Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budy Głogowskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budy Głogowskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2026

WMOC - dzień trzeci (odpoczynku) - czyli trening w lesie.

Zegarek Renaty zdechł z głodu. Całą noc jak szalony się restartował i wracał do „safe mode”, znowu się restartował i znowu wracał do „Safe mode”… aż wyczerpał całą cała zgromadzoną w baterii energię i zdechł. Ładowanie nie pomogło bo znowu się restartował. Zresztą Renaty nóżka także nie czuła się najlepiej, więc ten zegarek do szczęścia nie był niezbędny.. 

Dzień odpoczynku, czyli Forest Model Event. Dzień - zapowiadał się ciężko, bo wróciły upały. W bazie wydarzenia parking na 60 aut, a chętnych kilka tysięcy – organizator zrobił serwis, gdzie informował o zajętości parkingu: o 8:00 było zajęte 0%, o 9:00 jak wyruszaliśmy także było zajęte 0:00, a jak tylko wyjechaliśmy z Rzeszowa wskaźnik zajętości skoczył do 90%. Nawigacja zaświeciła się na czerwono, bo na trasie czekał korek… przy parkingu. Ale z trasy ciężko już zawrócić, więc jechaliśmy dalej. 

Na miejscu – bałagan. Na parkingu auta zaparkowane na 2 miejscach, nikt nie pilnuje, nie kieruje do wolnych miejsc, wszyscy krążą wokoło i szukają miejsca, gdzie można stanąć. Nam się fartem udaje już przy drugiej nawrotce zaparkować. 

Renata kuśtykając poszła w kierunku biura treningu (w sukience i z mapą w garści, że może jednak pójdzie na jakiś punkt do lasu), a ja w stylu alpejskim zdobyłem pobliski najwyższy szczyt gdzie umiejscowiony był lampion startu. 

W lesie tłok. Przy starcie grupa różnojęzycznych orientalistów deliberująca na temat, czy lampion stoi dobrze, czy las na mapie przedstawiony jest właściwie i czy w ogóle wyjść na trasę. Bo do PK 1 widać sznureczek maszerujących ludzi. Trzon tego tłumu to kategoria 80+ lub wycieczki rodzinne, więc z bieganiem ciężko. Staram się obiec bokiem, ale im dalej od lampionu startu, tłum formuje się w coraz szerszą tyralierę. No cóż, to także dobra metoda – czesanie lasu tyralierą w poszukiwaniu lampionu;-) 

Lampiony było całkiem łatwo znaleźć, bo zawsze stała tam grupka ludzi dyskutująca o czymś, z mapami w dłoni, pokazująca palcami różne charakterystyczne elementy terenu wokół punktów. 

Aby wyrwać się z tłumu postanawiam pobiec innym wariantem - na PK 116 zamiast na PK 104. Troszkę samotności w lesie. Oczywiście przy punkcie znowu tłok. Wariantem autorskim biegnę trochę pod prąd. Jest ciut lepiej, bo do najdalszych PK docierają tylko ci młodzi (szybsi) weterani. 

Im bliżej mety, tłum gęstnieje. Przechodzę do marszu, bo nie daje się biec w sznureczku maszerujących ludzi. 

Dobieg do mety specjalnie z boku, by wyszło zdjęcie;-)

Na mecie czeka Renata. Jak się okazało, nie poszła w las, bo się zagadała ze znajomymi. Może i lepiej -  będzie miała więcej siły na jutrzejszą walkę w kwalifikacjach – może ciut nóżka się naprawi? 

A sam trening… no cóż porażka. Gdyby był pomiar czasu, jakieś rozgraniczenie pomiędzy tymi, którzy chcą choć potruchtać, od tych co tylko spacerują, miałby sens. Przy ponad 2 tysiącach chętnych zapraszanych na godziny poranne, bo potem będzie upał -  do tego potrzeba minimum nadzoru – choćby lampion mety – został otoczony piknikującymi osobami i ciężko było do niego dotrzeć. 

Lampion mety

Część ludzi rozkładała się na dłuższy  piknik, a 60 miejsc na parkingu… to naprawdę nie jest dużo. Ponoć i transport zorganizowany na trening kulał – na WMOC startuje spora grupa prawdziwych weteranów – wiadomo, że w wieku lat 80 rzadko kto biega jak 35-latek i przejazd zatłoczonym autobusem bez miejsca siedzącego także może być dużym wyzwaniem…