Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZZK 2022/2023. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZZK 2022/2023. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 marca 2023

Niwka z wertepami

Ciągle walczę z rozcięgnem i oczywiście w weekendy sprawdzam czy coś się zmieniło, oczywiście na lepsze. Tym razem na testowanie (po sobotnim Leśnym Mózgu) załapał się ZZK w Niwce. Niwka to teren praktycznie płaski, bez większych utrudnień, oczywiście poza młodnikami, gęstwinkami i jeszcze większymi GĘSTWINAMI;-) No dobra, tym razem w bonusie dostaliśmy podłoże dokładnie zryte przez dziki;-)

Jak zwykle na ZZK grill

Lampion startowy

Dowód, znalazłem lampion startowy;-)

Ów bonus zaprezentował się w całej okazałości już drodze na PK 1, a potem dołożył swoje przy dobiegu na PK 2. Oczywiście zarośla nie dały na siebie czekać i czekały na mnie już w drodze na kolejny PK 3;-) 

No dobra, nie będę zanudzał - było gęsto i nierówno. Ale za to (pochwalę się) np. na PK 4 udało się pobiec prawie idealnie po kresce! 

Za to dołka z PK 5 szukałem chwilę, dając zły przykład jakimś wyraźnie początkującym adeptom trudnej sztuki orientacji;-) 

Kreska do PK 6 prowadziła przez młodniki. Ciekawe czy ktoś biegł na krechę? Ja się nie zdecydowałem przedzierać przez krzaki i obiegłem naokoło. Wszystko byłoby dobrze gdybym nie przegapił lampionu. Lampion leżał na ziemi, za pniem drzewa, zamiast w środku dołka . Zajrzałem do dołka i nie zobaczywszy nic pomarańczowego, szukałem następnego dołka. Całkiem długo szukałem i w licznym towarzystwie. Taki urok zawodów treningowych, gdy lampion nie wisi w sposób przepisowy. 

Po PK 7 i PK 8 powrót do dołka znanego z PK 6. Oczywiście także z problemami, ale już znacznie mniejszymi. Jak widać opłaca się zapamiętywać wygląd i otoczenie kluczowych PK! 

Do PK 10 zamiast rozsądnie obiec młodnik i dotrzeć do punktu w miarę przebieżnym rowem, niczym zawodowiec postanowiłem zdobyć punkt "na kreskę". Jak się kończy kreska w młodniku każdy wie. Zwykle znacznie dłużej niż bezpieczne obieganie. Dłużej, bo wolniej, a i wcelowanie w punkt przy przedzieraniu się przez sosenki nie jest proste. I oczywiście każda taka wtopa i stres z nią związany początkuje cały łańcuszek niekorzystnych zdarzeń. Do PK 11 zbyt asekuracyjnie, omijając to bardziej zielone na mapie, a PK 12 szukałem stanowczo za wcześnie. 

PK15 z "klubowym" lampionem o numerze 44;-)

Wreszcie wydobyłem się z młodników, odreagowałem i wszystko się polepszyło. I dobrze żarło aż do PK 19. Przedzierając się do przedostatniego PK 20, za bardzo zboczyłem w lewo, przeciąłem nie tę ścieżkę co myślałem, oczywiście jeszcze bardziej zniosło mnie w lewo i szukałem dołka nie tam gdzie trzeba. Wstyd;-( 

Został więc ostatni PK i meta. Trening ZZK zaliczony. Rozcięgno dokucza, ale chyba idzie ku dobremu. Będzie trzeba je wkrótce znowu przetestować ;-) 


 

piątek, 17 marca 2023

Pod górkę w Modlinie

Bieganie po Twierdzy Modlin zawsze jest szczególne. Wały, gdzie trzeba wbiegać na czworaka, a zbiegać bojąc się o życie, fortyfikacje, bunkry, zakamarki. Dzięki temu czterokilometrowy sprint zajmuje tyle, co bieganie 10-ciu km i to pod górkę;-)

Tym razem pogoda nie dopisała. Zimno, tak na granicy padania śniegu, grunt zmrożony, więc twardy i nierówny. Zaleta taka, że to jeszcze kalendarzowa zima i roślinności niewiele. 

Modlin przywitał nas zimnem. My to jeszcze rozgrzejemy się w biegu, ale organizatorzy… Jak najszybciej wziąć mapę i lecieć. 

Zimno, ale zaraz się rozgrzeję biegając

Pierwszy PK przebiegam. Niewiele, ale zawsze. I pewno lepiej było biec górą… ale człowiek jest mądry dopiero, gdy analizuje przebieg na spokojnie w domu. 

PK 2 w "jaskini", znaczy w oknie jakiejś fortyfikacji. PK 3 ma być po drugiej stronie wału. Obiec – pieruńsko daleko, więc trzeba na czworaka wspinać się tu gdzie jestem. No, może nie zupełnie tu gdzie jestem, bo po pionowej murowanej ścianie ciężko. Przyjaźniejsza wydaje mi się lewa strona, czyli lecę na lewo od muru. Na górze jakiś fotograf amator poluje na ujęcia fortyfikacji. Ja zasapany patrzę i widzę lampion. Zerkam na mapę - rzeczywiście jest tu lampion. Przedzieram się przez jakiś dół, pika, patrzę na kod… i nie jest to PK 3! Jeszcze raz sprawdzam mapę - PK 3 jest na dole przy budynku, a to jest PK 23! Zbiegam w dół i znajduję lampion razem z Małgosią z trasy B. Teraz widzę, że należało wspinać się po prawej stronie PK 2 - nie trafiłbym na ten PK 23 i byłoby bliżej. 

PK 4, PK 5, PK 6 bez historii , tyle że pokonanie na czworaka dwóch kolejnych wałów. 

Taki wał ma prawie 10 m wysokości

PK 7 w miejscu magicznym. Nie wiem co to jest, ale taka kolumnada łuków robi wrażenie. Może chodziło o to, by atakujący stawali i zastanawiali się co to jest, a wtedy obrońcy…. 

Nie ma czasu na zastanawianie się, lecę dalej. Gdzieś tu ścigam się z Grześkiem. Znaczy wyścigam go.

 Z PK 9 do PK 10 trzeba przebiec przez kolejny wał. Na mapie dostrzegam trochę po lewej jakieś obniżenie w wale, a nawet tunel pod. Skręcam. Coś się nie zgadza. Nie ma tunelu, jest ściana bez przejścia. Może to bardziej po lewej? Biegnę w lewo. Pokonuję wreszcie wał tradycyjnie na czworaka, tyle że hen daleko od PK 10. Grzesiek mnie wyprzedza i to znacznie. Nic to, do PK 11 dość długi przelot po równym, więc się zbliżam. W górę do lampionu PK 11, w dół i znowu w górę do PK 12. Który to już wał? Mi wychodzi, że 9-ty. PK 14, 15, 16, 17, 18 ścigam się z Grześkiem (kolejne 5 wałów). Dopiero po PK 18 go wyprzedzam. PK 20 za kolejny wałem…, 21 znowu do góry, PK 23 już znam (17 wałów za nami). 

Ktoś zbiega na "łeb i szyję" z PK 21 ;-)

Na PK 25 tak się rozpędzam, że nie zauważam, że jest on na dole, a nie na górze – jeden podbieg i zbieg zaliczony ekstra ;-) Grzesiek zostaje wyraźnie w tyle. 

Ostatnie trzy punkty na kolejnym wale i sprint do mety po kocich łbach. 

Wyszło mi 19 podbiegów i zbiegów - całkiem niezły wynik! 

Wynik robi wrażenie;-)

Na mecie wydruk - patrzę i okazuje się, że biegałem 168 godzin i 56 minut! Jak nic rekord! Niestety, na którejś stacji był źle ustawiony czas i po korekcie podano tylko wyniki końcowe bez przebiegów. W ogólnej klasyfikacji Grzesiek mnie wyprzedził, przez te moje wtopy na PK 3 i PK 10;-( 

Następnym razem to ja wygram! 


 

niedziela, 22 stycznia 2023

Dystans Stołeczny w Nieporęckich dołkach

Dzięki świętu 3-króli mamy mały orientacyjny maraton: ZZK w Jabłonnej w piątek, FallInO w sobotę i Dystans Stołeczny w Niedzielę.
Dystans Stołeczny w Nieporęcie na „nowej mapie”, użytej do tej pory raz przez Team 360 na jesieni. Jest to rarytas w naszych okolicach, gdzie zwykle biegamy na dobrze znanych mapach. Oczywiście start w kategorii Chojrak. Mapa dla niedowidzących, czyli skala 1:7500 i na niej… setki dołków. 

Biuro i ja (fot A. Krochmal)

A tak to wyglądało z "mojej strony"

Do biura od miejsca gdzie można zaparkować dojście z 700 m. Samotny stolik w lesie, a przy nim Karol. Kolejne 300 m do puszki „Start”. 

Clear, a zaraz dalej start

Ruszam. Idzie dobrze – od razu trafiam na dołek z PK 1. Dalej także trafiam. Po drodze jakieś młodniki, ale takie „przebieżne”. Krzaki zaczynają się od PK 6. Tam trzeba się przedzierać prawie na czworaka. Niestety, jest to punkt podwójny i będzie trzeba na niego później jeszcze raz wrócić (PK 26). 

Lampion "Klubowy" z kodem 44 (PK 4)

Zaliczam wpadkę przy PK 8 - źle interpretuję mapę i szukam go za daleko. I zgadnijcie kto mnie wyprzedza na tym punkcie! Oczywiście Marcin. No dobra, Marcin może;-) 

Co tu dużo pisać: dołek koło dołka i w każdym lampion. Najważniejsze to sprawdzanie kodów, bo tak naprawdę nie wiadomo na który dołek się trafia i czy tuż obok nie ma jakiegoś mylnego lampionu. 

Mała wpadka przy PK 15, ale poza tym idzie dobrze. Niestety, nie mam śladu by zanalizować przebiegi - gdzieś koło PK 2 złapała mnie za nogę jakaś gałąź i zaliczyłem glebę na tyle nieszczęśliwie, że musiał się wcisnąć przycisk pauzy;-( A szkoda, bo BnO to walka na błędy, a bez analizy śladu niełatwo je wychwycić. Z tego co pamiętam to jeszcze „nie wyszedł mi” przebieg PK 25-26. Wypadłem z gęstwiny na drogę, tradycyjnie nie zerknąłem na kompas i pobiegłem… nie tą drogą co trzeba. Jak się zorientowałem, bez sensu było zawracać. Choć potem przez krzaki znalazłem jakąś ścieżkę niewrysowaną na mapę, więc może to nie był najgorszy wariant? 

Na terenie zawodów jest takie szczególne miejsce - w jego okolicy stał PK 28. W terenie to takie dwa geometryczne wgłębienia – można powiedzieć dwa takie spore rowy. Niby na mapie są jakieś proste linie poziomnic, ale jakoś to nie przemawia do mojej wyobraźni. Pamiętam, że podobnie było na poprzednich zawodach w tym terenie – w każdym razie chwilę szukałem lampionu nie w tym rowie co trzeba. 

Akurat tu mapa ni oddaje dobrze terenu

Pomiędzy PK 29 i PK 30 widziałem dołek z „obcym lampionem” – tak sprytnie umieszczonym, że łatwo było na niego wbiec zamiast na PK 29. Jak się okazało po biegu, sporo osób „nabrało się” na ten lampion, podobnie jak i na PK 1 (tu nie widziałem innego lampionu, ale tam idealnie wszedłem na punkt i nie przeczesywałem okolicy). 

Całe zawody należy pochwalić za mapę – czytelną nawet dla takich ślepot jak ja- sami zresztą zobaczcie!

 

Niebieske - z zegarka, czerwone - dorysowane z pamięci


niedziela, 8 stycznia 2023

Dziki Zakątek

Renata wypadła z wszelakich ruchowych aktywności i niestety muszę nadrabiać aktywności za dwoje. Tym razem padło na ZZK i trening na Choszczówce w „Dzikim Zakątku”. Dziki Zakątek kojarzy mi się z jakimś takim lokalem z dużym ogródkiem, parasolami gdzie kilka razy była już baza jakiś zawodów. Tym razem nietypowo… baza na „końcu ulicy, tuż przy stacji PKP”. Stolik, samochód i więcej nie trzeba, by zorganizować zawody. 

Baza jest "na końcu ulicy"

 Temperatura gdzieś koło zera, resztka śniegu, aura prawie zimowa;-) 

Aura prawie zimowa w drodze na start

Do startu - daleko. I wcale nie tak łatwo trafić – liczne dróżki zasypane śniegiem, niewydeptane i ciężkie do zidentyfikowania na mapie. 


Na starcie tłoczno - cykam sobie fotkę i lecę. Przez krzaki, na azymut do pierwszego PK. Dobiegając do lampionu widzę, że co niektórzy obiegli drogami. Cieniasy;-) Choć nie wiadomo, czy drogami nie byłoby szybciej… 

Kolejka do startu

Na PK 2 dłuuugaśny przebieg. Prawie tak długi jak na PK 5, tyle że w miarę po „czystym” lesie. Za to PK 3 bliziutko, prawie w zasięgu wzroku. 

PK 4 lekko mnie zakręcił – chwilkę szukałem dołka, nie tam gdzie trzeba. 

Teraz największe wyzwanie: na azymut, przez największe chaszcze na mapie do PK 5. Znowu zapomniałem, że czasami lepiej jest obiec drogami. Ale i tak problemem jest zlokalizowanie samotnego lampionu w mocno zielonej części mapy. Wprawdzie nie trafiam idealnie, ale szybko udaje się dojrzeć pomrańcz przebłyskujący wśród suchych badyli. 

Uff do PK 6 i PK 7 nie ma już zielonego. Zaczynają się za to górki. Możliwość sprawdzenia, czy czwartkowe bieganie Wesołych Górek daje efekty. Udaje się na wszystkie górki wbiec, a nie wejść! Zmęczony wybiegam z PK 7, trafiam na drogę i nią biegnę…. Tyle, że to nie ta droga którą biec powinienem. To efekt podbiegania – przy zbyt dużym wysiłku wyłącza się myślenie;-( Nie ma sensu wracać, biegnę dalej ciut naokoło, ale za to drogą. Docieram do lampionu z PK 8 na najwyższej górze w okolicy. To jakiś punkt zborny wszystkich orientalistów;-). Zwrot w tył i po własnych śladach wracam na PK 9. 

Na PK 10 jest prosto - drogą na górkę, a potem w prawo grzbietem i zaraz powinien być dołek z lampionem. Jest górka, skręcam w prawo, rozglądam się, dołka nie widać. Przebiegłem? Zawracam, dołki są, ale bez lampionów. Więc może jednak jestem za blisko? Miotam się niczym mucha w słoiku. Widzę lampion… sprawdzam kod - to PK 6! Przynajmniej wiem gdzie jestem. Wracam po śladach i znajduję lampion. Przebiegałem przez ten dołek na początku poszukiwań, ale lampionu nie widziałem! Tak już bywa gdy człowiek ślepy;-( 

Po takiej wtopie wiadomo, że dalej nie idzie. Na PK 11 znosi mnie i docieram na punkt przez PK 14. Dalej zaczyna dobrze żreć: PK 12, 13… Na PK 14 byłem wcześniej, więc teraz także dobrze trafiam. 

Do PK 15 daleko, ale bezpiecznie docieram do lampionu drogami, podobnie do PK 16. 

PK 17 jest znany - ten sam lampion co PK 5 (w tych największych chaszczach na Choszczówce!). Teraz trafiam niczym po sznurku - jakbym widział wyrysowaną na gruncie linię łączącą punkty. 

Do PK 18 przeprawa przez chaszcze. Na początku jest wydeptana w śniegu inostrada. Przy największej gęstwinie się rozmywa (jedni pobiegli z prawej, inni z lewej, a ci najbardziej zdesperowani przez środek krzaków). Ja omijam gęstwinę z prawej. Znajduję dołek, ale bez lampionu! Dobra – z mapy wynika, że lampion powinien być w kolejnym dołku, tyle że go tam także nie ma! Zajumali? Chwila konsternacji. Dostrzegam jakiś spacerowiczów idących ścieżką. Już wiem, zniosło mnie w prawo! Uff podbijam PK 18.

Na PK 19 już byłem (to samo co PK 4). Zostają dwa punkty do mety. Na PK 19 ruszam ścieżkami – niby las na mapie jest biały, ale jest poorany bruzdami i bieganie w ich poprzek jest mordęgą. Mam skręcić w którąś tam ścieżkę w prawo. Widzą jak konkurencja skręca, to ja także. Po chwili orientuję się, że to nie ta ścieżka, oni lecieli na moje PK 3! Tak to jest sugerować się innymi!
Nie mam ochoty skakać po tych bruzdach, więc wracam do głównej ścieżki i spokojnie dobiegam do PK 20. Dalej jak to w zimowych zawodach - wyraźna inostrada na azymut. Biegnę na PK 21 i spotykam tam tych, co mnie zwiedli przed PK 20. 

Do mety wszyscy ruszamy ścieżkami. Niby biegam szybciej, ale mam awersję do zielonego (meta jest znowu w zielonym), więc obiegam ile się da ścieżkami i na metę wpadam razem z konkurencją. 

Zostaje jeszcze zbieg do cywilizacji i sczytanie chipa. Wszystko jest OK. Uff kolejny trening zaliczony;-)


 

piątek, 25 listopada 2022

Zaczynamy ZZK!

Nie ma zmiłuj - nadchodzi zima, a najlepiej świadczy o tym rozpoczęcie Zimowych Zawodów Kontrolnych. Pierwszy etap odbył się w niedzielę w Jabłonnej. Dla nas był to też pierwszy dzień biegania w lekko zimowej scenerii, bo choć w sobotę również był śnieg, to nas nie było na bieganiu.

Rozgrzewka, czyli chwilę posiedzimy w ciepłym autku:-)

 
 A po rozgrzewce start.
 
Teren zawodów mieliśmy już obiegany wiele razy, więc stwierdziwszy, że jakoś to będzie ruszyłam na trasę bez ociągania się. Początek był miły, bo drogą, a potem tam, gdzie wszyscy. Hi, hi - z tych "wszystkich" których widziałam przed sobą z połowa wzięła mój punkt zamiast swojego, który stał kawałek dalej i był moją dwójką. Sprytnie to autor mapy rozegrał, sprytnie. Przy jedynce i dwójce nasypało mi się śniegu do butów i potem zaczęło się robić zimno w końcówki. Brrr... Więc jednak zima...
Trójka była o tyle łatwa, że po drodze mieliśmy płoty, więc można się było nimi kierować. Ja co prawda i tak przebiegłam swój punkt, ale na szczęście nie za dużo, bo wyhamował mnie widok drogi. Do czwórki trafiłam jak za startych dobrych czasów - na azymut, bez błądzenia. Aż się nawet z lekka zdziwiłam, bo ostatnio to tak różnie bywa. Z czwórki szybki myk na drogę i drogą już niemal na samiutką piątkę.
Kolejne punkty (aż do PK 10) - azymutowe - wchodziły bez problemu. Istna sielanka. Żeby tylko w nogi nie było tak zimno...
Z dziesiątki na jedenastkę można było już pobiec drogami, ale wyszło mi, że jednak azymut będzie lepszy, zwłaszcza, że po drodze nie było żadnych gęstwin, a wręcz przebieżny las i  otwarta przestrzeń. Za to do dwunastki prościutko dużą drogą z odbiciem na końcówce. Potem nawigację znowu ułatwiały liczne płoty i lekki problem miałam dopiero przy czternastce. Niby wiedziałam, że lampion ma być na zielonym, ale uparcie szłam brzegiem tego zielonego, licząc, że może wypatrzę coś pomarańczowego między drzewami. No, nie wypatrzyłam, za to doszłam do ścieżki, co było znakiem, że trzeba się wrócić. I tak to niby człowiek wie gdzie szukać, a i tak robi głupoty.
Na mecie byłam przed Tomkiem, ale on miał dłuższą trasę, więc wszystko prawidłowo. Potem jeszcze obowiązkowe rozciąganie i do domku grzać stare kości.

Rozciąganie - ważna sprawa!


 Mój przebieg.