sobota, 29 października 2022
Klasyk w Szkółce Skierdy
środa, 26 października 2022
WOM w Twierdzy Modlin
czwartek, 20 października 2022
Szybki Mózg nad Morskim Okiem
wtorek, 18 października 2022
Oswój Smoka, czyli powrót do korzeni.
niedziela, 16 października 2022
Była Nocna Masakra - czas na Dzienną Masakrę
Kolejny dzień zmagań w Mielcu. Tym razem Mistrzostwa Polski dystans średni.
![]() |
Dzień zapowiada się gorący - chyba znowu za ciepło się ubrałem |
![]() |
Baza w promieniach słońca - widać miasteczko namiotów klubowych |
![]() |
1,5 km dojścia na start |
Start ponad kilometr od bazy, akurat za pierwszym PK z nocy.
![]() |
Wchodzę do boxu w minucie 18-stej |
Pierwszy PK na azymucie. Nawet nie pomyślałem by obiec drogami, choć analiza po mówi, że efekt byłby ten sam. W każdym razie śmiało ruszam na azymut. Rowy z wodą głębokości ponad metra i znacznej szerokości. Każdy do skakania, biec się nie daje. Przy okazji przeskakuję przez pola prawdziwków. Aż zastanawiam się czy ich nie zbierać, ale nie mam do czego.
Dalej w zielone. Na pierwszy lampion trafiam właściwie bezbłędnie!
Skoro idzie tak dobrze, do dwójki także na azymut. Szukam niewielkiego wzniesienia z karpą. Wcześniej dostrzegam jakieś wzniesienie z karpami, więc je sprawdzam. Ciężko w tym lesie ocenić odległość, ale chyba za wcześnie. Wreszcie trafiam na właściwe miejsce i lampion!
Idzie tak dobrze, lecę więc dalej azymutem. Prawdę mówiąc nie ma innej alternatywy. Ciut przebiegam lampion, ale odbijam się od wału i jestem na punkcie. PK 4 także dobrze wchodzi. Coś za łatwo! Byle tylko nie zapeszyć!
Przy PK 5 pojawiają się jacyś biegacze, chyba nawet jakiś szybkobiegacz z mojej kategorii. Lecę za nim na PK 6. Potem w kierunku PK 7. Tu kieruję się bardziej na prawo, na widoczny ciemniejszy lasek na kolejnym kawałku pełnym rowów z wodą – na rogu tego lasku ma być lampion. Ale niema!. Chwila niepewności – widzę lampion, ale żadnej granicy kultur nie. Coś mapa nie zgadza z terenem!
PK 8, 9, 10, 11, 12 idą całkiem dobrze. Dopiero PK 13 zaczyna być problemem. Jest za wielkim zielonym obszarem. Najpierw przedzieram się przez bagienne zarośla pełne małych drzewek, aż trafiam na fragment przebieżnego lasu. Biegnę do skraju najbliższego drogi, do której się przedzieram. I tu wpadam na głupi pomysł - obiegnę zielone drogą od lewej. Nie popatrzyłem, że od lewej jest także zielone, choć w innym odcieniu. Tak naprawdę z drogi nie widać zmiany w odcieniu tego zielonego i przebiegam punkt wbiegu w las. Skoro jestem dalej, skręcam w drogę na południe, aby jak najmniej przedzierać się przez młodniki. Wreszcie opuszczam przyjazną drogę i utykam w zaroślach. Brnę powoli do punktu. Konkurencja z którż się ścigałem pewno zniknęła już na horyzoncie. Wreszcie docieram do ambony. Teraz wiem, że to są okolice wczorajszego PK 14. Za dnia ten obszar nie jest wcale bardziej przebieżny!
Do PK 15 próbuję uniknąć największego gąszczu, ale i tak niewiele to daje. Szczególnie, że przy samym PK 15 tracę ponad minutę szukając właściwego dołka, koło którego prawie stałem! Te dwa punkty spowodowały ok 5-6 minut straty;-( W middlu można powiedzieć, że to już po zawodach – grupa zawodników z którą konkurowałem, odskoczyła mi;-(
Ostatnie dwa PK – praktycznie te same co w nocy i meta. Na wydruku: 16-te miejsce na 16-tu zawodników. Wstyd. Ktoś tam potem przybiegł za mną, ale liczyłem na miejsce 4-7 a nie 16-ste. Pozostało mi się szybko zebrać i w niesławie uciec do domu;-) Za rok się odegram!
Nocna Mielecka Masakra
Jeżdżąc przez Mielec, a konkretnie jego obwodnicą, zawsze podziwiałem sosnowe lasy rosnące za dźwiękochłonnym płotem. Wreszcie się doczekałem: Mistrzostwa Polski w nocnym BnO zawitały właśnie do tych lasów. Start w sobotnią noc, więc należy jakoś zagospodarować czas przed startem i się zaaklimatyzować. Organizator wzorem innych nie zapewnił „model Event”, więc zrobiłem sobie coś takiego samodzielnie: postanowiłem pobiegać na sławetnym ZPK Białkówka. O rzut beretem od miejsca zawodów, więc zakładałem, że teren i mapy podobne.
Jadąc do Białkówki zwiedziłem po drodze całkiem ciekawe miejsca: Mazury, a nawet Zielonkę;-)
![]() |
Ja i ZPK na Białkówce |
Jaki ten świat jest zakręcony;-) Na ZPK wystartowałem w samo południe. Niby to nie noc, ale co tam! Najpierw jakąś ścieżką przez krzaki do PK 1. Krzaki całkiem niezłe! A i dołków do wyboru sporo. Naokoło trafiłem. Do PK 2 miała być ścieżka przy asfalcie, ale nie było – pobiegłem drogą asfaltową. PK 3 - banalny dołek przy rowie.
PK 4 - kolejny dołek w zielonym na jakimś wypukłym pofałdowniu terenu. Jest zielone, jest pofałdowanie, są grzybiarze… a dołka nie ma! Szukam, czeszę, namierzam się od dołka przy drodze… i nic. Takie miotanie się w kółko zajęło mi prawie 10 minut. Wreszcie znajduję słupek – stoi w niepozornej gęstwince, koło której przechodziłem już kilka razu. Gdyby to był lampion wypatrzyłbym go;-( Taki to urok ZPK-ów. I kiepski prognostyk przed nocą. Dalej idzie ciut lepiej. Lekkie zacięcie przy PK 7, bo mapa trochę nie zgadza się z terenem.
Za to PK 9 w krzakach i to podmokłych. Gdybym wiedział, wybrałbym inną trasę;-)
Wkurzony znowu mam wtopę na PK 10 – szukam lampionu za wcześnie – zmyliły mnie ogrodzenia mrowisk, których zabrakło na mapie. Ogólnie idzie mi słabo: zieloności na mapie nie pasują mi do tego co widzę w terenie, azymuty jakieś zboczone… na PK 10, 11, 13, 15 problemy;-( Za PK 15 idzie lepiej – można się rozpędzić, punkty daje się łatwo namierzyć.
Rozluźniony ruszam z PK 22 na PK 23. Na azymut. Ma być trochę krzaków, potem mniejsze krzaki, kawałek czystego lasu i zielone kępki ze ścieżką. Niby wszystko jest, jest i ścieżka… tyle że ani widu, ani słychu słupka! I tak mija kolejne 10 minut. A wszystko przez ścieżkę nienaniesioną na mapę, a udającą tę właściwą;-)
![]() |
Moja nierówna walka z PK 23 |
Kończę ZPK-a – nominalne 7,4 km zajęło mi…12 km i 2 godziny. Wstyd!
![]() |
A to cały przebieg |
Czas udać się na właściwe zawody. Najpierw obiad i szkoła, gdzie mają być noclegi. Jestem pierwszy i rezerwuję sobie jeden z nielicznych materacy gimnastycznych. Znów na stare lata zaczynam sypiać „w warunkach turystycznych”.
Nie ma co robić, jadę do bazy zawodów „pod chmurką”. Nie jestem pierwszy – na parkingu czeka już Andrzej z ekipą z Warszawy. Ogólne wrażenia organizacyjne ambiwalentne: komunikacja organizatorów z uczestnikami w internecie bardzo uboga – istotne informacje na ostatnią chwilę, ale to co istotne jest publikowane. Organizacyjnie – chwilami brakuje organizatorów na miejscu, ale z drugiej strony wszystko jest. Ot, choćby brak model eventu – duża część terenu zawodów pozostała niewykorzystana, aż prosiło zrobić się trening na tym terenie. Brakowało stałego dyżuru organizatorów w szkole, rozdzielenia biura obsługi SI od biura zawodów (trzeba było dochodzić korytarzem dla zawodników do biura) – takie drobiazgi.
![]() |
Baza w Mielcu za dnia |
Wreszcie zachodzi słońce i czas rozpocząć zawody. Mam 73 minutę startową, więc można powiedzieć startuję „w drugiej zmianie”. Przed moim wyjściem na start na metę wpadają już pierwsi zawodnicy. Czas mają znacząco dłuższy niż przewidywany czas zwycięzcy – zatem szykuje się trudna trasa.
![]() |
A tak wygląda to po nocy. Czekamy na dobieg pierwszego zawodnika |
Na starcie okazuje się, że jest cieplej niż myślałem. Niestety numer startowy, agrafki zniechęcają mnie do rozbierania się. Najwyżej nie zmarznę ;-) Wchodzę do boksu startowego, odliczanie, inaczej niż zwykle mapę wyciągamy z kieszonki dopiero na sygnał startu. Dobieg do startu właściwego dość długi. Start jakoś tak „ w środku niczego”. Wszyscy biegną dalej, na azymut, w kierunku mojego PK 1. Na początek taki przebieg „na azymut” kilometrowy. Fajnie. Teoretycznie można by od lampionu startu się wrócić i pobiec drogami, ale skoro wszyscy na azymut, a w lesie wydeptana już inostrada? Może marnej jakości ta inostrada – pełno zwalonych drzew, dziur, więc biegnę raczej zachowawczo, by sobie jakiejś nogi nie urwać.
Niby wszystko idzie dobre, światełka konkurencji w zasięgu wzroku, teren się zgadza, wkraczam w okolice PK 1. Mapa nieczytelna, pokreskowana drogami, warstwicami, a w naturze las niewiele starszy od młodnika, z leżącymi po przycinaniu drzewkami. Szukaj tu po ciemku dołka! Okazuje się, że mnie zniosło na ostatnich metrach i chwilę trwa zanim znajduję co trzeba. Dogania mnie następny z mojej kategorii;-(
PK 2 znowu w krzakach. Taki teren normalnie podmokły – teraz przeczesywany przez wiele latarek w poszukiwaniu niepozornego lampionu na rozwidleniu ledwo widocznych dróżek (coś jak PK 23 na Białkówce). Chyba udaje mi się i pierwszy z całej grupy znajduję lampion!
PK 3 oczywiście w młodniku. Na mapie sporo zielonego, a zielone w nocy oznacza widoczność na 50 cm i losowość w znajdowaniu lampionów;-(
PK 4 to majstersztyk. Drugi koniec młodnika (400m), a konkretnie jakaś ostra granica polanki z innym kolorem zielonego - żadnego sensownego obejścia – wszędzie zielono. Na szczęście przez te krzaki biegnie mokry rów, a wzdłuż niego inostrada. Dzisiaj już się sporo nakrzalowałem, więc wbrew pozorom dobrze mi idzie. Może są i szybsi, ale potrafią pobiec nie wiadomo z jakiej przyczyny gdzieś w bok, zamiast trzymać się wydeptanego traktu, rowu i azymutu. W efekcie mam na tym odcinku jedne z moich najlepszych czasów w etapie.
Nie lubię biegać w tramwaju – niestety krótkie interwały i mapa z punktami losowymi naturalnie takie tramwaje tworzy. Po PK 4 źle ustawiam kompas, sugeruję się jakąś inostradą i mnie znosi na płot. Biegnąc w grupie nie patrzę dokładnie na kompas, jestem pewien, że jestem na innym boku płotu i w efekcie skręcam w lewo, zamiast biec w prawo. Wybiegam z gęstwiny, chwilkę się lokalizuję i znajduję lampion drogą naokoło, ale niestety po raz drugi tracę czas. W imprezach mistrzowskich takie wpadki wykluczają osiągnięcie dobrego rezultatu – tu poziom jest bardzo wyrównany.
Zniesmaczony krzakami do PK 6 biegnę drogami i to chyba dobry wybór. PK 7 tuż obok, PK 8 także. Tyle że na PK 8 nie trafiam. Niby nie dużo rozmijam się z lampionem;-(. Znowu strata 2 minut – razem mam jakieś 6-7 minut w plecy;-(
Dzięki temu manewrowi na PK 8 znowu jestem sam w lesie. Trochę drogami, trochę na azymut biegnę dalej. Przed PK 11 dopędza mnie jakiś tramwaj. Tramwaj szuka PK ciut za wcześnie, a ja jak głupi skręcam w ich kierunku zamiast biec swoje. Dalej biegnę za powoli oddalającym się tramwajem.
Kolejny majstersztyk budowniczego trasy - PK 14. Jedyny sensowny przebieg to na krechę przez zielone, zielonkawe i bardziej zielone. Właściwie żadnych jednoznacznych punktów orientacyjnych, bo użycie odcieni zielonego przez autora mapy dla mnie i większości biegających pozostaje tajemnicą. Szczególnie w terenie biegu nocnego. Odczucie było raczej takie, że jasnozielone jest gęściejsze niż ciemnozielone… Gdzieś koło PK doganiam zdezorientowany tramwaj czeszący teren. Tramwaj nie ma pojęcia gdzie jest, choć na pytanie czy widzieli gdzieś wysokie drzewa wskazują na północ. Dla mnie jest wszystko jasne – przy wysokich drzewach mam mieć lampion. I mam. Reszta tramwaju swojego szuka (wiem, że niektórzy mieli przy ambonie, a nie jak ja, na rogu tego przebieżnego fragmenciku lasu.
Urywam się tłumowi i przez młodnik (zaznaczony jako zielone kropki na żółtym polu) lecę na przedostatni i ostatni punkt. Jeszcze imponujący finisz i meta. Wynik już nie jest tak imponujący – na wydruku jestem 6-ty na 10-ciu. W podsumowaniu spadłem na miejsce 11. Stanowczo poniżej oczekiwań;-(
Na pewno w zawodach zabrakło mi rozbić. Zawodnicy łączyli się w tramwaje, albo na zasadzie „wożenia się za kimś” albo „pełnej współpracy”, a rzadziej na zasadzie „na chwilę, bo tak wyszło”. Na zawodach klasy mistrzowskiej raczej tego być nie powinno. Każdy „losowy punkt” wymagający czesania czegoś w krzakach, lub dłuuugi przebieg przez zielone generuje tramwaj, gdy następni doganiają tych z przodu. Takie same przebiegi dla różnych kategorii taki tramwaj utrzymują. Mój przebieg PK 9-13 był taki sam dla kategorii M60, M45, M40, M20 i prawie taki sam dla M35 i M16 (jeden PK więcej po drodze, na kresce). Podobnie z PK 1. Interwał 5 minut może by pomógł. Ale w nocy bez rozbić naprawdę jest trudno uniknąć gromadzenia się ludzi w grupy, szczególnie przy punktach ciężkich do znalezienia. Światło widać z daleka.
I jeszcze mapa gdzie nie wiadomo było jak to, co jest zielone interpretować.
Z pozytywów to mapa w skali 1:7500 szczególnie w nocy to dobre rozwiązanie. I dobrze widoczne kolory i duże kółka z PK – to było czytelne.
piątek, 7 października 2022
Po nocy z Watahą
Kolejna noc w lesie. Tym razem z Watahą. Okolice Beniaminowa i obsada prawie międzynarodowa: Na trening zajechali zawodnicy ze Szczecina, Wrocławia… normalnie cała orientacyjna śmietanka!
Dojeżdżając do miejsca zbiórki z daleka widziałem ustawione przy drodze błyskające pomarańczowe światła i stojące na poboczu auta. Wypadek? Nie – to tylko „oddolna inicjatywa” bezpiecznego oznakowania miejsca zgrupowania chętnych. Oddolna, bo organizatora ani widu ani słychu. Znaczy ktoś tam słyszał (lub się słusznie domyślał), że organizator jak zwykle lata po lesie i wiesza lampiony;-)
![]() |
Tam po prawej widać te migające światełka. Pomysł wart propagowania! |
Umówiona godzina startu mija, a organizator dalej w lesie. Wreszcie widać migające światełko w lesie. Przebiega w naszych okolicach i biegnie gdzieś w okolice zakrętu drogi przy forcie. Pewno to już ostatnie punkty. Mamy rację - za chwilę wyłania się organizator i niewinnie stwierdzająco pyta: „Chyba zdążyłem?”
![]() |
Rzucamy się po mapy (fot A. Krochmal) |
Jeszcze rozstawić stolik i wydawanie map. Start po drugiej stronie ulicy. Biegniemy we trzy osoby. Jest droga w bok i po chwili lampion. Tyle, że to stacja „check” – gdzie zginął „clear”? Ponoć stoi na skraju lasu… Wstyd się tak zgubić przed startem;-)
Mapa jest w wersji „mini”. Moja trasa „Chojrak” 5,9 km/21 PK mieści się na kartce A5. Wręcz na kawałku kartki bo jest tu także tabelka z opisami PK!
Odbijam start i ruszam w krzaki. PK 1 bezbłędnie, PK 2 dobrze, choć może nie optymalnie, do PK 3 przez mocno zielone – za wcześnie wbiegam na wydmę (przy PK 16), ale nie jest źle. Biegnę do PK 4 i… skucha. Szukam końca wydmy z karpą – tyle, że trafiam nie na ten koniec. Przebiegam za daleko – muszę się wracać. Dwie minuty w plecy;-(
Do PK 5 obiegam drogami, bo mam już dość zielonego. Kolejne punkty wchodzą dobrze – na tej mapie kompas dobrze wskazuje kierunek, dobrze naniesione zieloności i mikrorzeźba pozwalają korygować ewentualne odchylenia w biegu. Po prostu dobra mapa.
Problem pojawia się przy PK 9 - dołek ukryty w młodniku na górce. Młodnik nie trudno znaleźć, ale światełka zdezorientowanej konkurencji rozpraszają. Błąd trafienia rzędu 20m nie pozwala dostrzec właściwego dołka z lampionem i zwiedziony błędnymi światłami szukam najpierw ze złej strony. A teren trudno przechodni (o przebieżności zapomnijmy), więc dobra minuta straty.
PK 10, 11.. żeby tak wchodziły PK na Mistrzostwach Polski!
PK 12 - znosi mnie lekko, gdy widzę jakąś konkurencję, trafiam na poziomnicę i biegnę według rzeźby do punktu… Niestety, to nie ta poziomnica i znowu kolejna strata. Niby nie jakaś wielka, ale kolejne 2 minuty w plecy.
Za to 13-stka nie jest wcale pechowa – tu pojawiają się jacyś szybkobiegacze za którymi można biec, a wiadomo tacy raczej nawigują dobrze.
Koło PK 15 dogania mnie Mateusz. Staram się go gonić, ale za PK 16 znika mi z oczu.
PK 19 to chyba ten, co ostatni stawiał organizator, gdy spóźniał się na otwarcie startu. Nie doczytuję w opisach i szukam go na kupie kamieni, a nie na górce.
Przedostatni PK 20 ma być na mocno zielonym. Pamiętam, że jak były jakieś zawody na tej mapie w tych okolicach i zawsze miałem problemy nawigacyjne. Tu także jakoś nie idzie mi znalezienie drogi, za którą ma być dołek. Wreszcie ją znajduję i widzę w krzakach buszujące światełka. Wydaje mi się, że odległościowo jest OK, więc także wpadam w krzaki. Chodzimy tyralierą w tę i we wtę, a lampionu brak. Okazuje się, że cześć ludzi szuka PK 2, a część PK 20. Niby zero to nic, ale jednak robi pewną różnicę. Wśród szukających jest także Mateusz, który mi wcześniej uciekł. Po dłuższej chwili udaje się namierzyć w najgęstszych krzakach dołek z lampionem. Teraz grupowo biegniemy w kierunku ostatniego PK 21 - ten jest na szczęście widoczny z daleka. Dobieg do mety – za innymi – byle nie zostawać w tyle;-) Na przebiegu widać, że mało optymalnie;-)
Trening zaliczony - te kilka błędów powoduje, że nie jestem w czołówce, ale pamiętajmy że to tylko trening. Właściwe bieganie ma być w weekend - oby tam było mniej błędów:-) Choć z drugiej strony na zawodach sporo uczestników robi większe błędy ze stresu! Zobaczymy jak wyjdzie tym razem;-)
środa, 5 października 2022
Warszawska Olimpiada Młodzieży, czyli kto mi sabotował trasę.
poniedziałek, 3 października 2022
Mówcie mi "Mistrzu" ;-)
Wielkimi krokami zbliżają się Mistrzostwa Polski w nocnym BnO. Jak zwykle przed imprezami mistrzowskimi następuje wysyp imprez lokalnych – czy to treningowych, czy o statusie Mistrzostw Regionu. U nas pojawiły się Mistrzostwa Mazowsza w nocnym BnO. Jak nic trzeba wystartować, przypomnieć sobie jak to biega się w lesie po nocy, w zespół z dzikimi zwierzętami…
Zawody „tuż pod domem” nawigacja pokazuje 16 minut dojazdu! Miejsce dwukrotnie odwiedzone – raz w czasie Nocnych Manewrów SKPB w 2017, gdzie na okolicznej wydmie długo i namiętnie szukaliśmy lampionu, a drugi raz w ramach Tras na Czasy Zarazy biegaliśmy samodzielnie po tej samej wydmie – choć za dnia. W każdym razie pamiętam z tego miejsca wielką wydmę otoczoną terenami niemiłymi dla przebiegania.
![]() |
Droga do startu |
Sobota, okolice godziny 19-tej, ciemny las, skręcam z DW 631 w boczną drogą, gdzie roi się od światełek i bezładnie porzuconych samochodów. Porzucam swoje auto i idę w stronę największego światła – namiotu ze startem. Tras jest do wyboru 6. Jako że to Mistrzostwa Mazowsza, startuję w swojej kategorii wiekowej, czyli trasa NM3. Jak przystało na porządne zawody na trasie będzie punkt widokowy – gdzieś tu w okolicach startu, który ja mam potwierdzić dwa razy, a najdłuższe trasy aż 4 razy! Tylko kto będzie dopingował tych na punkcie widokowym, skoro wszyscy będą w lesie?
![]() |
Światełka koło startu |
![]() |
I sam namiot startowy |
Wpraszam się na start – na moją trasę nie ma jakiś większych kolejek – mogę startować. Włączam zegarek, latarkę i ruszam.
Najpierw drogą do lampionu START. Potem… dalej drogą aż skończą się chaszcze po lewej;-) Nie ma chaszczy – skręcam…. I za chwilę wpadam w chaszcze, takie których nie ma na mapie;-) Jest górka, za grzbietem ma być polanka z lampionem. Wiadomo, pierwszy punkt jest najtrudniejszy – trzeba „przyzwyczaić się” do mapy, terenu, biegania po nocy. I nauczyć znajdować lampiony. Mi idzie marnie, lampionu nie widać! Polanki są do wyboru i koloru, ale bezlampionowe. Po chwili bezładnego miotania się po poziomnicy decyduję się na zwrot w lewo (z prawej widać jakieś światełka zmierzające od drogi) i okazuje się to dobrą decyzją. Po chwili znajduję pierwszy PK.
Ustawiam kompas na PK 2 i lecę. Rozpoznaję jakiś szczycik widoczny na mapie – znaczy jestem na dobrym kursie. Lampion świeci zresztą z daleka. Nie jest źle!
Teraz wdrapuję się na szczyt wydmy, po którym biegnie jakaś grupa i zbiegam stromo w dół. Pamiętam ten teren z TNCZ jako wyjątkowo mało przebieżny. W nocy jest jeszcze bardziej nieprzebieżny. Taki nisko położony teren podmokły - trawy wysokie na człowieka, sporo chaszczy i bruzdy ukryte w tej trawie, głębokie co najmniej na pół metra. Spróbuj biegać po czymś takim! Ja nie próbuję – brnę przed siebie – starając się wybrać to, co jest równiejsze i mniej zakrzaczone. Zasadniczo szukam obniżenia niby na żółto, czyli niezarośniętego i zakładam, że z góry będzie lepiej widoczne. Z naprzeciwka światełka tych co szukają tego samego. Wiem, że jestem za bardzo w lewo, więc skręcam w prawo i po chwili widzę odblask lampionu!
Uff, dalej znowu na azymut – ma być kolejny punkt na niebieskim, ale za drogą. Przez chwilę wraca normalny las i znowu zaczynają się bruzdy. Jeszcze głębsze. Na ich skraju powinien być lampion. „Biegniemy” grupą – przede mną szybkobiegacz, który pakuje się w te bruzdy i za chwilę grzęźnie w krzakach. Zerkam dokładniej na mapę i stwierdzam, że obejdę ten nieprzyjazny teren brzegiem, bo lampion ma być „na brzegu”. To dobra decyzja – prowadzę resztę grupy do punktu.
Można odetchnąć, teraz przez wydmą powrót do punktu widokowego. Obiegam kolejne podmokłe obniżenie drogą (słyszę jak ktoś przebija się po kresce przez największy gąszcz), skręcam w prawo w pozostałość ścieżki i idealnie znajduję dołek z lampionem. Szybkobiegacz, który mnie wyprzedzał pobiegł gdzieś w bok – albo szuka innego lampionu, albo się zamotał w lesie. Chwilę przed lampionem widzę, że coś w lesie świeci – trochę nie na azymucie i jakoś tak podwójnie. Po chwili światło latarki oświetla śpiącą sarnę ze zdziwieniem patrzącą, co to się w lesie wyprawia.
Wspinam się mozolnie na wydmę – idzie łatwo, bo charakterystyczna rzeźba znowu prowadzi mnie idealnie na lampion.
Teraz w dół, potem pod górkę i mam PK nr 7. Coś podejrzanie dobrze mi idzie!
PK 8 koło startu – najłatwiej dobiec tam drogą. Minimalnie przebiegam dołek z lampionem. Teraz punkt widokowy – najpierw znajduję metę, którą omijam szerokim łukiem i za chwilę mam punkt węzłowy. Czas na drugą stronę lasu. Nie ma tu jakiś spektakularnych wydm, ale jest za to zielono. A zielone na mapie w nocy oznacza niezłą zabawę - nie ma punktów charakterystycznych takich jak rzeźba terenu i każde zboczenie z azymutu może zakończyć się katastrofą.
Próbuję biec ścieżką wypatrzoną na mapie, ale ścieżka po chwili zanika. Brnę przez zielone aż znajduję kolejna ścieżkę wyglądającą znacznie porządniej. Nawigując ścieżkami docieram w okolice 10-tki. Do samego lampionu 100m na azymut przez gęste krzaki. Widzę kilka osób szukających punktu. Rzut oka na mapę i wiem gdzie szukać dołka, wybawiam ich z opresji;-)
11-stka na mapie tuż obok, w terenie wydaje mi się to znacznie dalej niż na mapie.
Las trochę się przerzedza. PK 12, 13, 14 - ścigam się z kimś z innej trasy. PK 15 dość daleko – wybieram wariant „drogowy”. Odliczam odległość i z drogi skręcam w gęstwinę. Trafiam wkrótce na dołek. Nie jestem pewien na który i wybieram „gorszy wariant” – w efekcie nadrabiam ze 20 m po krzakach.
PK 16 na zielonym, można powiedzieć „na niczym”. W nocy przy widoczności w gęstwinie rządu 2-3 metrów znalezienie wzniesienia o wysokości 1 metra i średnicy kilku metrów jest nie lada sztuką. Jakiś młodzieniec rusza ze mną, ale biegnie szybciej i widać jego kompas wskazuje inny kierunek niż mój. Po drodze trafiam na dołek pośrodku przebiegi wiem gdzie jestem, wreszcie trafiam na teren który się ciut podnosi i po prawej (bo ostatnio coś znosi mnie na lewo) wypatruję odblasku. Jest! 16-stka podbita!
Zostały dwa punkty do mety. PK 17 to polanka zaraz za drogą. Jest droga, widzę światełko po lewej kogoś kto stoi w krzakach, a raczej na polance wśród krzaków. To pewno tam – myślę i odbijam w lewo. Owszem jest polanka, ale bez lampionu. Według mapy nie powinno być tu żadnych innych polanek! Jako, że ostatnio znosi mnie w lewo, decyduję się szukać lampionu po prawej. Wędrując ciągiem „nieistniejących” polanek docieram do lampionu - oczywiście umieszczonego w największych chaszczach!
Uff, teraz wybiec z lasu i na metę! Koniec! Prawie godzina na 4,5 km. Rakietą to ja nie jestem.
Odbieram wydruk i widzę, że jestem pierwszy!. Wyprzedziłem głównego konkurenta - Krzysztofa! To już drugi raz na Nocnych Mistrzostwach Mazowsza mi się zdarza - wtedy gdy trasa jest odpowiednio ciężka nawigacyjnie.
Dobra nie ma co szukać przyczyny – grunt, że jestem pierwszy! A tak w ogóle to możecie do mnie mówić „Mistrzu” :-)
I na deser - Livelox