Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OrtInO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OrtInO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2020

Walentynkowe InOwanie

OrtInO wypadło tuż przed wyjazdem na Skorpiona – w czwartek, a na Skorpiona jechaliśmy w piątek. Gdzieś na szeroko pojętym Ursynowie - jako mieszkaniec prawej strony Wisły nie odróżniam Imielina od Starego Ursynowa czy Kabatów. Wszędzie są bloki i bloki i bloki;). A Wszystko łączy KEN – który nieodparcie kojarzy mi się z Barbie;-)
Czy to ten Imielin?

A może ten?
 W każdym razie pojechaliśmy wieczorem gdzieś tam (podobno na Imielin, choć google pokazują Imielin zupełnie gdzie indziej). Start nietypowo – na przystanku autobusowym. No bo gdzie zrobić start, skoro wokoło bloki i tylko bloki?
Start ukrył się w tej wiacie przystankowej
Dostaliśmy mapy, włączyliśmy zegarki i ruszyliśmy…. pod najbliższą latarnię dopasowywać serca do siebie. Serc było 15 – ponoć z okazji Walentynek, choć ciężko zrozumieć ideę budowniczej, bo 15 serc ciężko łączy się w pary – jak nic wychodzą jakieś trójkąty;-) Część serduszek dało się dopasować, część przez podobieństwo wiedzieliśmy, że znajdują się na pustym terenie z górą o nieznanej nazwie. Popodpisywaliśmy na mapie co i jak i poszliśmy. Zaczęliśmy od PK I – bo na tym samym wycinku co start. Potem U, bo widać go było z PK I. A że U na tym pustym terenie z górką, to i pozostałe z okolicy. Ale nie udało nam się dopasować PK A, który gdzieś tu się krył. Podejrzewaliśmy, że na górce, bo tam co chwila błyskały jakieś latarki. Był to na szczęście punkt nadmiarowy, więc nawet go nie szukaliśmy i nie musieliśmy zdobywać góry w stylu alpejskim;-)
Dalej serca powiodły nas za ul. Rosoła. Plątaliśmy się wśród bloków, zbieraliśmy punkty, aż do najdalszego PK Z. Tu gdzieś pojawiła się konkurencja w postaci Darka i Ewy. Mieliśmy mniej więcej połówkę z wymaganych 21 punktów. Został powrót przez te wszystkie zlustrowane i pokręcone serca.

PK L na słupie WN
Na tyle nas te serca pokręciły, że po PK N ruszyliśmy w złą stronę – i zaczęliśmy oddalać się od mety. Na szczęście udało się odkryć ten fakt po 400 m. Zawróciliśmy.

PK C tuż za ul. Rosoła
Przeszliśmy znowu ul. Rosoła i zbieraliśmy ostatnie punkty. Ale coś nam przestało się zgadzać. Mamy na karcie podbitych 18 PK, przy mecie jest jeszcze dziewiętnasty PK H, a gdzie dwa brakujące? Przyjrzeliśmy się mapie…. Wrysowaliśmy je w okolicy PK V, tyle że o nich zapomnieliśmy. Zostało mi tylko wrócić się po nie. Niestety, czas biegł nieubłagalnie. Zaczęły się lekkie minuty. Ale co tam czas – grunt, że mamy wszystko. Niestety przez 16 lekkich minut przegraliśmy pierwsze, a nawet czwarte i szóste miejsce;-(. Za karę nie poczęstowaliśmy się ciastem na mecie (bo to kilokalorie) i poszliśmy w ciszy do domu przygotowywać się na Skorpiona.
Selfie na mecie

A tak wyglądała pogoń za serduszkami

sobota, 18 stycznia 2020

Mordercza skarpa?

Podobno liczba 66 to kwintesencja artyzmu, wolności i swobody duchowej. Jadąc na 66. OrtInO zastanawialiśmy się jak ta wolność duchowa się objawi u budowniczego(ej) trasy TZ. Miejsce startu znaliśmy z jakiejś wcześniejszej imprezy – o ile pamiętam był to jeden z pierwszych Oswojów Smoka. O dziwo, udało się zaparkować tuż obok startu – imprezy w centrum zawsze są ciężkie do ogarnięcia od strony znalezienia miejsca parkingowego – a tu taka niespodzianka;-)

Start było widać z daleka z powodu światełek krążących wokół jednego miejsca w ciemnym parku. Aby nie zwlekać pobraliśmy mapę. Dostaliśmy jakieś takie kropki. Trochę czytania opisu i wyszło, że 1/3 wycinków jest na terenie parku ze startem. Park miał na oko jakiś hektar, kilka alejek, więc przeczesanie każdego drzewa i krzaczka nie wydawało się niewykonalne – czyli nie jest źle (choć wycinki są obrócone i zlustrowane)! Druga 1/3 wycinków była w planie mapy i tylko dwa z nich zamienione miejscami - to także do ogarnięcia. Zostały wycinki czerwone, które trzeba było dopasować do tych w planie mapy. Tu zaczęły się schodki. Jeden wycinek (I,Y) – wiedziałem gdzie jest w terenie – tam była pamiętna „mordercza skarpa”. Kolejny (K,L) dało się dopasować w miarę łatwo. Jeszcze wycinek z PK A obejmował park ze startem, więc sam się wpasował gdzie trzeb. Zostały dwa wycinki, które jakoś do niczego nie pasowały (T,Q i C,F). Ale nie było co stać - był na nich dość charakterystyczny teren, więc liczyliśmy, że gdzieś na trasie się znajdzie.
Startujemy!
Na początek poszedł wycinak A, ale aby nie iść po parku na próżno, dopasowaliśmy 3 punkty parkowe. Gdzieś w zasięgu wzroku kręcił się Marcin K. – wiadomo, skoro on bierze lampion, to jest to ten dobry – mieliśmy te same typy co on, żeby nie było że ściągamy:-)

Nie braliśmy w parku wszystkiego, bo prawdę mówiąc, nie mieliśmy pojęcia, gdzie są pozostałe 3 wycinki, tylko poszliśmy na kolejny wycinek w planie mapy – chyba jedyny miejski (czyli na skarpie). Gdzieś na horyzoncie mignął Marcin, więc wiedzieliśmy, że idziemy w dobrą stronę. Znaleźliśmy PK B i przed nami stanął problem jak przedrzeć się na drugą stronę ul. Puławskiej. Niby ulicę było widać, ale odgradzał nas od niej płot z zamkniętymi bramkami i zaczął do nas zbliżać się groźnie wyglądający ochroniarz. Dziwne to jakieś – niby ogrodzone osiedle, ale tylko od jednej strony! Aby zdezorientować ochroniarza zgasiłem czołówkę i udawaliśmy autochtonów. Chyba dał się nabrać. Za chwilę natknęliśmy się na Maćka idącego z przeciwnej strony. Wyglądał na lekko spłoszonego. Dopytywał się czy my jesteśmy na jakimś zamkniętym osiedlu i czy jest z niego jakieś wyjście. On miał lepiej, bo przed nim było jakieś wyjście, a nas czekało forsowanie zamkniętej furtki, przez którą Maciek prześlizgnął się korzystając z nieuwagi jakiegoś mieszkańca. Znaleźliśmy furtkę, naciskamy przycisk i nic. Ale po kliku sekundach (ochrona? a może jakaś sztuczna inteligencja) ulitowała się nad nami i bzyknął rygiel odblokowujący furtkę. Udało się! Po podbiciu PK Ł, na kolejny wycinek z PK H i N poszliśmy bezpiecznie i… naokoło. Przy PK N spotkaliśmy jakieś tramwaje. Tu dołączał się jeden z czerwonych wycinków, odbiliśmy więc, by podbić na nim punkty (dokładniej to wróciliśmy się – gdybyśmy nie szli naokoło….). Po podbiciu PK K i L poszliśmy dalej, gdy kapnęliśmy się, że to był punkt podwójny! Dopasował się nam jeden z 2 niedopasowanych do tej pory wycinków! Uff.
PK Q

Po zaliczeniu czego trzeba wróciliśmy do jeziorek w parku Arkadia (nawet nie wiedzieliśmy, że się tak nazywa – na nazwę naprowadziło nas zadanie związane z areałem tego parku). Przy PK H znowu natknęliśmy się na Marcina. Albo nam idzie tak dobrze, albo jemu coś słabo – bo powinien być już dawno na mecie;-)

Do tej pory sądziliśmy, że owiany tajemnicą wycinek C,F przedstawia brzeg lasu, ale gdyby ta ciemna plama była stawem? Obeszliśmy oba stawy w tę i we wtę - nie zgadzało się niestety;-( Podbiliśmy więc PK Y i zaczęliśmy wspinaczkę w stylu alpejskim na skarpę, by znaleźć PK Y. Nie wiem co nami kierowało – pewno frustracja z niedopasowania ostatniego wycinka – bo logiczniej było iść dołem do PK S i po drodze rozglądać się, by może coś dopasować, a tak zaliczyliśmy wspinaczkę po pionowej skarpie. I oczywiście po podbiciu PK Y zajście pionową skarpą i wędrówka dalej wzdłuż jeziorek do ostatniego wycinka w planie mapy. Gdzieś tak zaczęło mi świtać, że właściwie może coś by pasowało tu na końcu parku. I rzeczywiście, było drzewo z lampionem na brzegu stawu i widać było półwysep wchodzący w wodę i jeszcze jakiś mokry ciek za ścieżką. Podbiliśmy. I tu pojawił się Marcin zdziwiony, że coś tu podbijamy. I tu następuje moment chwały (fanfary) – uświadomiliśmy Marcina, że jest to PK F! Po chwili oglądania terenu przyznał nam rację! W ramach odwdzięczenia podał nam powierzchnię parku – nam do tej pory nie udało się znaleźć tablicy z tą wartością. Ale po przejściu 10 kroków… okazało się, że jest tablica potwierdzająca ten areał;-) Sami ją znaleźliśmy jakby co:-)

Teraz wdrapanie się na skarpę (kulturalnie schodkami), PK S, D i dochodzimy do ostatniego poza startowym skwerem PK X. Miejsce jest ewidentne, lampionu nie ma. Jest za to znowu Marcin, który mówi, że już 10 minut tu czesze i lampionu brak. Już chcemy komisyjnie wpisać BPK, a tu nagle Marcin dostrzega wpis na mapie uczyniony małymi literkami „PKX: Ile gatunków zwierząt?”. Kolejny uff;-)

Zostały nam jeszcze 3 PK przy starcie. Niedopasowane. Marcin podpowiada, że E to G. Rzeczywiście! Człowiek ślepnie na starość. Brakuje jeszcze 2 PK. Marcin jeszcze podpowiada , że PK W to chyba BP K, bo go nie znalazł. Hmm. Idziemy w park dopasować coś z brakujących wycinków. Nagle dostrzegamy łuk, który przypomina łuk na wycinku A. Jest na nim PK W. Ale jego podobno nie ma…. Trzeba to potwierdzić. Idziemy patrzymy… i jest – minilampion na latarni. Łatwy do przeoczenia! Jesteśmy z siebie dumni. Brakuje jeszcze jednego PK i został jeden wycinek, który do niczego nie pasuje. Przeszukujemy wszystkie żywopłoty (bo taki charakterystyczny jest na wycinku) i wysokie drzewa typu świerk. Jeden świerk w pobliżu PK G by pasował, ale brak na nim lampionu. Co tu dużo pisać, błąkamy się po tym parku zbyt długo. W akcie desperacji idziemy w jedyny nie spenetrowany dokładnie kawałek parku tuż koło startu, bo są tam jakieś krzaki i… eureka! Jest! Mamy komplet. Tyle że minutę w ciężkich;-( Po chwili na metę wpadają Ewa i Darek – im udało się minutę przed ciężkimi;-(
Meta, a w tle nasze "kropeczki"!

No cóż, nie wygramy, ale chociaż nasz ślad ułożył się w ładnego psa z otwartą paszczą;-)

PS. Była w historii jeszcze jedna Mordercza Skarpa :-)

piątek, 17 maja 2019

Trzynastego...

