Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztafety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztafety. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2022

Jednozmianowe sztafety dla indywidualistów.

Trzeci dzień zawodów to sztafety. Tak właściwie to sztafeciarze zaczęli jeszcze w sobotę, a w niedzielę kończyli i wszyscy biegający luzem, a mający chęć zmierzyć się ze sztafetowymi etapami musieli czekać, aż tamci sobie pobiegają. Teoretycznie mogliśmy ruszyć koło 13.30, ale mogło się to stać zarówno wcześniej, jak i później. Na wszelki wypadek przyjechaliśmy koło południa, ale nie wyglądało, że będzie wcześniej. Tak czekaliśmy i czekaliśmy i z tego wszystkiego przed biegiem nażarliśmy się kaszanki, ale przynajmniej mieliśmy co spalać.
 
 Idziemy na kaszankę.
 
Tym razem start był masowy, w dwóch grupach w zależności od wybranej trasy. Ja biegłam w grupie pierwszej. Tak się jakoś głupio ustawiłam na samiutkiej linii startu i dopiero w ostatniej chwili uświadomiłam sobie, że za mną stoją o wiele szybsi zawodnicy i jak ruszymy, to mnie po prostu stratują. Niestety już było za późno na wycofanie się na bardziej bezpieczną pozycję, więc po starcie biegłam ile sił w nogach.  Zwolniłam dopiero na skrzyżowaniu, przy lampionie startowym, kiedy grupa rozbiegała się w różnych kierunkach w zależności od trasy i przyjętego wariantu.
 
Start podwyższonego ryzyka.
 
Pomna problemów poprzedniego dnia, zanim ruszyłam dalej, dokładnie ustaliłam, która droga jest która i jak planuję biec na jedynkę. Co prawda już po kilkunastu krokach koncepcja mi się zmieniła, ale wiedziałam przynajmniej, w która stronę podążać i o dziwo, bezproblemowo znalazłam jedynkę. Kolejne punkty także wchodziły łatwo i aż szkoda było, że to takie bieganie tylko sztuka dla sztuki.
Między piątką a siódemką był przebieg przez punkt widokowy, czyli polanę z bazą zawodów i  PK 6 pośrodku. Myślałam, że spokojnie sobie przebiegnę, ale ktoś z kibiców zaczął wołać:
- Szybciej pomarańczowa czapeczka (czyli ja), bo cię zaraz kolejny przegoni!!!
Nooo, skoro trafił mi się kibic, to nie mogłam go zawieść i pognałam ile fabryka dała. Tak leciałam, że nawet nie zauważyłam Tomka filmującego mój przebieg.

Przebieg przez punkt widokowy
 
Kiedy tylko dotarłam do lasu i już nie było mnie widać, zatrzymałam się i usiłowałam złapać oddech. Ależ się zmachałam...
Siódemka okazała się pierwszym punktem sprawiającym problem. Po pierwsze po tym szaleńczym biegu byłam lekko skołowana, po drugie nie wiedziałam jakiego obiektu mam szukać bo za nic nie mogłam skojarzyć, co oznacza malutki trójkącik na mapie i gwiazdka w opisie. Wypatrywałam więc przede wszystkim lampionu. Po jakimś czasie do moich poszukiwać dołączył jakiś dzieciak, aż w końcu ktoś, kto już znalazł punkt, pokazał nam gdzie szukać. Cóż, w miejscu postawienia lampionu nie zauważyłam żadnego charakterystycznego obiektu i dopiero dwa dni później dowiedziałam się, że było tam mrowisko. No to chyba zaślepłam, bo nie rzuciło mi się w oczy.
PK 8, 9 i 10 znowu były bezproblemowe, za to z jedenastką rozminęłam się, bo zaczęło mnie znosić w prawo. Jak ją znalazłam - nie pamiętam. Normalnie mam dziurę w pamięci. Albo pobiegłam za kimś, albo sama okazałam się taka genialna, ale raczej stawiam na to pierwsze.
Dwunastkę na górce łatwo było namierzyć, a drogę do trzynastki miałam już obcykaną poprzedniego dnia. Na mecie bardzo zdziwiłam się obecnością Tomka, bo byłam pewna, że już jest w lesie. Ale za to mam pamiątkę z mety:

I po zawodach...
 
Potem jeszcze wystartowałam Tomka, zrobiłam mu fotki na przebiegu widokowym i na mecie, a w międzyczasie obejrzałam dekorację zwycięskich sztafet. 
W sumie to był całkiem przyjemny wekeend. Żeby tylko to wszystko działo się trochę bliżej domu, bo 3 dni wypadły mi z życiorysu, a przecież nie samym BnO człowiek żyje.

Mój "sztafetowy" przebieg.

piątek, 20 listopada 2020

Sztafeta indywidualna

W niedzielę początkowo nie planowaliśmy biegać w dalszej części WOM, bo myśleliśmy, że startować mogą tylko sztafety, ale kiedy okazało się, że indywidualnie też można, to oczywiście nie mogliśmy przepuścić okazji. Agata tym razem odpuściła i nawet się jej nie dziwię:-)
Już na miejscu kilka osób chciało skaperować mnie do swoich sztafet, ale wolałam pobiec niezobowiązująco i bezstresowo.

Trzeba się rozeznać w sytuacji.

Ja wybrałam trasę A - krótszą, a Tomek oczywiście dłuższą - B. Startowaliśmy kiedy tylko pierwsze zmiany sztafet ruszyły w las. Okazało się, że po odbiciu startu trzeba było jeszcze spory kawałek dobiec do miejsca z mapami, a potem jeszcze ze dwa razy tyle do miejsca zaznaczonego na mapie trójkątem. Tym sposobem na starcie byłam już zziajana i totalnie wykończona.
Do jedynki postanowiłam nie ścinać, tylko pobiec drogami. Tak na dobry początek. Jeszcze nie dotarłam do punktu, a już dogonił mnie Tomek, który wystartował chwilę po mnie. Mi się tam w sumie niespecjalnie spieszyło, ale jednak drobna zadra zawsze jest. Na osłodę mam fajny filmik z tego miejsca:-)

 
Do piątki szło dobrze, choć pojawiły się przeszkody terenowe w postaci górek i obniżeń. No, nie powiem - wyglądało to ładnie, tylko było zabójcze przy mojej kondycji (w sumie jej braku). 
Szóstka to dołek pośrodku zielonego. Od razu wiedziałam, że nie będzie łatwo i wcale nie zdziwiłam się, kiedy zamiast dołka trafiłam na ścieżkę, której nie powinno być, a między drzewami zobaczyłam jakieś większe skrzyżowanie. Przynajmniej mogłam się zlokalizować i namierzyć od pewnego miejsca. Z siódemką w sumie wyszło podobnie - zamiast punktu - niezapowiadana ścieżka. Tradycyjnie zniosło mnie w prawo. Jeszcze przy ósemce miałam drobne wahnięcie, ale potem poszło już bezbłędnie. 
Pod względem technicznym największy problem miałam z dojściem do PK11 i 12, tam gdzie były rowy. Bo wiecie, ten półdupek to urwałam sobie właśnie przeskakując rów i teraz do rowów mam uraz, unikam ich, a jak już muszę, to bardzo, bardzo ostrożnie.
Na metę wbiegłam z poczuciem kompletnej porażki, ale to raczej przez porównanie z sobotnim bezproblemowym przebiegiem, bo jak mówią wyniki, uplasowałam się mniej więcej w połowie stawki biegających bezsztafetowo. 
A w końcu i tak najważniejsze, że pobiegane!