotowali różne warianty trasy, ale my postanowiliśmy iść na żywioł i brać jak leci, aż nam się znudzi. Ja zakładałam wariant minimum, czyli ze dwa, może trzy punkty i powrót, Tomek wariant maksimum, czyli wszystko, a Kamil wariant - ile czas pozwoli. Zakładając, że ja pójdę powoli, a chłopaki pobiegną, od razu ruszyłam na pierwszy punkt, a Tomek przeprowadzał szkolenie z kompasu dla Kamila. Pierwszy punkt w jarze, od razu na azymut, choć na upartego można by i drogą, ale w końcu chciałam poznać teren. Z jedynki na szóstkę, piątkę, dwójkę, czwórkę, trójkę i... znalazłam się na końcu mapy. A miały być dwa, trzy punkty. Jakoś tak łatwo szło.
W międzyczasie spotykałam chłopaków, ale zasadniczo szłam w swoim tempie. Przez czwórkę zostałam za nimi w tyle, bo czekałam aż podejdą, a oni tylko popatrzyli na lampion z drugiej strony jaru i odpuścili zejście na dół. W sumie się nie dziwię, bo Kamil miał buty bardziej ścieżkowe niż przełajowe. Dogoniłam ich w drodze na dwunastkę, którą podbijaliśmy już razem. Jeszcze wspólnie pobiegliśmy na ósemkę, a potem każde ruszyło w swoja stronę - Kamil do domu, bo czas mu się skończył, Tomek zaliczyć wszystkie punkty, a ja tak spacerowo powłóczyć się po lesie, nie przejmując się już lampionami. Może trochę za bardzo się nie przejmowałam, bo chwilami całkiem nie wiedziałam gdzie jestem. Najważniejsze, że metę znalazłam.
Na trasie Kamil dość szybko zorientował się, że krótkie spodenki na BnO w lesie, to nie jest najlepszy pomysł, a znajomość wszystkich ścieżek w przydomowym lesie niczego nie gwarantuje przy bieganiu (chodzeniu) na azymut. A całą zabawę podsumował słowami: "Ja myślałem że organizatorzy biegów ultra mają głupie pomysły. Zmieniam zdanie - Ci od biegów na orientację to dopiero świry". No, coś w tym chyba jest:-)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz