czwartek, 30 stycznia 2025
ZZK, czyli jak wmówić mi domek w lesie.
wtorek, 26 listopada 2024
Powrót ZZK
Koniec sezonu BnO jak zwykle powoduje nagły wysyp imprez. Nie są to wprawdzie imprezy o rankingu 1, 3, a wręcz przeciwnie - o rankingu bliskim zera. Ale za to są. W każdy weekend (i nie tylko), a właściwie w każdy dzień weekendu. Pierwsze w szranki stanęły treningi ZZK. Na pierwszy trening jakoś mi nie styknęło, ale na drugi wybrałem się z Renatą. Do Chotomowa.
![]() |
| Przed startem |
Teren znany, ale jak mówi prawda zasłyszana w Rejsie: najbardziej podobają mi się trasy, które już biegliśmy;-)
Start... i od razu w tył do płotu
Strat – tradycyjnie już wzdłuż płotu. Wzdłuż płotu, bo las raczej tak sobie przebieżny by biec po kresce. Wyprzedzam Renatę, dobiegam w okolice pierwszego PK, skręcam w las…. A tu las usłany pozostałościami wycinki drzew: metrówki, gałęzie, słowem krajobraz jak po bitwie. Szukam w tym bałaganie karpy. Nie tylko ja, bo szukają tłumy, które nieświadome terenu biegły do PK 1 po kresce. Dogania mnie Renata i to chyba ona pierwsza znajduje właściwą kupkę gałęzi, pod którą ukryty jest lampion!
Z PK 2 idzie już lepiej. Punkt dopadam z jakimś szbkobieżnym dziewczęciem, które zamiast porządnie drogami, próbowało znowu biec po kresce.
PK2
Do PK 3 ruszamy razem, ale ja wybieram bezpieczniejszą wersję drogami. Znowu spotykamy się w okolicy PK 3. Jak widać, nie zawsze bieganie po kresce jest najszybsze!
Niestety do PK 4 nie daje się inaczej niż przez krzaki. Po PK 4 tracę towarzystwo – widać dziewczę startuje na innej trasie niż ja.
Po PK 5 zaczyna się pierwszy długi przebieg. Gdy jestem niedaleko PK 3 widzę na drodze… Renatę. Powinna być już znacznie dalej! Chwila konwersacji – zgubiła się, bo…. biegła po drogach, a nie na kreskę…. Oj ta Renata:-) Ratuję ją wskazując gdzie jesteśmy i w jakim kierunku szukać PK 3.
I gdzie jest ta trójka????
Biegnę dalej. Las dalej przypomina pobojowisko po pracach leśnych. Gdzieś w oddali słychać warkot jakiegoś mechanicznego potwora zajmującego się trzebieniem lasu. Koło PK 7 las jest zupełnie nieprzebieżny z powodu wyrębu, a to punkt podwójny, będę musiał tu wrócić jeszcze raz!
Na szczęście po PK 8 sytuacja się poprawia – daje się biegać po lesie bez zagrożenia utraty nóg.
W okolicach PK 9 zyskuję towarzystwo psa. Pies ma właścicielkę, także biegającą w poszukiwaniu lampionów, ale wyraźnie wybrał moją kompanię!
Przy PK 12 daję ciała. Ze śladu wynika, że prawie rozdeptałem lampion, ale go nie zauważyłem i pobiegłem poszukiwać go na sąsiedniej polance.
Po PK 13 przegonił mnie Michał, ale on zwykle biega ciut szybciej niż ja. Dlatego zdziwiłem się, że na drodze za PK 14 zamiast biec, Michał idzie i wyraźnie utyka…. Co tu ukrywać, dodało mi to skrzydeł i przyspieszyłem;-) Tym bardziej, że teraz była kolej na dłuższe przebiegi i to drogami.
Zwolniłem dopiero na dobiegu do PK 7 (tego samego co PK 7) z powodów „zaśmiecenia” podłoża. Do PK 18 to już się nie biegło, tylko ostrożnie szło. Przed PK 20 musiałem omijać pracujący w lesie traktor. Leśnicy przesadzają z tym gospodarczym wykorzystywaniem lasów – wycinać w niedzielę????
Na mecie czekała na mnie już Renata z aparatem. Trochę ją zmyliłem przebijając się przez największy gąszcz do lampionu, zamiast jak cywilizowany człowiek pobiec naokoło drogą;-)
![]() |
| Dobieg do mety |
![]() |
| Trochę zakręciłem się koło mety... |
![]() |
| Udało się metę podbić:-) |
Niniejszym ogłaszam zimowy sezon Zimowych Zawodów Kontrolnych za otwarty!
![]() |
| Ja biegałem na niebiesko, Renata na czerwono |
niedziela, 22 stycznia 2023
Depresyjny ZZK w Jabłonnej
Całkiem niedawno biegaliśmy ZZK w Jabłonnej. Na tej samej mapie, ale „z jej drugiej strony” i w zupełnie innej aurze. Wtedy było słonko, lekki śnieżek, aż chciało się biegać. Teraz przywitało mnie zachmurzone niebo, kałuże i ogólnie taki późnojesienny depresyjny nastrój.
![]() |
| Taką mamy aurę... |
![]() |
| Clear, check i start.. |
PK 1: albo po kresce przez chaszcze, albo ciut nadkładając drogami. Wybór jest prosty. Ruszam ścieżką wzdłuż płotu (płot po prawej), a tu nagle płot się kończy, a właściwie zaczyna w lewą stronę nowy i kierunki coś przestają się zgadzać. Staję i chwila zawieszenia. Dopiero po dłuższym czasie odnajduję na mapie płot wzdłuż którego biegłem i ten nowy – też mam biec wedle niego. Czyli już początek taki jak pogoda - przygnębiający;-(
PK2: albo znowu ścieżkami, albo po kresce. Las na mapie mniej zielony, więc zaczynam po kresce. Zaczynam po kresce, ale wcale tak fajnie jak wskazuje mapa z tą przebieżnością nie jest. Ciekawe, ale na poprzednim ZZK las był jakoś bardziej przyjazny!
PK 4, 5, 6 po kreskach i to całkiem nieźle – znowu szkoła Renaty wychodzi;-) Po PK 5 wyprzedza mnie Marcin. Staram się dotrzymać mu kroku, ale jak zwykle jest dla mnie za szybki. Ale Marcin biegnie jakoś dziwnie w prawo. Trzymam się swojego azymutu i chyba jestem na punkcie przed nim! Ot, taki mały smak zwycięstwa;-) Co z tego, że kilka punktów dalej znowu mnie wyprzedza;-)
Ogólnie idzie mi dobrze, jakby kreski na mapie łączące punkty były narysowane w terenie. Może nie za szybko, ale to jeszcze da się poprawić.
Chwila dekoncentracji i po PK 13 gubię kierunek. Na drodze. Zawsze drogi poprzeczne mnie rozpraszają – szczególnie takie ze skrzyżowaniami. Nie patrzę na kompas, biegnę drogą w lewo…. Tyle, że jestem nie na tej drodze co trzeba. Otrzeźwienie przynosi dopiero widok zabudowań. No cóż, frycowe za nieuwagę;-(
Po takiej porażce drogę do kilku następnych PK pokonuję prawie idealnie po kresce. Zaczyna się psuć koło PK 18, a PK 20 normalnie przebiegam.
Nie wiem co się dzieje, ale znowu po skusze mam kilka „idealnych” przebiegów. Może po prostu tak już mam?
![]() |
| Wreszcie na mecie (w głębi chaszcze) |
Wreszcie meta. Jestem jakiś przygnębiony tym treningiem. W domu las określam jako „depresyjny” i strasznie zachaszczony. Nogi nieść nie chciały, koncentracja co chwila ulatywała… Mam nadzieję, że lepiej będzie następnego dnia w Falenicy.
piątek, 25 listopada 2022
Zaczynamy ZZK!
poniedziałek, 17 stycznia 2022
ZZK Jabłonna - łatwo, ale powoli
W weekend pobiegane, a tu jeszcze nie pochwaliłam się trasą sprzed tygodnia. Po nieudanym (acz przyjemnym) FalInO, w niedzielę pojechaliśmy na ZZK do Jabłonnej. Moja trasa - B - miała mieć prawie 5 kilometrów, czyli taka już konkretna. Na ZZKu przynajmniej miałam pewność, że organizatorzy nie zaskoczą mnie scorelaufem, ale na wszelki wypadek sprawdziłam to od razu:-) Było OK.
Pierwszy punkt był tak blisko, że aż się musiałam upewnić czy mi się nie przewidziało, ale Tomek obejrzał mapę i potwierdził. Lubię jak początek jest łatwy. Do dwójki większość odległości biegło się ścieżką, dopiero końcówka przez las. Przy dwójce dogonił mnie Tomek, bo ten punkt mieliśmy wspólny.
Cóż, spotkanie z Tomkiem było w zasadzie jedyną atrakcją na trasie, bo ani się nie zgubiłam, ani się z nikim nie ścigałam, leciałam sobie powoli (bo wydma) z punktu na punkt, albo ścieżkami, albo po kresce i tylko trochę się dziwiłam, że jest tak zadziwiająco łatwo. Zdziwiłam się też oglądając wyniki, bo kurna, tak mi dobrze szło, a wynik taki marny - czwarty od końca. I pomyśleć, że na mecie byłam taka dumna z siebie. Tak więc nawigacja idzie jak z płatka, bieganie idzie jak po grudzie. Ale co tam... Jak będę 20 lat młodsza, to ja wszystkim dopiero dokopię.... Zobaczycie - będę pierwsza!
sobota, 1 maja 2021
poniedziałek, 26 kwietnia 2021
Warszawska Mila - etap 1
Przyjechaliśmy na tyle wcześnie, że zdążyłam zwiedzić budki, podjąć decyzję co na siebie włożyć, a co jednak zdjąć, no i oczywiście zaliczyć pamiątkową fotkę pod największym lampionem.
Moja trasa na szczęście miała być krótka - raptem 2 km. Startowałam jakieś pół godziny przed Tomkiem, więc miał czas żeby uwiecznić moje pierwsze kroki na trasie.

























