piątek, 20 grudnia 2024
ZAZU Tour prawie pod domem.
poniedziałek, 12 lutego 2024
Zazu Tour w Zielonce
środa, 20 grudnia 2023
Zazu Tour w Zielonce, czyli BnO podpełza pod sam próg.
Na koniec jeszcze zażyczyliśmy sobie pamiątkową wspólną fotę i można było wracać do domu szykować się na UrodzInO.
czwartek, 23 września 2021
poniedziałek, 26 kwietnia 2021
Niepoślipkowa miniślipka
Miała być Niepoślipka. Właściwie to ja zgłaszając kwietniową Niepoślipkę do kalendarza TMWiM na rok 2021 tak na 90% przypuszczałem, że nie odbędzie się w terminie. Sytuacja na początku kwietnia, lockdowny itp. spowodowały, że praktycznie zrobienie oficjalnej imprezy było nierealne. Zostało zrobienie wersji nieoficjalnej. A skoro nieoficjalnej, to można zrobić w terenie gdzie oficjalnie zgodę uzyskać trudno. A właściwie to nie impreza, tylko taka mała indywidualna aktywność z mapą – ot, taka MiniŚlipka;-) Miniślipka w 2 odsłonach: marszowej i biegowej. Z biegową łatwo – od czego jest GPS-O? Wystarczy wyznaczyć punkty i gotowe – bo mapę miałem już wcześniej zrobioną – wystarczyło uaktualnić. Z marszową – tu trzeba iść w teren i poszukać co i jak. To przy okazji aktualizacji mapy.
![]() |
| Czas do lasu... |
Decyzja podjęta, więc czas do lasu. Część terenu sprawdziliśmy w ramach biegów po lesie. Pierwotnie BnO chciałem dać hen-hen do drogi czołgowej, ale tam jak nic wychodzi z 15 km – czyli trasa nie dla wszystkich. Sporo fajnych miejsc zostało na „kiedyś”. Do MnO urzekły mnie dwa takie same wały w lesie i górki za „drugimi kijankami” (to takie nasze rodzinne nazewnictwo – pierwsze kijanki= pierwsza większa dziura z woda i kijankami na wiosnę, drugie kijanki-wiadomo;-)
![]() |
| Czego to nie ma w naszym lesie... |
![]() |
| Coś dla tych co lubią wspinać się po stopniach kariery |
![]() |
| Coś dla miłośników pływania |
![]() |
| Czy rowy z wodą dają się przeskoczyć? Trzeba sprawdzić! |
![]() |
| Punkt zastany w lesie |
![]() |
| Czy tą przecinką puścić uczestników? |
![]() |
| Schody do nieba (w środku lasu) |
W efekcie powstały mapy, trasy - zostało je rozwiesić w lesie. Akurat w sobotę, gdy miała być mini ślipka, nieopatrznie umówiłem się na spory zabieg stomatologiczno-chirurgiczny. Także na sobotę zapowiedział się deszcz. Zostało więc rozwiesić wszystko odpowiednio wcześniej i puścić uczestników w pełni zdalnie na trasę. GPS-O przejął Michał i ustalił inaugurację na niedzielę (miała być lepsza pogoda). Planowałem wieszać miniślipkę w piątek, ale jeden niecierpliwy uczestnik chciał wystartować już w czwartek, więc nie zostało nic innego jak ruszyć w las w czwartek.
![]() |
| Takie lampioniki wieszaliśmy na miniślipkę |
Skończyliśmy wieszać akurat gdy Mariusz ruszył na trasę…
![]() |
| Pierwszy uczestnik miniślipki prawie gotowy do wymarszu... |
W piątek padało, miało lać w nocy z piątku na sobotę – szkoda było wieszać faworków na GPS-o, bo by się rozpuściły…
W sobotę – trzy godziny na fotelu stomatologicznym, z 5 szwów, więc wieszać się nie chciało, zresztą znowu coś padało po południu…
Niedziela skoro świt - nie ma wybacz – budzik, tabletka przeciwbólowa i do lasu. W lesie mgła i mokro. No, nawet miejscami bardzo mokro.
![]() |
| Niedzielny świt... |
Przy bunkrze na górce słyszymy głosy. Okazuje się, że to miniślipkowcy szukają minilampioników:-)
![]() |
| Jak to fajnie spotkać uczestników na trasie! |
Przy stawianiu znaczników do BnO w kość, a właściwie w buty, dała nam trasa RUN+ a szczególnie jej początek. Przecinka - zwykle sucha - okazała się… torem wodnym niczym Kanał Sueski. Nie pozostało nic innego jak wyciągnąć peryskopy i trałować dalej;-)
Udało się zdążyć ze wszystkim. Na starcie dopadliśmy Michała i Agnieszka oraz Mariusza i jako sędzia główny TMWiM wręczyłem im zaległe dyplomy/suweniry za wysokie miejsce w klasyfikacji. Sam przy okazji dostałem dyplom i nagrodę za pierwszą edycję GPS-O;-)
![]() |
| Nagradzanie najbardziej wytrwałych w GPS-O |
![]() |
| Krótkie szkolenie co i jak z aplikacją do GPS-O |
![]() |
| Grupa gotowa do biegu |
![]() |
| A tu chwila zamyślenia nad mapą miniślipki |
Jak się okazało miniślipka zgromadziła ponad 50 uczestników – niezły wynik jak na deszczowy weekend, koronowirusa i te sprawy. Sporo osób także pobiegło na GPS-O i co niektórzy „przepływali” wspomnianą przecinkę;-)
Teraz czas zacząć myśleć o Niepoślipce…
poniedziałek, 28 września 2020
Niepoślipka od kuchni
W ramach wstępu…
Niepoślipka ma już 6 lat. To troszkę zobowiązuje. Wiosenna edycja uległa powszechnemu lockdownowi. Niby teraz więcej zachorowań, ale ograniczeń prawie nie ma więc, więc wróciła.
Nie mam parcia by Niepoślipka była jakąś wielką imprezą – dwie edycje ogólnopolskie wystarczą. Ale tradycyjnie pod każde wydanie robię nowe mapy – od podstaw. Jest to sporo pracy: narysować, sprawdzić, poprawić… Niestety w okolicach zurbanizowanych las zmienia się co chwila. Trochę z lenistwa i ekonomii od pewnego czasu robię kategorie łączone - np. dla TT ta sama mapa co dla TP plus kilka punktów trudniejszych – nie muszę drukować wielu rodzajów map, a zawsze trafia się kilka osób zapominalskich w sprawie zapisów lub niezdecydowanych na jaką iść kategorię;-)
Tegoroczna Niepoślipka – prawie pod domem. Pod samym domem się nie dało, bo przecinają las, a las zresztą wojskowy i wszelakie formalności by go załatwić to droga przez mękę. Każdy inny las – bez problemu. Nadleśnictwo zna hasło „Niepoślipka”, wie że zawsze jest OK, zgoda to formalność, a dodatkowo życzliwy Burmistrz…
Problemem jest czas. Niby trwa pandemia, niby nie chodzi się po galeriach handlowych czy kinach, ale czasu jakoś mało. Po prostu nie ma kiedy wszystkiego ogarnąć;-(
Mapy powstawały, kilka razy przebiegłem wszystkie ścieżki w lesie robiąc po kilkanaście kilometrów treningu biegowego. Sęk w tym, że są miejsca gdzie GPS się pogubił. Ścieżki wrysowałem ale…
Mapy robiłem przez ostatni tydzień – najpierw duży etap 1+2 (rozpatrywałem wariant posadzenia Zuzi na śródmecie, ale jednak brakowało rąk do pracy i śródmeta została samoobsługowa), potem E3. Postanowiłem oszczędzić uczestników, choć są fajne tereny, gdzie trasy nie doszły, tereny gdzie zwykle spotykam łosie, gdzie fajnie można się zakręcić w rowkach. Ale byłyby to za długie etapy, szczególnie dla głównej grupy uczestników TP/TT przyzwyczajonej do krótkich tras z RMnO.
Piątek – dzień wolny od pracy, by wszystko zapiąć na ostatni guzik. Rano – tworzenie lampionówki. Pogoda zapowiada się dobrze – nie trzeba załatwiać namiotu z Urzędu Miasta. 12:00 koniec zapisów. I oczywiście wtedy się zaczyna – telefony i e-maile od spóźnialskich;-) Jak zwykle;-) Publikuję minuty startowe i idę do drukarni wydrukować mapy. Na szczęście drukarnię mam 300 m od domu. Na szczęście - bo chodzę 3 razy – raz źle wydrukowali mapy, drugi – po przeliczeniu ilości kart startowych i zespołów trzeba było je dodrukować. W międzyczasie sklep: antycovidowe przyłbice i psikacze z płynem dezynfekującym, napoje, coś na ząb – wszystkie te drobiazgi, których ilość wynika z zapisanej ilości uczestników. Lista pod wieczór wydłuża się do ponad 50 osób.
Oprócz normalnych obowiązków domowych wieczorem idziemy powiesić trochę lampionów z E3. Wyrabiamy się akurat na zachód słońca, więc wieszamy przy czołówkach. Od razu na pierwszym punkcie mamy wątpliwości czy to dobry dołek – po ciemku ciężko stuprocentowo ogarnąć wszystko w gęstym lesie. Wieszamy lampiony przy ścieżkach – te, co do których mamy pewność, że nie zrobimy błędu. Zostawiamy na jutro te, które trudno powiesić nawet za dnia;-) Kończymy o 21-szej, jeszcze uzupełnienie listy startowej, zgromadzenie wszystkiego na rano, podzielenie pozostałych lampionów na dwie kupki i koło północy spać.
![]() |
| Lampionów w lesie prawie 100 |
Chwila odpoczynku i jedziemy na start. Stoliki, bannery, zegar, sekretariat. Zaraz zjawiają się pierwsi uczestnicy, a tu zegar klubowy odmawia posłuszeństwa. Co chwila dzwoni Kazik z pytaniami typu czy w Zielonce jest ksero, bo sobie dojściówki nie wydrukował, czy na pewno postawiliśmy punkt na dojściówce (hmm, na dojściówce są tylko zdjęcia;-). Zegar zastępujemy tabletem. Dzięki rozpisanym wcześniej minutom startowym nie ma tradycyjnego tłoku gdy wszyscy przychodzą na minutę zero;-)
![]() |
| Plakat - logo Niepoślipki w tym roku z obowiązkową maseczką;-) |
Pojawiają się znajomi klubowi, pokolenie wychowane na RMnO, a także nowe twarze. Jedni ruszają na trasę , inni wkrótce wracają. Sprawdzanie kart, tłumaczenie co gdzie było… typowe sekretariatowe zamieszanie. Widzę, że kilka etapów okazało się trudnych – niektóre zespoły na starcie spędzają godzinę zanim wszystko ze sobą połączą;-( Choć z drugiej strony, inne zespoły z RMnO, te z dzieciakami, biorą mapy a dzieciaki mówią „ to proste – to z tym łączy się tu, a tamto tam” i idą od razu na trasą;-)
![]() |
| Ubiegłoroczni zwycięzcy TZ walczą ze zlustrowaną mapą |
Pojawiają się pierwsze zastrzeżenia że coś źle stało. Wychodzi, że źle wrysowałem na mapę kilka ścieżek ze śladu GPS. Inaczej przebiegają niż na mapie. Że w jednym miejscu lampion powiesiłem na rowie zamiast kilka metrów dalej na dołku – bo tak miałem na lampionówce. Ot typowe problemy.
![]() |
| Niektórzy musieli aż przysiąść nad mapami;-) |
![]() |
| Tak to wygląda z punktu widzenia organizatora |
Wieczorem udaje mi się jeszcze uporządkować kary startowe zanim zasnę, sporo jest sprawdzonych ale nie wszystkie. Niedziela – od rana spacer po lesie, potem sprawdzanie wyników. W poniedziałek jeszcze protokół i powoli można zacząć wynosić na strych lampiony, stoliki i inne rzeczy, które będą czekać na następną imprezę klubową;-)
Czasami zastanawiam się czemu robimy Niepoślipkę czy RMnO. Ja organizując InO zawsze wspominam pierwsze Nocne Manewry Stowarzyszy, na które poszliśmy kilka lat temu. To było coś co odmieniło nasz styl życia. Zamiast telewizora (telewizor w efekcie trafił na elektrozłom) co tydzień lub częściej jakieś MnO, potem także BnO, potem także PMnO, biegi liniowe…. Po prostu aktywność. I to widzę u naszych uczestników – dzieciaki co zaczynały w wózkach teraz bez wózków same prowadzą rodziców na punkty. Nieustannie mnie cieszy, gdy zespoły które widziałem na Niepoślipce, widzę potem na innych, coraz bardziej zaawansowanych imprezach;-)
piątek, 22 maja 2020
TNCZ w Zielonce!
Akurat we wtorek przestało padać, więc postanowiliśmy to turystyczne InO odwiedzić. Tym bardziej, że spontanicznie na środę zapisaliśmy się na coś dłuższego – taki mały 6-cio godzinny rogaining lub odpowiednio półmaraton – nie należało się więc przemęczać.
Na start – prawie kilometr – pod budynkiem, w którym to dwadzieścia kilka lat temu pracowałem;-) Dalej w las po ściętych gałęziach w poszukiwaniu jedynego w okolicy ubytku w skorupie ziemskiej czyli dołka. Udało się – znaleźliśmy dołek i kolorowe oznaczenie na drzewie – bo ta trasa nietypowa – zmywalnym sprayem pomalowane różne literki na drzewach;-)
![]() |
| Tu jest dołek i literki na drzewie! |
![]() |
| Oryginalny widmowy lampion;-) |
Dalej poszliśmy już w spokojniejsze rejony szukać niewielkich dołków występujących w sporej ilości. Dołki nam znane, sami stawialiśmy tu lampiony;-)
Przez teren dotknięty wycinką, przez doły, w których wygrywaliśmy kiedyś po raz pierwszy trasę na WiMnO dotarliśmy do umownej granicy Zielonki i Rembertowa – linii energetycznej.
Przy szukaniu punktów w rowach spotkaliśmy dwa łosie. Najpierw zwierzęta wycofały się w gęstwinę, a potem ciekawe zerkały na nas zza drzewa, patrząc po co włóczymy się po ich lesie;-)
Pomachaliśmy sympatycznym łośkom i poszliśmy dalej, do kolejnych rowów i dołków. Miejsc gdzie tradycyjnie wszyscy (łącznie z nami) stawiają lampiony;-) Prawie „na pamięć” odwiedziliśmy kolejne znane miejsce.
Na sam koniec zostawiliśmy sobie punkt G. Kiedyś Renata miała zebrać postawiony na tym rowie lampion – wtedy szło jej jakoś długo, bo nie mogła go znaleźć. Tym razem trafiliśmy bezbłędnie:-)
![]() |
| Punkt G? |
![]() |
| Selfie sponsoruje literka "M" |
piątek, 18 października 2019
Rodzinne - finisz!
W niedzielny poranek czułam się już przyzwoicie, ale z obawy przed zarażeniem połowy miasta trzymałam się od wszystkich z daleka i tylko fotki cykałam z oddali. Na szczęście do pomocy przyjechał Darek (na niego to zawsze można liczyć), a i wśród uczestników znaleźli się chętni do pomocy.
Wszystko poszło tak sprawnie, że pierwsze osoby na trasę wyruszyły jeszcze przed planowanym czasem rozpoczęcia zawodów. Uczestnicy z mojej trasy brali mapy w garść i oddalali się w teren. A ci, którzy szli na TZ, to znaczy TF B, najpierw oddawali się kreatywnej sztuce rękodzieła, czyli wycinankom:-)
Tak prawdę mówiąc to ja się im nie dziwię, bo zawsze to łatwiej iść z pełną mapą, a nie co punkt kombinować gdzie dalej.
Po powrocie obowiązkowe uzupełnianie książeczek. Okazało się, że sporo osób ma już spełnione wymogi do odznak, więc Darek siedział i weryfikował, weryfikował, weryfikował. Chyba pobiliśmy rekord przyznanych odznak!
Podczas gdy Darek zajmował się książeczkami, my z Tomkiem sprawdzaliśmy karty startowe i usiłowaliśmy ogarnąć końcowe wyniki. Teoretycznie wszystko było proste, tylko co chwilę wychodziło nam inaczej. Na dokładkę długo czekaliśmy na zespół, który wystartował jako ostatni, a że mieli szanse na podium, to musieliśmy czekać z wynikami do ich powrotu. Co wypisałam jakiś dyplom, to Tomek wyskakiwał z informacją, że znowu przeliczył i trzeba zmienić miejsce, bo mają inne. Wrrr... W końcu jednak udało się wszystko zliczyć jak trzeba i mogliśmy przystąpić do najprzyjemniejszej części imprezy, czyli ogłoszenia wyników i rozdania nagród.
poniedziałek, 30 września 2019
Niepoślipka
Niepoślipka. Odbyła się.
W tym roku Niepoślipkę (jedną i drugą) potraktowaliśmy trochę po macoszemu, bo nawet do TMWiM-a jej nie zgłosiliśmy. Tak nam jakoś życie przyspieszyło, że najpierw nie mogliśmy znaleźć dla nich terminów, a potem nie byliśmy pewni czy w ogóle wyrobimy się z organizacją. Ale dało radę. Nawet udało się wynaleźć całkiem nowy teren, bo to się już zaczyna robić poważnym problemem. Ile w końcu można organizować imprezę w tym samym miejscu, gdzie wszyscy chodzą już na pamięć?
Teren mieliśmy z wyraźnym rozgraniczeniem etapów - przed autostradą i za autostradą. Każde z nas miało swój obszar i w swoim grajdołku robiło etapy od TP do TZ. Przez dłuższy czas wydawało się, że w ogóle wystarczy zrobić etap TP/TT bo nikt z wyższej kategorii się nie zapisywał. Ogólnie zgłosiło się niewiele osób, ale wcale to nie oznaczało, że mamy mniej pracy.
Dawno już nie robiłam map dla TU i TZ i ciągle miałam wrażenie, że jest za łatwo, ale ostatecznie uznałam, że Tomek nadrobi to w swoich mapach, a poza tym może w ogóle nie będą potrzebne. W dniu imprezy wśród zapisanych nie mieliśmy nikogo na TZ, śladowe ilości na TU, za to TP i TT było dość licznie reprezentowane i to głównie przez młodzież - harcerzy i SKKT Beaty. Poza tym zapisały się trzy zespoły z rodzinnych.
W dniu zawodów pogoda była taka sobie i może dlatego część zawodników nie dotarła - ta "rodzinna" część. Za to udało nam się tak namącić w głowach tym, którzy przybyli, że ostatecznie mieliśmy obsadzone wszystkie kategorie. Szczątkowo, bo szczątkowo, ale zawsze.
Nawet dojściówka się przydała, bo kilka osób skorzystało z niej. Niektórzy oddali nam własnoręcznie wygenerowane egzemplarze.
Zawodnicy poszli w las, wrócili i zaczęli od "bicia autora" i nawet mieli rację, bo Tomek się machnął przy rozwieszaniu jednego z (moich) lampionów, a w opisie dla trasy TZ pomerdały mu się kierunki świata. Na szczęście wszyscy podeszli do tego zdroworozsądkowo i nikt nie zaginął. Ile osób wyszło, tyle wróciło. Trasa jaka była, taka była, ale za to słodyczy, owoców i napojów (dzięki Beata i Irek!) było do wypęku.
Ale na następną Niepoślipkę to jednak przyjdźcie liczniej, bo mam poczucie, że mi się mapy marnują:-)






















































