Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening otwarty PUKS Młode Orły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening otwarty PUKS Młode Orły. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2022

W roli trenera - czyli Sterani z PUKSem

Od dłuższego czasu próbuję namówić ludzi biegających z Zielonce (w ramach treningów realizowanych przez OKiS) na biegi na orientację. Wreszcie mi się udało. Namówiłem Mariusza. Padło na PUKsowy trening na mapie Sterani. 

Sterani to genialny teren – górki kopczyki, mech, w miarę mało zielonego łapiącego za nogi. Szczególnie po deszczu wygląda to bajkowo. Mapa ma jedną „wadę” – rysowana jeszcze starymi metodami, w żaden sposób nie chce się nanieść na rzeczywiste ukształtowanie terenu. Na szczęście przy małych odległościach pomiędzy lampionami (mapa jest używana w skali 1:5000) błąd nie jest taki duży, gorzej gdy trafia się dłuższy przebieg na azymut… 

Czwartkowe popołudnie, upał, słońce. Dojechałem na miejsce równo z Mariuszem. Zaczęliśmy od krótkiego instruktażu: „To jest mapa, to kompas…”. Wiem, wiem wiele nowych pojęć dla początkującego…. 

Nie ma co gadać – trzeba w las. Do startu kawałek. Można pokazać w terenie co oznacza zielone, a co białe;-) 

Ostatnie zerknięcie w mapę i ruszamy

Ruszamy. Mariusz przodem (jak by co, biega szybciej), ja za nim patrząc gdzie się zgubi. Jak to na treningu, długi dobieg na pierwszy PK omówiliśmy wcześniej: ścieżką do końca, potem albo ominąć, albo przez zielona, a potem na azymut spory kawałek. Mariusz ruszył z werwą. Trochę przystopował gdy skończyła się ścieżka, ale dalej śmiało ruszył przez krzaki i dalej na azymut. Znosiło go w prawo, ale nie korygowałem i wybiegliśmy na PK 16 zamiast na PK 1. Ale i tak całkiem dobrze poszło jak na pierwszy raz!

Dobieg do PK1 - jak na pierwszy raz na azymut całkiem dobrze!

Na mapie mało dróg, więc w praktyce biega się na azymut. Oczywiście na PK 2 także wg wskazań kompasu. I tu dałem ciała. Byłem pewien, że znowu zniosło nas w prawo, ale okazało się, że lampion sprytnie schował się w dołu, na który wybiegliśmy. Ja byłem pewien, że jesteśmy przy dołkach bardziej na południe, więc niepotrzebnie szukaliśmy lampionu na północy. Normalnie wstyd;-)

Tak to bywa gdy lampion jest ukryty na dnie dołka...

Do PK 4 było łatwo trafić – bądź co bądź, przy brzegu pola uprawnego. Gorzej było dotrzeć do PK 5 – na drodze stanęło ogrodzenie i zabudowania, których nie ma na mapie! Tu pierwszy test rozdzielenia się – Mariusz pobiegł samodzielnie omijając krzaki z prawej, a ja jak typowy orientalista - po kresce. Z pewnymi problemami, ale szczęśliwie Mariusz dotarł do PK 5.

Bieganie przez krzaki jest szybsze niż naokoło - dzięki temu zrobiłem zdjęcie przy PK5;-)


Kolejne rozdzielenie się po PK 7. Lampion PK 8 w praktyce był widoczny z PK 7. Mariusz prowadził tym razem za bardzo w lewo – w krzaki. Ja po cichutko podbiegłem do lampionu i czekałem aż dotrze. Mija minuta, dwie - Mariusza ani śladu. Inni podbijają PK, a Mariusza dalej nie ma. Wreszcie coś zaczęło szeleścić w krzakach na północ od lampionu i po chwili pojawia się wyczekiwana czerwona koszulka Mariusza.

Sesja zdjęciowa przy PK8

Dalej nawiguje Mariusz i dalej znosi nas w prawo. Na dłuższym przebiegu do PK 15 znosi nas do drogi na skraj lasu. Mariusz biega szybciej, więc mówię biegnij i nie oglądaj się na mnie. Mariusz wybiera przebieg naokoło drogą, ja skręcam w las na azymut. Wkrótce się spotykamy – choć różnymi wariantami obaj przebiegliśmy punkt – tu wyszła ta rozbieżność mapy z terenem, o której wcześniej pisałem (w moim przypadku – wariantu azymutowego). 

