wtorek, 23 sierpnia 2022
Mierz siły na zamiary.
sobota, 20 sierpnia 2022
W roli trenera - czyli Sterani z PUKSem
Od dłuższego czasu próbuję namówić ludzi biegających z Zielonce (w ramach treningów realizowanych przez OKiS) na biegi na orientację. Wreszcie mi się udało. Namówiłem Mariusza. Padło na PUKsowy trening na mapie Sterani.
Sterani to genialny teren – górki kopczyki, mech, w miarę mało zielonego łapiącego za nogi. Szczególnie po deszczu wygląda to bajkowo. Mapa ma jedną „wadę” – rysowana jeszcze starymi metodami, w żaden sposób nie chce się nanieść na rzeczywiste ukształtowanie terenu. Na szczęście przy małych odległościach pomiędzy lampionami (mapa jest używana w skali 1:5000) błąd nie jest taki duży, gorzej gdy trafia się dłuższy przebieg na azymut…
Czwartkowe popołudnie, upał, słońce. Dojechałem na miejsce równo z Mariuszem. Zaczęliśmy od krótkiego instruktażu: „To jest mapa, to kompas…”. Wiem, wiem wiele nowych pojęć dla początkującego….
Nie ma co gadać – trzeba w las. Do startu kawałek. Można pokazać w terenie co oznacza zielone, a co białe;-)
![]() |
| Ostatnie zerknięcie w mapę i ruszamy |
Ruszamy. Mariusz przodem (jak by co, biega szybciej), ja za nim patrząc gdzie się zgubi. Jak to na treningu, długi dobieg na pierwszy PK omówiliśmy wcześniej: ścieżką do końca, potem albo ominąć, albo przez zielona, a potem na azymut spory kawałek. Mariusz ruszył z werwą. Trochę przystopował gdy skończyła się ścieżka, ale dalej śmiało ruszył przez krzaki i dalej na azymut. Znosiło go w prawo, ale nie korygowałem i wybiegliśmy na PK 16 zamiast na PK 1. Ale i tak całkiem dobrze poszło jak na pierwszy raz!
![]() |
| Dobieg do PK1 - jak na pierwszy raz na azymut całkiem dobrze! |
Na mapie mało dróg, więc w praktyce biega się na azymut. Oczywiście na PK 2 także wg wskazań kompasu. I tu dałem ciała. Byłem pewien, że znowu zniosło nas w prawo, ale okazało się, że lampion sprytnie schował się w dołu, na który wybiegliśmy. Ja byłem pewien, że jesteśmy przy dołkach bardziej na południe, więc niepotrzebnie szukaliśmy lampionu na północy. Normalnie wstyd;-)
![]() |
| Tak to bywa gdy lampion jest ukryty na dnie dołka... |
Do PK 4 było łatwo trafić – bądź co bądź, przy brzegu pola uprawnego. Gorzej było dotrzeć do PK 5 – na drodze stanęło ogrodzenie i zabudowania, których nie ma na mapie! Tu pierwszy test rozdzielenia się – Mariusz pobiegł samodzielnie omijając krzaki z prawej, a ja jak typowy orientalista - po kresce. Z pewnymi problemami, ale szczęśliwie Mariusz dotarł do PK 5.
![]() |
| Bieganie przez krzaki jest szybsze niż naokoło - dzięki temu zrobiłem zdjęcie przy PK5;-) |
Kolejne rozdzielenie się po PK 7. Lampion PK 8 w praktyce był widoczny z PK 7. Mariusz prowadził tym razem za bardzo w lewo – w krzaki. Ja po cichutko podbiegłem do lampionu i czekałem aż dotrze. Mija minuta, dwie - Mariusza ani śladu. Inni podbijają PK, a Mariusza dalej nie ma. Wreszcie coś zaczęło szeleścić w krzakach na północ od lampionu i po chwili pojawia się wyczekiwana czerwona koszulka Mariusza.
![]() |
| Sesja zdjęciowa przy PK8 |
Dalej nawiguje Mariusz i dalej znosi nas w prawo. Na dłuższym przebiegu do PK 15 znosi nas do drogi na skraj lasu. Mariusz biega szybciej, więc mówię biegnij i nie oglądaj się na mnie. Mariusz wybiera przebieg naokoło drogą, ja skręcam w las na azymut. Wkrótce się spotykamy – choć różnymi wariantami obaj przebiegliśmy punkt – tu wyszła ta rozbieżność mapy z terenem, o której wcześniej pisałem (w moim przypadku – wariantu azymutowego).
W okolicach PK 17 dogania nas Marcin. O dziwo, na PK 18 nie wbiega na lampion idealnie- szuka go na innym kopczyku. Do mety niedaleko – sugeruję Mariuszowi, by spróbował utrzymać się za Marcinem – wiem że to nie jest takie łatwe. Bierze go ambicja i próbuje go gonić. Gdzieś za PK 21 znikają mi z oczu. Z wyników widać, że trzy kolejne punkty zdołał utrzymać się z Marcinem i odpadł dopiero przy dobiegu do mety. W każdym razie pierwsze przetarcie w BnO zaliczone. Jak było widać po biegu, kilka strat w postaci podrapanych nóg w ramach chrztu Mariusz zaliczył. Ciekawe czy da się wyciągnąć na jakiś kolejny trening. Na razie ze znajomych na FB mnie nie skasował!
![]() |
| Już na mecie - zasłużone ciasteczko i analiza wyników |
czwartek, 28 lipca 2022
Trasa na czas Zarazy
W środę upał niemiłosierny. Coś mnie zaczęła pobolewać głowa. Zuzia okazuje się, że w weekend była na koronaweselu – jej chłopak ma Covida, ja lecę do apteki, by kupić dla nas testy. W tym czasie w pracy oficjalne ogłoszenie o zachorowaniu. Do końca tygodnia idziemy na pracę zdalną. Wyjmuję test i zaużywam w pracy. Nic nie wykazuje. Wszyscy powoli ulatniają się na pracę zdalną – ja zostaję do końca, bo o 17:30 niedaleko pracy kolejny trening.
Przebrany docieram do Rajszewa. Organizator właśnie wrócił ze stawiania lampionów i organizuje biuro. Jestem trzeci w kolejce, biorę mapę, coś tam popijam i niechętnie ruszam w las. 32 stopnie to stanowczo nie jest temperatura do biegania!
![]() |
| Start ukryty gdzieś w trawie |
Jedynki szukam o jedno zagłębienie za wcześnie. Zły prognostyk. PK 2 w krzakach, których miało nie być! Skoro PK 3 jest na zielonym na mapie to…. Lepiej dotrzeć tam drogą! Niestety, droga także powinna być oznaczona kolorem zielonym;-) Pierwsze trzy PK przeplatam się z biegaczem z psem. Zawsze myślałem, że pies pomaga (czytaj prowadzi po tropie tego, co stawiał punkty, wprost do lampionu), tu jednak to mi idzie stanowczo lepiej;-)
Ruszam się jak mucha w smole. Głowa nap… znaczy pobolewa i jakoś tak mi sucho w ustach i ogólnie jakoś marnie.
Przebieg do PK 9 przez całą mapę. Także przez biuro. Normalnie powinien być tu punkt wodopojowy przy takich warunkach pogodowych! Po takim meczącym przebiegu do PK 10 mam zawahanie i szukam lampionu nie na tym szczyciku co trzeba.
Ogólnie brakuje sił i powstają wtopy przy PK 13 (znowu PK 13???), którego szukam za bardzo na północ, a potem przy PK 19, którego szukam za wcześnie (coś mi tam mignęło kolorowego przed oczami, ale to chyba z przemęczenia jak widać).
Teren ciężki – wysokie trawy ukrywające gałęzie, pieńki, dołki, ostre słońce świecące ciągle w oczy. Próba przyspieszenia zaraz skutkuje próbą skręcenia kostki. Temperatura i samopoczucie także niesprzyjające – słowem wlokę się, a nie biegnę.
Na PK 20 znowu przebiegamy obok biura – normalnie autor trasy się nad nami znęca – aż chce się zakończyć bieg w tym miejscu i nie męczyć się dalej! Ale dam radę, zostały tylko 3 punkty! (no cóż takie dalekobieżne, ale tylko trzy!)
Docieram na metę wycieńczony, wprawdzie z kiepskim czasem, ale dumny, że dałem radę.
![]() |
| Jakiś taki trochę niewyraźny jestem |
W domu samopoczucie coraz gorsze – następny dzień zaczyna się gorączka i... pozytywny wynik testu na koronowirusa. No cóż, czeka mnie dobry tydzień zesłania i odpoczynku od biegania….
środa, 27 lipca 2022
Przystanek z rozpędu
Jak się biegało w sobotę, to trzeba i w niedzielę. Tak z rozpędu, by nie wyjść z wprawy. Tym razem… także z PUKSami, tyle, że w Legionowie, na mapie „Przystanek”. Swoją drogą często te nazwy map są bardzo abstrakcyjne. Tu Przystanek, tam jedna Niewiadoma, druga Niewiadoma i inne takie….
Renata dalej niedysponowana, więc samotnie. Miejsce startu takie „mniej typowe”. Wąska droga, trudno zaparkować, gęsty las, a start w środku krzaków. Na tym Przystanku fajne są takie powojskowe nasypy i rowy – pamiętam je z jakiegoś pierwszego w życiu treningu PUKsowego i nieustannie mnie zachwycają – tyle, że tym razem będą gdzieś daleko od startu.
![]() |
| Organizatorzy ze sławnym pudełkiem "KLUCZE" |
Na start idę za kilkoma osobami. Ma być przy paśniku, gdzie urywa się ścieżka. Pierwsze wyzwanie to znaleźć ten paśnik. Po chwili udaje się. Reszta biegnie na wariant B, więc pipam i startuję. Lecę w największe krzaki. Co tam wiele mówić, mało tego „lecenia”, raczej mozolne przedzieranie się przez gęstwinę. Wreszcie wypełzam z krzaków, trafiam na rów, który ma mnie doprowadzić do lampionu. I doprowadza.
![]() |
| Do startu gotowy! |
Las mało przebieżny – sporo krzaków i gałęzi leżących na ziemi – więc rowem, a potem drogą do kolejnego PK. Do PK 3 na krechę przez jakieś bagno. Środek lata, upały więc na szczęście bagno suche, zostały tylko pokrzywy i krzale.
Koło PK 5 poznaję teren – kiedyś się tu gubiłem. Tym razem także coś mi się nie zgadzają drogi i lekko naokoło docieram do punktu.
Podobnie jak w sobotę, twardo trenuję bieganie na azymut bez kręcenia pierścieniem kompasu. Idzie znośnie!
PK 6 – tu zawsze się gubiłem, ale tym razem udaje się – bez skuchy! I odkąd pamiętam jest to obszar gdzie „od zawsze” leży masa gałęzi i biegać się nie daje.
Do PK 7 ścigam się z zagraniczną konkurencją (tak, tak – trening międzynarodowy normalnie!) poziomu Elita. I co tu dużo pisać, mój azymut jest lepszy – pomimo 2 razy mniejszej prędkości biegu jestem pierwszy przy lampionie! Ale tylko na chwilę – konkurencja zaraz znika w sinej dali…
PK 8 ma być koło paśnika. Sęk w tym, że paśnika nie ma. Znaczy jest, ale tylko na mapie. Dołka z lampionem nie widać. Wskazuje mi go litościwie grzybiarz – okazuje się, że o kilka kroków ode mnie, ale tak ukryty…
![]() |
| Zamiast paśnika powinien być narysowany "Grzybiarz" |
PK 9, 10,11,12… Do PK 13 postanawiam ciut podbiec drogami. Znajduję lampion, ale ma się on nijak do terenu. Mapa Przystanek jest specyficzna – nawet bardziej niż Niewiadoma – nie daje jej się zupełnie dopasować do terenu. Trzeba by jakoś nieliniowo dla fragmentów zmieniać skalę. Lampion na pewno stał nie tam, gdzie powinien (widomo trzynastka) – stąd do kolejnego PK ciut zbaczam.
![]() |
| Pechowa 13-ka nie tam gdzie trzeba;-) |
Do PK 15 zaczynam biec na azymut a tu.. ściana krzaków. Skręcam i obiegam drogami.
Na kolejnych lampionach PK 15, 16, 17 już byłem wcześniej, ale i tak udaje mi się coś zboczyć z dobrego kierunku na PK 17 – czyżby zmęczenie?
Zostaje dłuuuugi przebieg do PK 18 (tożsamego z PK 1) i przedzieranie się krzakami na metę.
Wyszło coś ponad 8 km (nominalnie 7,1 km) i pozwoliło się całkiem miło zmęczyć. Na mecie coś tam o kolejnym treningu było już słychać…. Pracowite lato mnie czeka!
Trening z Niewiadomą
Zawsze lubiłem treningi na Niewiadomej. Oczywiście chodzi o mapę „Niewiadoma”: kilka górek, dużo fajnego niezakrzaczonego sosnowego lasu, zielony mech… Taki trochę „bajkowy krajobraz”.
Renatę z tej przyjemności wyłączyła jakaś angina, czy inna infekcja rzucająca się na gardło.
![]() |
| Tam w oddali start |
![]() |
| O właśnie na tym szlabanie |
Sobota, sucho, gorąco – typowa letnia pogoda. Na starcie już trochę aut i nikogo oprócz organizatorów – znaczy wszyscy w lesie. Biorę mapę, pik (clear), pik (check) i pik (start). Co ja pisałem? Że mało krzaków? Chyba na wyrost! Od startu do PK 1 krzaki, aż nie chce się w nie zagłębiać. Obiegam naokoło – zawsze to trochę lepiej. Choć post factum widzę, że znacznie krócej i wygodniej było obiec z drugiej strony ścieżką, prawie pod sam lampion;-)
![]() |
| A mogłem biec tą drogą po lewej... |
Poprawiam się na kolejnych punktach. Las zaczyna być przebieżny i bajkowy. Jak trening to trening – próbuję biegać bez kręcenia tarczą na kompasie. Nawet wychodzi. No dobrze, przy PK 9 znosi mnie w lewo, ale i tak idzie dobrze jak na tę technikę nawigowania kompasem. Kolejna odchyłka przy długim przebiegu na PK 12 – pudłuję o „jedną dziurę” w lewo. Tu gdzieś zza krzaków wybiega Hania – a myślałem, że już nikogo w lesie nie spotkam!
Przede mną PK 13 na samym północno-zachodnim skraju mapy. Na mapie – jeden jedyny dół gdzieś pod koniec wydmy. Jest koniec wydmy – jest dół – bez lampionu! Jest kolejny dół – bez lampionu! Cofam się – jest następny superdół (obniżenie) bez lampionu! Jestem skołowany. Niby granica młodnika wskazuje, że gdzieś tu powinien być lampion…. Zostaje odszukać ścieżki i od tej strony szukać lampionu. Jest wreszcie – niedbale rzucony na dno najmniejszego z przeszukanych dołów;-(
![]() |
| Poszukiwania PK 13 |
Dalej idzie bez problemów, no może poza przedzieraniem się po kresce przez największy gąszcz przed PK 17 (zamiast go obiec jak cywilizowany człowiek).
![]() |
| Lampion z klubowym kodem 44 (podwójny PK 2/9) prawda, że bajkowo? |
Wyschnięty na wiór, lekko podrapany, docieram do lampionu „Meta”. Przy sczytywaniu chipa autor trasy narzeka, że mapa jest niezbyt dokładna, bo kreślona dawno temu i łączona z dwóch kawałków. Rusza mnie sumienie i obiecuję przeliczyć nowe poziomnice z najnowszych dostępnych danych lidarowych. Ciekawe czy następny trening będzie już na ulepszonej mapie?
![]() |
| Już na mecie - spocony i lekko podrapany;-) |
wtorek, 26 lipca 2022
Wawel Cup - Etap 5, czyli jak pomylić północ z południem.
niedziela, 24 lipca 2022
Wawel Cup - Etap 4, czyli nie ma się co spieszyć.
![]() |
| Gotowi do wymarszu. |















































.jpg)