Trzynastka prześladowała mnie od zawsze. Literka Ł ma do siebie to, że zwykle w dzienniku miałem numerek 13. W czasach przed RODO, gdy były tylko nieśmiałe przymiarki do anonimizacji bywałem właśnie 13-stką.
Na 62. OrtInO trzynastka znowu mnie dopadła. Renatę wyraźnie także i na tyle skutecznie, że ją całkiem rozłożyło i na OrtInO pojechałem sam.
Malownicza baza pod kościołem...
Na start trafiłem – kiedyś tu robiliśmy jakieś TRInO po Urysnowskich kamieniach. Zdążyłem przed czasem i miałem komfort wczesnego startu. Obejrzałem mapę i… postanowiłem na początek zaliczyć 13-stkę ze startem, bo nie miałem pojęcia gdzie są następne. Znając budowniczych podejrzewałem liczne punkty podwójne, więc idąc do punktu D zachowałem czujność i dopasowałem drugi wycinek z punktem Z, tuż koło D. Nie jest źle - dwa wycinki to już coś. Jeden z tego zlustrowany.  Przemieszczałem się więc trzymając raz mapę normalnie, a raz nad głowa (tak trzyma się zlustrowane mapy) i szukałem właściwych miejsc. Gdzieś tam koło punktu L na ortofotomapie widać charakterystyczny budynek szkoły, czy podobnej instytucji. Całkiem podobny  zauważyłem na wycinku z PK K. Próbowałem go dopasować, obszedłem szkołę raz i drugi, ale tren się nie zgadzał.  Zresztą widziałem, że kilka osób podobnie krąży w rejonach tej szkoły. Gdy już zniechęcony postanowiłem się wycofać i iść na ostatnie PK z tych pierwszych 2 wycinków odkryłem, że przyszkolne boisko jest na jeszcze innym wycinku. I punkty Q i J to ten sam punkt!  Zresztą podobnie A i L, czyli nogi za pas i powrót tam, gdzie przed chwilą chodziłem. Po przejściu nastu kilometrów nagle trafiłem na kolejną szkołę czy przedszkole. Chwila analizy mapy, krótka konsultacja z Wojtkiem z trasy TU i miałem kolejny wycinek dopasowany i wiedziałem, gdzie jest punkt Y. Został już tylko jeden do dopasowania.  Nagle eureka – pasuje tu  do tej szkoły ostatni wycinek. Owszem dopasowałem, ale za późno – musiałem się znowu wracać do wcześniej podbitego PK Y, który znowu okazał się punktem podwójnym.
Chwila błądzenia przy poszukiwaniu PK C (tu uratowałem zwycięzców, którzy jakoś nie mogli wpasować tego wycinka). Chwila krążenia, bo pomyliły mi się ulice i wszystkie PK zaliczone.
No, nie powiem bym miał przebieg optymalny  - na mapie napisano 3,6 km, a mi wyszło ponad 12…
Krokomierz doliczył te 2 km z normalnego chodzenia za dnia ale i tak dużo wyszło
 No dobra, 2 kilometry to krokomierz naliczył normalnego życia, ale 10 jak nic wyszło! Wszystko przez moje gapiostwo – bo nieraz OrtInO potrafi być zabójcze – tu o dziwo wycinki składały się bardzo charakterystycznymi fragmentami.
Karta jest niezbitym dowodem na błądzenie i wracanie się po podwójne PK
I jeszcze zadania były -  zapomniałem  napisać-  jedno to oszacowanie wysokości rzeźby (to było proste, pod warunkiem znalezienia tej rzeźby) a drugie to azymut na jakiś PK. Gdzieś tam szacowałem na oko niestety wyszła pomyłka większa niż 10 stopni. Dziwi mnie jak udało się bezbłędnie z azymutem trafić zwycięzcom (jako jedynym!)