W okolicach PK 17 dogania nas Marcin. O dziwo, na PK 18 nie wbiega na lampion idealnie- szuka go na innym kopczyku. Do mety niedaleko – sugeruję Mariuszowi, by spróbował utrzymać się za Marcinem – wiem że to nie jest takie łatwe. Bierze go ambicja i próbuje go gonić. Gdzieś za PK 21 znikają mi z oczu. Z wyników widać, że trzy kolejne punkty zdołał utrzymać się z Marcinem i odpadł dopiero przy dobiegu do mety. W każdym razie pierwsze przetarcie w BnO zaliczone. Jak było widać po biegu, kilka strat w postaci podrapanych nóg w ramach chrztu Mariusz zaliczył. Ciekawe czy da się wyciągnąć na jakiś kolejny trening. Na razie ze znajomych na FB mnie nie skasował!

Już na mecie - zasłużone ciasteczko i analiza wyników

 




poniedziałek, 12 lipca 2021

Michałów-Reginów zamiast Lidzbarka Welskiego

W tym roku po raz pierwszy nie pojechaliśmy na Grillowanie Kosmatych InOków. Powstrzymała nas abstrakcyjna cena za nocleg w bazie (a nocleg poza bazą to już nie to) i zbyt duża odległość, żeby pojechać tylko na jeden dzień. Poza tym wizja grillokowych map nieco nas przerażała, bo ostatnio głównie biegamy i przywykliśmy, że na mapie jest wszystko i bez udziwnień Trudno, musimy z tym jakoś żyć. Na szczęście od weekendowej nudy wyratowały nas PUKS Młode Orły i BKS Wataha.
W sobotę świtkiem koło dziesiątej  zjawiliśmy się w okolicach strzelnicy w Michalowie-Reginowie na Puksowym treningu. Moja trasa miała mieć aż 5 km, a Tomka była jeszcze dłuższa.Trochę mnie to przerażało, bo ostatnio to ja ruszam się jak mucha w smole. 
Start spod linii energetycznej i.. prosto w krzaki. 



Dynamiczny start.

Punkt pierwszy wyglądał na łatwy, bo był w bardzo charakterystycznym miejscu, ale mi i tak udało się przejść obok wielkiego drzewa, na którym wisiał lampion, bo wisiał od drugiej strony drzewa i nie rzucał się w oczy. Poza tym bardziej zajęta byłam osobą Włodka wyglądającego Beatki niż śledzeniem, gdzie jestem. Dopiero podpowiedź, żebym się odwróciła naprowadziła mnie na trop:-)
Trochę się ogarnęłam i do piątki szło dobrze. Z piątki na szóstkę był nieco dłuższy przebieg i zniosło mnie w prawo do ścieżki, ale na szczęście z daleka zobaczyłam ogrodzenie, które było zaznaczone na mapie, więc miałam się od czego namierzyć na punkt. Tak po prawdzie to ta szóstka nie stała tam, gdzie była zaznaczona na mapie, ale nawet gdyby stała, to i tak by nic nie zmieniło:-)
Na siódemkę szłam idealnie i musiałam minąć rowek dosłownie o metry, ale bujna roślinność zasłaniała wszystko. Doszłam niemal do ogrodzenia strzelnicy, więc wiedziałam, że muszę zawrócić. No to zawróciłam, ale tak na oko, bez namierzania się od czegokolwiek, na zasadzie - a może się uda. No niestety, nie udało się. Wróciłam więc ponownie do ogrodzenia, tym razem na drogę wchodzącą na teren strzelnicy, ustawiłam kompas i powoli, uważnie śledząc strzałkę i licząc dwukroki ruszyłam przed siebie. Wcale nie wyszłam tak idealnie na punkt, ale na szczęście dojrzałam lampion w oddali. Jak to dobrze, że lampiony są tak ślicznie wściekle pomarańczowe:-) Zabawa w chowanego z siódemką zajęła mi aż 16 cennych minut.
 
Trochę sobie połaziłam.
 
Kolejne punkty wchodziły już bezproblemowo. Gdzieś koło jedenastki, może dwunastki spotkałam Hannę, a ponieważ miałyśmy tę samą trasę, byłyśmy już niemal do końca skazane na siebie. Żadna z nas nie była tym faktem zachwycona, ale co zrobić skoro poruszałyśmy się w zbliżonym tempie - raz jedna była z przodu, raz druga. Do mety dobiegłam pierwsza, ale w ogólnym rozliczeniu Hania była lepsza. Ta kobitka to ma kondycję...
W sumie to myślałam, że będę najostatniejsza, ale kilku osób nie doceniłam. Moja siódemka pokonała jeszcze Janusza i Annę i Andrzeja. Coś w niej jednak było.

 
Po biegu trzeba się nawodnić.

A tak wygląda cała trasa: