środa, 28 września 2022
Warsaw Orient Races - ostatnia szansa na Pradze.
wtorek, 27 września 2022
Góra Nocą
Zbliżają się wielkimi krokami Mistrzostwa Polski w Nocnym Biegu na Orientację. Kiedy to ja ostatnio biegałem nocą po lesie? Na pewno dawno, dawno temu (chyba dokładnie rok temu)… Rok temu przed mistrzostwami była seria treningów – np. sławne UNTSowe robione przez Fryderyka. W tym roku rzutem na taśmę pojawiły się dwie inicjatywy – pierwsza to Rozbiegana Góra Nocą – jak łatwo domyśleć się w Górze Kalwarii.
Do wyboru był 5-cio kilometrowy nocny cross i BnO. Dawało się wystartować w obu i do końca nie byłem zdecydowany, czy czasem nie zrobić 2-in-one. Troszkę odstraszała długość BnO dla kategorii C, wynosząca nominalnie ponad 7 km, czyli realnie po nocy jakieś 10+. W końcu zdecydowałem się tylko na BnO
Dojazd do Góry Kalwarii w piątkowy wieczór to małe wyzwanie – szczególnie, gdy remontowany jest most na Wiśle w pobliżu Góry. Nawigacja poprowadziła mnie egzotyczną drogą i udało się dojechać na czas, a nawet przed czasem.
W bazie jeszcze pustki, za chwilę dojeżdża Przemek. Oczywiście rowerem;-) Za chwilę wpadają biegacze z crossu – zmęczeni, spoceni, ale wyraźnie zadowoleni. Start BnO za obwodnicą – trzeba dojść kawałek obok MacDonalda, gdzie kręcą jakiś film. Start w środku lasu. Czekają już przygotowane linie startowe i mapy na ziemi. Tłum umiarkowany, ale zawsze start masowy po nocy robi wrażenie.
![]() |
Mapy czekają na nas w dwuszeregu |
![]() |
Przed startem od czołówek robi się jasno... |
Coraz jaśniej od czołówek, odliczanie ostatnich sekund i lecimy. Dobra lecimy, ale gdzie ten start na mapie? Odwieczny problem biegaczy BnO:-).
Po dłuższej chwili lokalizuję trójkąt startu, ustawiam azymut i ruszam. Widzę, że większość biegnie bardziej w prawo, ale mają być rozbicia, więc biegną swoje. Dopiero po chwili dociera do mnie, że bywalcy po prostu omijają wały strzelnicy! Ja tam nie jestem cienias i nie wymiękam, biegnę swoje!
W świetle czołówki ukazuje się wał strzelnicy. Prawie pionowy! Znajduję jakieś zagięcie wału i wspinam się grzęznąc w jakiś jeżynach. Ale udaje się. Zbiegam z wału i za chwilę wczołguję się na następny. Tu górą widzie droga, więc biegnę nią w kierunku końca strzelnicy. Tam ma być dróżka na pierwszy PK. Zauważam koniec strzelnicy i orientuję się, że jeszcze nie przebiegłem strzelnicy w poprzek. Były dwa wały, ale to był tylko jakiś „przydupnik” strzelnicy właściwej! Zbiegam w dół i lecę do następnego wału. Ten jest już ekstremalnie stromy! Na czworaka, krok do przodu i zjeżdżam z ziemią dwa kroki! Zwiększam kadencję i tym sposobem udaje mi się wdrapać na szczyt!
Znajduję ścieżkę i lecę do PK 1. W lesie widać ostatki świecących czołówek – moja trasa była wyraźnie nieoptymalna. Skręcam w las w poszukiwaniu dołu z lampionem. Patrzę na mapę – dołek ma być w obszarze otoczonym warstwicą. Wszystko malutkie na tej mapie i wychodzi mi, że to obniżenie. Szukam obniżenia. Tyle, że w nim ani śladu dołka! Dłuższa chwila błądzenia, chwilami po dość gęstym podszyciu, aż wreszcie dostrzegam na mapie, że to powinno być na górce, tuż obok drogi – wracam więc do drogi i lokalizuję lampion bez problemu. Obok tylko jedna, czy dwie ostatnie czołówki, w tym jedna Uli.
Wiadomo - pierwszy PK to zawsze problem (dla mnie). Teraz idzie już znacznie lepiej. Ustawiam azymut i lecę gdzie trzeba.
Przy PK 3 las ożywa – kręci się tu kilka osób, bo to punkt węzłowy. Z tego co mówił budowniczy przy starcie, trasa C ma aż 13 wariantów!
Na PK 4 staram się ile się da, biec ścieżką. Zresztą spory kawałem za aktualną Mistrzynią Świata! Widać mamy ten sam przebieg i PK 4 szukamy w pierwszym odruchu nie na tej muldzie co trzeba.
Wszystko idzie dobrze aż do PK 8 – węzłowego (tego samego co PK 3). Lecę na azymut, ale jak potem się okazuje, odmierzam się od złego miejsca. W efekcie znosi mnie w lewo, trafiam w jakieś krzaki i ostatecznie odmierzam się od ścieżki za punktem.
Teraz długi przebieg do PK 9. Długi, ale prosty. Potem PK 10 na górce i długi powrót do PK 11 tożsamym z PK 1 – tym razem znalezionym bez problemu.
Do mety już niedaleko – biegnąc na PK 11 widziałem grupę światełek biegnących do ostatniego punktu w lesie PK 15. PK 12 – tożsamy z PK 8, tym razem trafiam bez problemu. Czas na PK 13. Niecałe 200 m do jakiegoś młodnika i szukanie dołu przy rowie. Jest granica kultur, wbiegam w las, jest jakaś namiastka ścieżki…. Nie ma dołka. Ciut dalej jest rów, ale coś nie ten kierunek. Głupieję. Szukam więc wału, który miał być dalej – nie ma…. Wracam się, szukam… nie ma. Wychodzę na brzeg młodnika, znowu szukam, znowu nie ma. Kolejna próba – do drogi na północ od PK i od skrzyżowania na azymut…. Nie ma dołka;-( Teren nie zgadza mi się z mapą – nie ma tych wałów tylko jakieś rowy. Znowu wracam się do skrzyżowania i wreszcie… SUKCES. Patrząc na wydruk, przebieg PK 12-PK 13 czyli 165m zajęło mi prawie 20 minut, czyli jakoś tak 120 minut/km;-)
![]() |
Feralna 13-stka i moje błądzenie |
![]() |
Na mapie jest wał i rów. W terenie... same rowy to było mylące;-) |
Dalej już prosto. Przy PK 15 po raz kolejny spotykam Ulę. Wiadukt, róg płotu, potem słabo widoczną ścieżką do furtki na stadion. Próbuję coś skrócić, ale krzaki, więc wracam. Finisz na stadionie.
Czas nie jest rewelacyjny – prze tę feralną 13-stkę, gdzie straciłem co najmniej 15 minut. Jakby zsumować pozostałe dwa większe błędy, jak nic wyszłoby 20 minut krócej – czyli wynik jakiego oczekiwałem. Jak nic, do MP trzeba wyeliminować takie duże błędy i trochę tych małych, a będzie znośnie;-) Kolejne nocne biegnie już za kilka dni w ramach Mistrzostw Mazowsza.
czwartek, 22 września 2022
6 minut
Ten tekst przeczytasz w 6 minut.....
Rajd Źródeł Chodelki jest specyficzną imprezą w PMnO. Lokalizuje się gdzieś tak pomiędzy Jaszczurami, Skorpionem, a Roztoczańską 13. Rzadko zaglądają tu biegacze z Top Ten PMnO, bo wymiar imprezy jest bardziej przygodowy niż sportowy. Przygodowy przez: specyfikę map - weźmy jak najgorszą dostępną mapę np. 100-kę przeskalujmy na 50-tkę, dobór punktów - punkty są bardziej krajoznawcze, często przy głównych drogach i rzadko dające możliwość powalczenia z wariantowością oraz technologię - częste błędy na mapach, płaskie lampiony itp. Ale Chodelka należy do tej magicznej triady z Lubelszczyzny – razem ze Skorpionem i Roztoczańską 13 zahacza o wąwozy, sady, czasem sporo błota i … rodzinna atmosfera. I najważniejsze - rogaining. Może ubogi pod względem możliwości wyboru wariantów, ale zawsze;-)
Rok temu nie udało mi się pojechać na Chodelkę – może i dobrze, bo była to edycja „podwodna” ;-). W tym roku zapowiadało się lepiej, zwolnił mi się termin, więc w ostatniej chwili podjąłem decyzję wyjazdu. Wyszedł wyjazd razem z Tomkiem Dudą – potencjalnym zwycięzcą;-)
Tym razem baza w remizie OSP w Słotwinach. Taki koniec świata. Nawet telefony komórkowe nie działają;-). Pogoda dopisuje – słoneczko wygląda zza chmur i przed startem zmieniam koszulkę na taką z krótkim rękawkiem.
Odprawa. Mapa A3 + rozświetlania. Ale koszulki na mapę już nie ma – dobrze, że mam swoją. I zaczyna się zabawa. Na mapie są powielone punkty 63 i 64 – trzeba je przemianować. Na niektórych rozświetleniach nie ma numeru PK. PK 13 na samym końcu mapy to tylko drogowskaz do PK 92. PK 81 w rozwidleniu jarów niedostępnym przez wiatrołomy. Ot, takie typowe odprawowe informacje;-)
Mapa pozwala na dwa warianty: na wschód od bazy – można uzbierać około 50 PP, punkty są blisko siebie, znacząco mniej niż 50 km, tyle że po nich mało czasu, by dotrzeć na zachodnie, najbardziej wartościowe PK. Wariant zachodni, gdzie można zebrać ok. 100 PP, ale są długie przebiegi i nie ma możliwości sensownego skrócenia trasy, gdy coś nie wyjdzie. Na zachodzie są dwa skupiska punktów i właściwie pozostaje tylko decyzja czy najpierw te południowe, czy północne.
![]() |
W prawo czy w lewo? fot. D.Czechowicz |
Ruszamy w większości na wariant zachodni. I to w wersji południowej. Pierwszy PK 11 - kapliczka przy asfalcie – niecały kilometr od bazy. Wszyscy biegną tempem na rekord świata. Ja jakoś zostaję lekko z tyłu;-(. Przy kapliczce widzę grupę najlepszych skręcającą w prawo na PK 53 i 54 – czyli jednak oni wybrali wariant północny – ja nie czuję się na tyle mocny, by tak zaryzykować. Tu na powrocie jest z 15 km tylko z trzema dość wartościowymi PK i to trochę poza optymalną trasą. Jak będzie brakowało czasu to spora strata punktowa, a te 15 km trzeba przebiec.
PK 32 wydaje się banalny – na prawo od asfaltu, przed zabudowaniami Karczmisk ma być droga gruntowa i ze 100-200 m dalej jar, a tam w jego rozgałęzieniu lampion. Jest nawet rozjaśnienie. Na nim to samo. Jest droga wprawo, gdzieś tam widać zarośla – wszyscy skręcają, ja także. Dogania mnie Hubert, który wybiega z jakiś krzaków - widać szukał jaru wcześniej. 100, 200, 300, 400 metrów - jaru nie widać. Konsternacja. Z Hubertem zbiegamy do zabudowań. Tu znajdujemy tych, co biegli przodem. Burza mózgów. Dla mnie jest stanowczo „za daleko od asfaltu”. Innym chyba także, więc wracamy przez wieś do głównej drogi wypatrując jaru – miał dochodzić do zabudowań. Jest asfalt, jaru nie ma! Ja, Hubert i jeszcze jeden zawodnik wracamy asfaltem (można namierzyć się z naświetlenia) w poszukiwaniu właściwej drogi gruntowej, zaś dwójka zostaje w miejscu i coś kombinuje. Przebiegamy 100 czy 200m i drogi nie ma, ale po drugiej stronie asfaltu widać krzaki jakby tam był jar. Olśnienie! Na rozjaśnieniu nastąpiło skomasowanie mapek w taki sposób, że wszyscy patrzyliśmy na asfalt z innego wycinka! A asfalt rzeczywisty puszczony został drogą gruntową z mapy i jaru trzeba szukać po drugiej stronie drogi! Teraz wszystko się zgadza! Ta dwójka co została w wiosce musiała na to wcześniej wpaść niż my! Taki drobiazg, a wyszło pond 2 nadmiarowe kilometry na punkt o wadze 3!!
![]() |
Poszukiwania PK 32 |
Teraz ponad 3 km na PK 47. Trochę asfaltem, potem przy lesie. Może nie w pełni optymalnie. Gdzieś tam miejscowi pracujący na polu z zainteresowaniem pytają czego szukam. Jak to czego? Dębu! Mówią, że dobrze biegnę, prosto do asfaltu, a potem za boiskiem. Wprawdzie na mapie nie ma żadnego asfaltu, boiska, a nawet drogi przy tym PK, ale wiadomo - mapa stara…
Jest wreszcie dąb Władek z Zagrzempy (tak jest napisane na mapie jakby ktoś się pytał). No, może dąb to za dużo powiedziane – raczej pozostałości po bardzo solidnym drzewie. Ale ciągle zielone!
Gdzieś tam na horyzoncie przede mną mignęły mi jakieś sylwetki. To pewno Hubert i ta parka co dobrze poradziła sobie w Karczmiskach.
Przez las do PK 63 – w opisie wyczytałem „leśne miejsce na ognisko”, ale okazuje się że to kapliczka. Złożenie mapy w koszulce poskutkowało złączeniem dwóch opisów;-) Przed PK 63 widzę konkurencję odbiegającą od PK – ich przewaga trochę stopniała!
Kolejny PK ma numer 71. Grodzisko za rzeką – Chodelką. Biegnę leśnymi drogami – na mapie jest jedna, w terenie co chwila się rozwidlają, więc na azymut w poszukiwaniu mostu.
Od punktu odbiega konkurencja. Utrzymuję dystans. Niestety, nie znajduję lampionu od razu. Myli mnie opis „Kępa drzew na zewnętrznym wale”. Szukam jakiś wałów, ale nie znajduję – a lampion dynda wesoło na drzewie na skraju łąki, a wału nie widać…
Teraz kolej na pierwszą dziewiątkę – PK 91. Opis wydaje się zwyczajny „Wierzba pomiędzy chatami, a Chodelką”. Zaraz za mostem widziałem sensowną drogę, nawet ze szlakiem rowerowym w tamtym kierunku. Próbuję ściąć przez łąkę, ale okazuje się, że to jakieś zaorane pole z odrostami i człowiek zapada się po kostki w ziemi. Wracam więc kulturalnie drogą do mostu. Do punktu jakieś dwa kilometry. Droga porządna, ale biegnie bliżej rzeki niż ta zaznaczona na mapie, za to idealnie na punkt. Do punktu już niedaleko, a droga zaczyna być mokra. Najpierw daje się wodę ominąć bokiem, niestety tylko przez chwilę. Buty mokre – brnę dalej. Na mapie owszem, jakieś niebieskie kreski, ale co się stało z tą porządna drogą, że nagle zanikła? Próbuję wałem nad rzeką, ale tu jeszcze gorzej – pokrzywy, chaszcze. Widzę ze 150 m przed sobą wierzbę (chat nie, ale to jedyna wierzba w okolicy) tylko jak do niej dojść? Wreszcie się udaje! Okazuje się, że to jakiś skansen! Przypominam sobie, że na tym szlaku rowerowym było coś o skansenie Żmijowisko i odległości 2.9 km. Pewno szlak rowerowy omijał lukiem tereny podmokłe. Zyskałem może 900m, ale jakim kosztem!
Czas lecieć dalej, do PK 82 – czyli kolejnego grodziska (opis: pagórek w sadzie). Na szczęście porządną drogą. Na mapie koło tego grodziska są narysowane tory kolejowe. Oczywiście nie ma po nich śladu. Zamiast torów jest asfalt. Patrzę na te sady wypatrując pagórka. Jakoś płasko. O jest jakieś odkształcenie terenu. Nie powiem, że imponujące – może wystaje metr nad poziom gruntu? Ale wisi lampion na jakimś starym słupku ogrodzeniowym. Wtem z najmniej spodziewanej strony – z krzaków wychodzi konkurencja. Myślałem, że oni są kilka km przede mną, a tu taka niespodzianka. Jak widać chodzenie na azymut nie zawsze popłaca!
Mam zaliczony południowo-zachodnie zgrupowanie punktów. W sumie 38 PP. Teraz bezproduktywny przebieg ponad 5 km na kolejne skupisko punktów. Którędy? Moje doświadczenie z Chodelką przy PK 91 nie zachęca do kierowania się jej brzegiem. Nie wiadomo czy tam jest jakaś droga, czy nie. Widać asfalt wychodzący poza mapę, ale taki, który powinien doprowadzić mnie do mostu przy Małe Dobre. Pewno z kilkaset metrów dalej, ale droga lepsza. Konkurencja podpytuje jaki wariant wybieram – widać, że wahają się przed próbą szukania skrótu. Jednak chyba ostatnie doświadczenie ze skrótami trochę ich onieśmiela przed kolejnym takim działaniem. Ruszamy asfaltem. Kurczę, skąd ludzie mają tyle sił do biegania? Mi już nogi wchodzą w 4 litery, stopy zaczynają palić od asfaltu (inov-8 nie nadają się na asfalty!) Zostaję coraz bardziej w tyle. Po drodze sklep – przywraca mi chęć do życia puszka zimnego bezalkoholowego Radlera! Oczywiście konkurencja znika za linią horyzontu.
Zmaltretowany docieram do PK 62. To jest ławeczka z miejscem na ognisko i punktem widokowym na przełom Wisły. A przy podejściu na punkt zaczyna się pojawiać konkurencja biegnąca wariantem południowym. Raczej ta wolniejsza, bo ja mam na liczniku dobrze ponad 30 km.
![]() |
Przed PK 62. fot. D. Czechowicz |
Teraz nawigacja na rozjaśnieniu w postaci ortofotomapy. Sama przyjemność! PK 65 kępa drzew przy drodze. PK 83 tuż obok, tyle że na skarpie. Nie wiem ile metrów (wydaje się, że ze 100 w pionie) do góry, ale strasznie stromo. Widzę, że ktoś pnie się po skarpie w górę. Para z którą podbijam lampion także postanawia zmierzyć się z zadaniem alpinistycznym. W pierwszym odruchu próbuję iść za nimi, ale zatrzymują mnie krzaki i świadomość, że jak zlecę, to żadnej pomocy (telefon także nie działa - przed chwilą Renata próbowała mnie wydzwonić, ale łączność byłą jednostronna), a i wchodzenie w tym miejscu nie jest optymalne – potem trzeba ominąć jakiś żleb. Cofam się do zabudowań – tam powinno być jakieś wejście na skarpę. Niestety to ślepy zaułek. Droga kończy się na posesji, a tablice ostrzegają o groźnych psach pożerających żywcem, strzelaniu bez ostrzeżenia do intruzów…
Wracam się – może na skarpę wejdę gdzieś dalej. Spotykam Huberta idącego z naprzeciwka, ale wejścia na skarpę brak. Zerkam na mapę – wracając z PK 92 akurat mogę przejść przez ten punkt na skarpie.
PK 64 pod mostem – oczywiście po drugiej stronie rzeki. To normalnie znęcanie się nad uczestnikami:-)
Teraz kolej na najdalsze punkty: PK 13 i PK 92. Znajduję całkiem dobrą drogę – malowniczo wiodącą przez sady pełne owoców. W oddali gdzieś z lewej wybiega (chyba) parka, z którą się ściągam od początku. Znaczy mają już PK 92 i lecą na PK 81 wariantem, o którym myślałem wcześniej – więc pewno mają już zaliczony ten lampion na skarpie. Sporo mnie wyprzedzili!
Powinien być gdzieś tu PK 13. Ale lampionu brak! Nic to, idę nad Wisłę by dotrzeć do ujścia Chodelki. Koniec pól - jest ścieżka prowadząca do punktu. Może to tu powinien być ten PK 13? Ale także i tu lampionu brak. Idę w dół skarpy. Jest lampion PK 92! Można wracać. W opisie PK 13 jest tylko „koniec ścieżki”, więc na wszelki wypadek sprawdzam ścieżkę idącą na górze skarpy – kończy się trochę dalej za sadem ze śliwkami, ale na odprawie było mówione, że PK13 wskazuje ścieżkę, którą dochodzi się do PK 92. Nie ma co szukać tak mało wartościowego PK, wpisuje BPK i tyle. Coś zaczyna popadywać deszczyk. Z dołu wspina się Adam – wkurzony, bo do ujścia Chodelki szedł po krzalach nad rzeką. I wcześniej kilka razy namierzał się na PK 81, którego nie znalazł. Mnie ten PK 81 dopiero czeka.
![]() |
Punkt, którego nie było czyli feralna 13-stka |
Wracamy w kierunku PK 83. Po drodze mijamy rowerzystów i innych uczestników. Na ortofotomapie jest droga prowadząca na skarpę. Przy granicy lasu Adam nie wytrzymuje i rzuca hasło – na azymut przez pole i las. Trochę wcześnie, ale co - nie jestem cienias – idę przebijać się przez krzaki. Za chwilę mamy porządną ścieżkę prowadzącą górą skarpy i drzewo z lampionem. Z góry śliczna panorama, a w dole widać drzewo z lampionem 65. Niby tak blisko, a zarazem tak daleko! Okazuje się, że Adam nie ma zaliczonego PK 65 i musi zejść na dół. W pierwszym odruchu próbuje zejść bezpośrednio przy punkcie, ale szybko się cofa. Jednak gdy dochodzimy do żlebu nie wytrzymuje i rusza w dół – widać, że ktoś tu lazł, więc może się uda.
Ja truchto-drepczę górą skarpy, porządną drogą gdzieś tak w kierunku punktu 62. Konkretnie do drogi, która widzie w dół do PK 62. Z mapy wynika, że jak skręcę w lewo, to po 200 m dojdę do jaru z PK 81. Jest jar! Teraz kilometr jarem. Niestety jar jest mocno zabałaganiony. Sporo krzaków, powalonych drzew. Mi po czterdziestym kilometrze kiepsko zginają się plecy. Gdy muszę przeciskać się pod zwalonymi drzewami – nie jest łatwo! Na odprawie mówiono coś z o zwalonej sośnie koło lampionu. Podobno sosna jest tu unikatowa. Ale okazuje się, że po drodze zwalonych sosen są dziesiątki! Nie jest wcale taka unikatowa w tym jarze! Unikatowa za to jest dziura wymyta przez wodę. Łagodny jar i nagle uskok tak ze 3-4 metry w dół pionowej ściany! Trzeba jakoś bokiem obchodzić, bo do zeskoczenia bezstratnego za wysoko.
Po kilometrze jest złączenie jarów i jest lampion. Abstrakcyjnie wysoko – jakby nie można było powiesić na dole!
Czasu zaczyna robić się mało. Wychodzę wreszcie z jaru i odnajduję asfalt. Akurat mija 44 kilometr. Patrzę na zegarek. Gdybym był w stanie biegać jak na początku, zdecydowałbym się na wariant przez PK 54 i 53. Ale nogi ciężko chodzą – nie dam rady. Zostaje tylko PK 55. Marszobiegiem przemieszczam się do przodu. Asfalt i asfalt. Mam dość. Jest wreszcie PK 55. Zostało niecałe 50 minut czasu i jakieś 5 km w linii prostej do bazy. Ale w linii prostej się nie da czyli 6-7. Najpierw drogą pseudasfaltową. Ma być skrót w lewo. Jest jakaś droga polna. Skręcam. Droga robi się coraz gorsza. Wchodzi w las i pojawiają się co chwila na drodze zwalone drzewa… Nie wiem czy był to dobry pomysł z tym skrótem! Przebijam się jakoś (wolno) do asfaltu. Zostało 27 minut i ponad 4 km asfaltem naokoło. A może by skrótem? Widzę drogę w dobrym kierunku. Skręcam. Najpierw jest fajnie, a potem… zwalone drzewa. Wszędzie. 1800 m w 16 minut;-( Asfaltem naokoło byłoby pewno tyle samo odległości, ale szybciej o jakieś 3-4 minuty. Do bazy prawie 2,5 km i 9 minut. Nie wyrobię się. Po drodze jeszcze PK 23 tylko 10m od asfaltu - zawsze choć jeden punkcik na plus. Gdyby nie te fatalne decyzje ze skrótami przez las miałbym szansę zdążyć w limicie. Wtedy miałbym podium. Te feralne 6 minut mogłem wydziergać mniej filmując, nie pijąc piwa, zalepiając sznurowadła taśmą, by mi się nie rozwiązywały, albo choćby nie polec na PK 32…
![]() |
Feralne skróty... |
A tak jak zwykle 4-te miejsce… Gdyby była choć klasyfikacja weteranów;-)
środa, 21 września 2022
V Rajd Źródeł Chodelki TV
Na początek nietypowo bo tylko ruchome obrazki. Relacja słowna także będzie;-)
Jednozmianowe sztafety dla indywidualistów.
wtorek, 20 września 2022
A na middlu obciach.
poniedziałek, 19 września 2022
Pułtusk nocą, czyli jak zostałam mistrzynią sprintu:-)
czwartek, 15 września 2022
Street-O w drodze z pracy
Już zapomniałem jak się biega na Street-o. Ale skoro było takie po drodze z pracy… wstyd nie spróbować. Wprawdzie tego dnia miałem home-office, ale skoro się zapisałem, nie ma wymówki - trzeba jechać;-)
Organizator – wyjątkowy – tym razem Przemek wymyślał trasę. Czekał na nas w magicznym parku – takim jakoś tak dla dzieci – wśród dziecięcych ścianek wspinaczkowych, huśtawek i innych takich;-)
![]() |
W oczekiwaniu na start |
Na dojściu od auta do parku już widziałem wybiegające z furtki parku osoby z mapami. Wkrótce i ja dostałem mapę (a raczej mapy) i także wybiegłem za furtkę. Zerkam na mapę, a tu jest coś więcej – druga strona. A na niej trzy mniejsze mapki. Takie małowartościowe punkciki, ale koło siebie w łącznej wadze nastu punktów. I to był chyba haczyk jaki wymyślił Przemek. Bo kto normalny zbiera punkty o wadze 1? No, chyba że przez niego przebiegamy na jakiś bardziej wartościowy! Ale jak się dobrze pokalkuluje, to szczególnie kawałek 16B był wart zebrania. Tyle, że na starcie wcale tak nie myślałem.
Na rozgrzewkę wziąłem 2T przy rondzie, gdzie zaparkowałem autko. Niby banalne pytanie, ale długopis coś słabo pisze, a i zanim zorientowałem się, że chodzi o napis na tabliczce z nazwą ulicy, mija co najmniej minuta. Taki to już urok Street-O;-)
Kolejne punkciki – znowu zmitrężony czas na szukanie odpowiedzi i walkę z opornym długopisem. I walkę z zachodzącym słońcem świecącym zawsze w oczy!
Prawdziwy horror zaczął się przy PK 4F. Pytanie „co wyłożono?” sugeruje jakąś tabliczkę z trutką na szczury/myszy/wampiry czy inne szkodniki. Tyle, że znajduję tu różne dziwne rzeczy – stertę skrzynek po owocach, stertę czegoś tam jeszcze i nie wiem co wpisać. A co tam niech będą skrzynki. Dwie minuty w plecy i wrażenie, że odpowiedź błędna…
Dalej znowu kilka przestojów na punktach o wadze 1. Coś jestem dzisiaj wyraźnie nie w formie;-(
Po PK 4C zamiast lecieć na opisaną wcześniej mapkę 16B lecę na 1K i 4B. Bez sensu. Teraz wiem, ale wtedy…
PK 2H tracę 3 minuty i nie znajduję ceny jakiegoś tam masażu… Widzę konkurencję biegającą w okolicy. Zdenerwowany liczę paczkomaty (chyba 5 na jednym parkingu - to jakiś lokalny rekord!).
42 minuta - zostało jeszcze 18, decyduję się na długi przebieg na zachód. Po drodze wartościowy PK 4D. Szukam go ponad 3 minuty. Wrrr!
Teraz szybko 5F, 1O, 1P, 2N, 1W i 5H i mija godzina. Lecieć na metę, czy coś dozbierać? Trochę dalej to 18 PP i może coś w parku z małej mapki. Opłaca się. Lecę. Przebiegam PK 1Y (choć ktoś pod nim stoi), muszę się cofnąć. I dalej typowy błąd – lecę nie w tę stronę (byle dalej od mety!) Dwie minuty w plecy;-(. Nie dostrzegam 2U – strata 2PP. PK 5K - fryzjer dla zwierząt. Nazwisko właściciela? Próbuję pytać, ale jakoś bez odzewu. Wreszcie dostrzegam – na bocznej ścianie. Jestem 5 minut po czasie, zdobyłem 9PP, jestem więc do przodu.
Rów z wodą. Niby jakaś gałąź rzucona w wodę, ale kwitnąca woda nie zachęca do przejścia. Lecę naokoło. 1Y, 2V, 4H i kierunek meta. Koło parku 16 minut po czasie, zdobyte 16PP. Decyzja - robię park. 1SS, 1U, 1T, 1R, 3G, 2O, 1TT – słowem 10PP na plusie, czas…8 minut, więc 2 PP do przodu. Jak widać te skupiska się opłacały. Choć w parku… łatwo się zgubić – wstyd powiedzieć nie mogłem znaleźć 1TT na początku:-)
![]() |
Niby nie biegamy dla nagród, ale cukierek się należy! |
![]() |
Do pamiętnika selfie "po" |
Po długim oczekiwaniu pojawiły się wyniki – wstyd – 10,5 km na liczniku, tylko 99 zdobytych punktów i kara 24 PP za spóźnienie, co daje 75PP w końcowym przeliczeniu. Ci co wygrali, brali tę mapkę 16B;-( Będę musiał się poprawić kiedyś!