piątek, 23 marca 2018

Helikopterem na OrtInO

Coś dawno nie byliśmy na normalnych porządnych marszach. Jakoś tak się nie składało, bo albo jakieś BePeKi, albo GeoBePeki, albo maratony, albo normalne BnO. Nastał i czas na OrtInO. 54. OrtInO. Z tego co na szybko policzyłem, to dla mnie okrągła 33 impreza z tego cyklu!
OrtInO zawędrowało na Powiśle, tam gdzie był start Zlotu Mazowieckiego Aktywu InO i trasa, która nie doczekała się do tej pory wyników! Na szczęście z OrtInO wyniki zwykle pojawiają się sprawniej;-)
Na start zdążyłem przed czasem, razem z pierwszymi uczestnikami, którzy szukali miejsca, gdzie by ten start zorganizować. Organizatorzy przybyli prawie równocześnie z nami. Czekając na Moją Drugą Połowę postanowiłem zasunąć kurtkę, bo wiadomo jaką to wiosnę mamy tego roku. Niestety – zamek błyskawiczny mojego ulubionego ciucha wydał cichy jęk i odmówił współpracy. Tak po prawdzie to chyba się obraził i poszedł sobie w świat. Zostałem więc w rozpiętym ubraniu i miałem zacząć już szczękać zębami z zimna, gdy dotarła Renata. Szybko załatwiliśmy formalności i ruszyliśmy w trasę, by nie marznąć. Jako że dostaliśmy mapę w formacie obrusu, chwilę zajęła walka z niesfornym papierem, by jakoś to ułożyć w sposób umożliwiający zapoznanie się z treścią. Treść… no cóż, była jakaś oporna. Jakoś wszyscy stali z dziwnymi minami nad swoimi mapami, a na ich twarzach malowała się co najmniej bezradność. Próbowaliśmy grupowo odpytać autora „co miał na myśli”. Tłumaczył coś, ale nie powiem by to tłumaczenie dużo nam powiedziało. Może poza jednym, że mniejszy labirynt jest bez przekształceń. Nie zostało nic innego jak zaliczyć PK z tego mniejszego labiryntu. Wprawdzie wystarczyło zaliczyć ich 6, ale skoro to był jedyny jako taki przejrzysty kawałek mapy, poszliśmy także na te najdalsze. W jednej chwili przeżyliśmy chwilę grozy, gdy w okolicy Pałacu Prezydenckiego rzucił się na nas uzbrojony funkcjonariusz BOR z karabinem w dłoni krzycząc STOP! Zamarliśmy w pół  kroku, ja wychowany na przygodach Janka Kosa i Hansa Klosa odruchowo zacząłem podnosić do góry ręce. Z plecaczkami, w czołówkach i z wielkimi powiewającymi mapami w dłoniach wyglądaliśmy jednak co najmniej podejrzanie! Na szczęście okazało się, że to rutynowe zatrzymanie ruchu na wyjazd jakiejś rządowej limuzyny. Uff, odetchnąłem i poszliśmy dalej.
Mały labirynt zaliczyliśmy bez problemu. Niestety brakowało jeszcze masy PK. Na dużym labiryncie zauważyłem wjazdy do tunelu. Gdzie jest tunel - wiadomo, tyle, że na mapie coś za dużo tych wjazdów było. Nic, poszliśmy czesać. W ten sposób udało się zidentyfikować wszystkie PK nad Wisłą. Doszliśmy do północnego końca mapy. Postanowiliśmy iść po obrysie obrazka, bo tam powinny być gdzieś dalsze „rogi” labiryntu. Nawet udało się znaleźć lampiony tam, gdzie być powinny. Obskoczyliśmy tak wszystkie fragmenty, które  udało nam się połączyć. Został jeszcze do zaliczenia dopasowany koło mety wycinek z PK 25, ale brakowało nam jeszcze jednego. Rzutem na taśmę dopasowaliśmy PK 18 przy Muzeum Chopina. Udało się zebrać komplet, choć lekko po czasie. Gdybyśmy się pospieszyli… a tak 3-cie miejsce przegraliśmy o minutę! Za to z trasy wyszedł nam ładny helikopter;-)

