Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocne. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2025

IX Puchar Bielan czyli MM nocny

Wreszcie doczekałem się Mistrzostw Mazowsza w nocnym BnO. Choć szkoda, że w imprezie niby podsumowującej sezon w naszym regionie, zabrakło „prawdziwych” kategorii, tylko z założenia takie łączone. Rozumiem, że brakuje chętnych do zrobienia zawodów, zawody do kalendarza wpadają w ostatniej chwili i oczywiście nie będzie wyników liczących się do jakiś wszech rankingów… 

Wracając do tematu – zawody ogłoszono, niestety z powodu innych zobowiązań w weekend mogłem brać udział tylko w jednym biegu – tym nocnym – w piątek przed weekendem właściwym. 

Teren niby znany – chwilę wcześniej biegaliśmy tu na treningu przed nocnymi MP. Ale tym razem start był jakoś tak z boku… tam, gdzie do tej pory nigdy startu nie było… 

Piątek – korki – nawigacja poprowadziła mnie jakąś abstrakcyjną trasą przez Radzymin, potem drogami gruntowymi, leśnymi…. Grunt, że dojechałem i to dosyć wcześnie. Miałem chwilkę na dobre zaparkowanie, formalności i nawet rozgrzewkę. 

Gdzieś tam na drugim planie czekam na swoją minutę startową

Start w 12 minucie. Kategoria „odmładzająca”: M55. Pogoda – coś tam czasami pokapywało – prawdziwe opady miały być w sobotę. 
Start. Dobieg do lampionu. Udało mi się nawet znaleźć start na mapie w miarę sprawnie. Pierwszy dylemat - jak pobiec do PK 1? Zwyciężył rozsądek i wybrałem bieganie drogą. Zaraz z PK 1 wyprzedziłem poprzednika, czyli Jasia Cegiełkę. Słowem: nie jest źle! 

Do PK 2 po kresce, pomimo sporej ilości gałęzi pod nogami. 
Przed PK 3 trochę zielonego – musiałem przebić się na drogę, ale punkt z daleka świecił w krzakach. 

Zastanawiałem się, czy do PK 4 biec drogą, czy na kreskę. Próbowałem na kreskę, ale zniosło mnie na drogę. Tyle że akurat przy górce, więc namierzenie się na punkt było proste. Lubię, gdy nocne lampiony widać „z daleka”, wtedy nawet gęstwiny nie straszne. 

Coś nie pykło przy PK 7. Niby biegłem na azymut, ale jak widać, był to jakiś koślawy azymut. Gdy dobiegłem do wydmy, nie wiedziałem w której jej miejscu jestem. Niby lampion miał być w pobliżu najwyższego fragmentu – więc piąłem się pod górę i wreszcie wypatrzyłem lampion! Ale strata czasowa jest. 

PK 8 – po kresce, na PK 9 troszkę drogami. Szkoda, że na końcówce zamiast obiec młodnik przedzierałem się przez największe gęstwiny. 

Dobieg do mety
Przed PK 12 ktoś przedzierał się przez krzaki po mojej lewej stronie. Ten „ktoś” miał te same PK co ja i właściwie do końca miałem przewodnika, bo biegał on szybciej niż ja i wkrótce mnie wyprzedził. Punkty były raczej z tych łatwych, ale światełko przed tobą zawsze ułatwia ostateczne trafienie do dołka. 


 

Na mecie wydruk – jestem drugi. Wyników on-line brak. Miał prawo wyprzedzić mnie Tommy, a że startował przede mną, więc wychodziło mi, że to on jest pierwszy. Teoretycznie ktoś ze startujących później mógł mnie przegonić, bo jak pokazywał paragon, na PK 7 miałem jakąś znaczącą stratę 2:49. Jak się okazało następnego dnia – utrzymałem pewnie 2 miejsce. Ale cóż, nie mogłem w sobotę odebrać zasłużonego medalu i dyplomu uznania – może kiedyś do mnie dotrze;-) 


 

 

niedziela, 1 grudnia 2024

Biegowe uczczenie smutnej rocznicy

Rok temu odszedł od nas człowiek-instytucja Andrzej Krochmal. Niespodziewanie. W rocznicę jego śmierci było już spotkanie w Parku Skaryszewskim, gdzie był stałym bywalcem (organizator Biegu Wedla, uczestnik Parkrunów). Odsłonieto także tablice pamiątkową poświęconą jego dokonaniom. A dokładnie w rocznicę śmierci, Karol spontanicznie zorganizował nocne BnO na Młocinach. Las Młociński kojarzy mi się z Orientem, który kilka razy tam Andrzej organizował – więc miejsce wybrane bardzo dobrze. 

Kameralnie, bez pompy, ale wszyscy pamiętamy o Andrzeju

Środek tygodnia, środa, podeszczowo, ciemno i mokro – normalnie jak to na nocnym BnO o tej porze roku. Dostałem mapę jako jeden z pierwszych i ruszyłem w las. Na dobry początek przeoczyłem puszkę clear i musiałem się wracać;-) Dobra zapowiedź! 

Przed startem
Ruszyłem w las. PK 1 w dużym dole przy drodze – łatwizna. PK 2 także przy drodze – na górce – przestraszyłem jakiegoś wyprowadzacza psa, ale lampion znalazł się równie szybko jak przy PK 1. PK 3 wymagał wejścia w krzaki. Zniosło mnie w lewo, ale dobrze wytypowałem kierunek w końcówce i szybko dojrzałem odbłyśnik przy stacji SI.
Na PK 3 starałem się dokładniej patrzeć na kompas i korygować znoszenie w prawo – sukces osiągnięty!

Ustawiłem azymut na PK 4 i ruszyłem po krzakach. W dół, przeciąć ścieżkę i zaraz będzie w dół do lampionu. Za ścieżką niewielkie wzniesienie, ale może nie załapało się na mapę? Z góry niestety żadnego błysku lampionu nie widać. I wgłębienie jakieś zbyt duże. Cofam się do ścieżki, analizuję – chyba tym razem zniosło mnie w lewo. Po chwili znajduję lampion. 

PK6 i PK 7 bez historii – znaczy dobrze. PK 8 ma być na górce, w jakimś dołku, na zielonym. Jest górka, jest zielone, próbuje je lekko obejść – dołka chyba nie przeoczę? A jednak udało się przeoczyć właściwe miejsce – górka zaczęła mi się kończyć i musiałem się cofać;-) Oj dawno nie biegałem w nocy w lesie i zapomniałem jak łatwo jest przebiec punkt… 

Długie przebiegi na PK 9 i PK 10, PK 13 i PK 14 o dziwo wyszły całkiem dobrze. Na PK 11 minimalnie chybiłem, ale tak w granicach normy. 

Główna akcja tragedii rozegrała się na PK 17. Na PK 16 wyznaczyłem azymut i ruszyłem w krzaki. Jedna poprzeczna ścieżka, druga i powinno być zaraz obniżenie z PK 17. Obniżenie jest, lampionu nie ma. Najpierw szukam równolegle do ścieżki – nic nie ma. Wracam do ścieżki i lecę dalej wyglądając zakrętu i obniżenia po lewej (czuję, że już jestem za daleko). Ścieżka zakręca, ale jakoś tak niemrawo, jakieś obniżenia po lewej są, ale bez lampionu. Wdrapuję się na górkę – jest lampion, ale o nieznanym mi kodzie 34. Dalej nie wiedziałem gdzie jestem. Dopiero po chwili skojarzyłem, że muszę być na wydmie albo tej na północy, albo tej na południu. Teraz widzę, że moje myślenie w tamtej chwili poszło spać – jedyne miejsce na mapie odpowiadające takiej kombinacji dróg i górek było całkiem niedaleko PK 17. Pewno fakt że coś źle liczyłem ścieżki, przez które przebiegałem zafiksował mnie, że jestem po wschodniej stronie mapy. Wybrałem kierunek na wschód (do cywilizacji) i ruszyłem. W oddali zaczęły pojawiać się światełka – znaczy jestem jeszcze na terenie zawodów! Wreszcie znalazłem lampion z kodem 33 czyli PK 22 – wiedziałem gdzie jestem. Zdziwił mnie trochę kierunek gdzie ma być PK 17, ale tym razem udało mi się go znaleźć. 

Gdzieś tu pojawił się konkurent, z którym co chwila spotykałem się przy kolejnych punktach. Dalej już nie było większych problemów - więcej ludzi w lesie, więcej latarek, przy części PK już byłem. 

Co do biegu – fajny i wymagający czujności. Co do moich osiągnięć…. poniżej krytyki – już dawno tak jak na tym PK 17 nie zgubiłem się! Czas chyba przyłożyć się do nocnych treningów!