niedziela, 31 grudnia 2017

Zagubione antenki

Ostatnia tegoroczna impreza MnO w postaci OrtInO. Zaczęło się pechowo – w ramach intensywnych przygotowań do Ełckiej Zmarzliny Moja Druga Połowa nadwyrężyła sobie wiarę w lepsze jutro, a dokładniej kolano. Bo my się przygotowujemy tak matematycznie do tego startu – na reprezentatywnej próbce dystansu docelowego (jakieś 10%) testujemy nasze możliwości i ekstrapolujemy wynik na cały dystans. Ta ekstrapolacja wychodziła całkiem optymistycznie aż do tej awarii kolana. Teraz zastanawiam się jak ekstrapolować to kolano na cały dystans…
Ale wracając od OrtInO – chcąc nie chcąc poszedłem sam. Wiadomo – po ciemku niedowidzę, a szukanie elementów wspólnych na ortofotomapach nie jest moją najmocniejszą stroną. Dostałem mapę pełną choinek i gwiazdek z pourywanymi antenkami i poszedłem w świat. Wydawało mi się, że na choince widzę jakąś większą ulicę - czyżby Trasa Toruńska? Na szybko poprzypisywałem brakujące antenki do gwiazdek, a nawet powymieniałem pomieszane elementy choinek. Gorzej było to wszystko połączyć w kupę. Był niby tajemniczy „schemat” u dołu, ale dużo on nie pomagał. Podbiłem PK na gwiazdce startowej i poszedłem w stronę Trasy Toruńskiej. Ooo, jakieś bloki podobne do tej drugiej gwiazdki! Patrząc na cienie wyszło, że gwiazdka musi być obrócona o 180 stopni – jest budynek pomiędzy blokami i jest lampion tam, gdzie być powinien! Dobra nasza! To teraz trzeba by poszukać tej urwanej antenki – pasuje tu PK L lub PK N. Chodzę, patrzę, nic się nie zgadza, lampionów brak. Odpuszczam i idę dalej na wschód. O! Jakaś szkoła i z boiskami – jest coś takiego na choince – PK H i reszta. Ale otoczenie znowu się nie zgadza. Obchodzę szkołę z jednej i z drugiej strony. Kicha. Wracam więc do gwiazdki, by coś znaleźć. Po drodze trafiam na jakiś pawilon handlowy. Eureka! Mam coś takiego na drugiej choince! Uff, odnalazłem się. I nagle olśnienie – na mapie jest jeszcze jedna szkoła – na gwiazdce! I ta się zgadza! I kolejne olśnienie – nie doczytałem, że urwane antenki złośliwy autor zlustrował i przeskalował! Jestem w domu. Może nie optymalnie, ale obchodzą gwiazdkę i choinkę. Wracam na tą drugą gwiazdkę, szukam jeszcze raz lampionu na antence zlustrowanej – trochę pasuje, ale jakby autorowi coś się lekko przekręciło. Biorę. Wychodzi mi PK potrójny – znając autora to prawdopodobne. Brakuje jeszcze kilka PK do kompletu, czas się kończy. Ale nie biegam. Logika mówi, że ostatnia choinka będzie na zachód, gdzieś koło pętli tramwajowej. O, jest ta pętla nawet na choince! Docieram na metę po czasie, jeszcze zadania. Azymut na oko ponad 100 stopni wychodzi… koryguję na trochę mniej. Odległość na oko pomiędzy 300 – 400 m. Znając konkurencję, czasem wszystko położyłem.
Następnego dnia wyniki….. mam 3 stowarzysze. Patrzę na wzorcówkę… jak się okazuje, tę drugą gwiazdkę wpasowałem w zupełnie inne miejsce! A prawie się zgadzało! I gdybym wpisał zadania jak na początku typowałem… a tak wstyd, ostatnie miejsce I ciągle się zastanawiam jak to jeden zespół zawsze bezbłędnie robi zadania – tego się nie da – w warunkach polowych pomiar azymutu jest obarczony sporym błędem i statystyka mówi, że nie daje się zawsze bezbłędnie wstrzelać w wynik… W przyszłym roku to ja będę bezbłędnie rozwiązywał zadania a co!