Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szybki Mózg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szybki Mózg. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 czerwca 2024

Szybki Mózg na jednaj nodze.

Pobiegaliśmy w lesie, więc można było wrócić do miasta na kolejny Szybki Mózg. Tym razem biegaliśmy na Mokotowie na mapie  Sielce Północ, z bazą w jednym z budynków Uniwersytetu. O dziwo, udało nam się zaparkować dość blisko, choć spodziewaliśmy się problemów.

 
Przed bazą zawodów.

Start był z ulicy kawałek dalej. Ponieważ byliśmy przed czasem, chwilę czekaliśmy na godzinę "zero". A potem powstał dylemat - odbijać się w punkcie wydawania map, czy dopiero przy lampionie startowym? Ja na wszelki wypadek postanowiłam  pipnąć w obu miejscach.  Odbiłam się pierwszym pipnięciem i pooooleeeciałam....

Pierwszy krok na trasie.

No dobra - nigdzie nie poleciałam. Między mapą a lampionem startowym trafiła mnie rwa kulszowa, prawa noga mi odpadła i zaczęłam mieć wątpliwości, czy od razu zawrócić, czy próbować walczyć. Ponieważ ja waleczna kobita jestem (czasami), więc zaczęłam udawać, że nic, ale to nic mnie nie boli i powoli zmierzałam do PK 1. 
Z każdym kolejnym punktem było jednak coraz gorzej i tylko patrzyłam jak cała konkurencja startująca po mnie, śmiga zostawiając mnie z tyłu. Powoli wypracowałam sobie mało bolesny sposób poruszania się - krok dostawny. Może głupio to wyglądało, ale spokojnie udało mi się przebyć całą trasę. Dobrze, że nawigacyjnie było łatwo, bez żadnych pułapek, więc przynajmniej umysłowo nie musiałam się wysilać. Tradycyjnie Tomek czekał na mecie i bezskutecznie dopingował mnie do biegu. Ale jak się nie da, to się nie da.

Na mecie już tylko na jednej nodze

Oboje już po biegu.

Tak mi się trochę zmarnował ten Szybki Mózg, a tu na kolejny etap trzeba będzie poczekać aż do września. Teraz to już tylko będzie chyba bieganie po lasach. Tylko jak biegać, kiedy boli?

Taka łatwa traska.

piątek, 14 czerwca 2024

Szybki Mózg na Nowym Świecie, czyli co się odwlecze to nie uciecze.

Pierwszy etap Szybkiego Mózgu miał się odbyć jeszcze w kwietniu, ale coś nie pykło i dopiero tydzień temu, we środę, ruszyliśmy w trasę na Nowym Świecie. Lubię po mieście, bo nie trzeba uważać tak bardzo na to co pod nogami, a jak się człowiek zgubi, to w sumie każdego przechodnia można zapytać o jakieś wskazówki. Nie żebym się tak znowu gubiła, ale teoretycznie.
Udało nam się zaparkować blisko bazy zawodów, co w mieście nie zawsze jest takie oczywiste. 
W oczekiwaniu na start cyknęliśmy sobie "rodzinną" fotkę klubową, a potem długo szukałam sygnału gps-a.

 Wreszcie na zawodach wyglądamy poważnie.


GPS-ie! Przybądź!

Sprawnie udało mi się wyminąć długa kolejkę do startu i na hasło: kto jest z zuchwałych? szybko stanęłam w blokach startowych. A potem pomknęłam.

O, tu zaczynam mknąć.

Trasa  nawigacyjnie łatwa, ale gdzieniegdzie pojawiały się schody. Jak były w dół, to spoko, ale pod górę - istna mordęga. Bieganie typowo miejskie, w sumie nic się nie działo, nie ma o czym opowiadać. Veni vidi non vici (jak zawsze). Ale przyjemność wcale nie mniejsza niż bieganie po lesie, gubienie się i odnajdywanie i takie tam. Tylko w inny sposób. 
Nie szło mi za szybko (choć się naprawdę starałam), więc Tomek ze swoją dłuższą trasą uwinął się szybciej i czekał na mnie na mecie.

Na mecie już nie byłam tak szybka jak na starcie:-)

Potem jeszcze długo czekaliśmy na Gosię i Grześka, którzy mieli jakieś moje zaległe nagrody z innych zawodów i chcieli je przekazać. Opłacało się czekać! Dostałam męską koszulkę w rozmiarze XL.  Teraz jeszcze muszę tylko ciut przytyć i mogę się wystroić.
A tak wygląda mój przebieg. Chwilami jest trochę przekłamany, bo gps nie radzi sobie w mieście za dobrze.



 

wtorek, 12 września 2023

Szybki Mózg na Grochowie

Lato minęło, pokończyły się wszystkie mistrzostwa wszystkiego i zaczęły wracać lokalne imprezy. Jako pierwszy wystartował Szybki Mózg. Tomek wciąż nie powinien biegać, ale miałam nadzieję, że przynajmniej zawiezie mnie na zawody, zwłaszcza że miały być stosunkowo blisko. Ale Tomek jak to Tomek - od razu zapisał się na najdłuższą trasę, bo co tam noga, najwyżej będzie boleć. Ja za to obniżyłam loty i zamiast tradycyjnie na zuchwałych, zapisałam się na odważnych. Po tak długiej przerwie jakoś nie miałam ochoty się zbytnio męczyć.
 
 Przed startem.
 
Trochę bałam się czy jeszcze pamiętam co się robi z mapą, czipem i kompasem, ale próba nie strzelba.
Moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne - od razu po wzięciu mapy w rękę wiedziałam co robić i nie miałam ani chwili zawahania.
 
 Start.
 
Po mieście w sumie biega się łatwo, wystarczy mieć dobry wzrok i szybkie nogi i sukces murowany. Ja akurat nie mam ani jednego, ani drugiego, więc zamiast sukcesu miałam radochę i satysfakcję. 
Jeszcze przed startem myślałam, że pewnie część trasy przejdę, a nie przebiegnę, ale o dziwo, udało się przetruchtać całość. Nawigacyjnie też było spoko. No, może przebieg z siódemki na ósemkę był trochę idiotyczny, ale jakiś błąd w końcu trzeba popełnić.

Nie wiem po co leciałam tak naokoło.

A po biegu nadrabianie zaległości towarzyskich z całego lata. Fajnie znowu zobaczyć te biegackie gęby:-)

I koniecznie pamiątkowa foteczka!


Cały przebieg.

środa, 21 czerwca 2023

Szybki Mózg - Gocław

My to tak od Szybkiego Mózgu do Szybkiego Mózgu. Tym razem blisko, bo na Gocławiu, w miejscu sto razy obieganym, co oczywiście w moim przypadku nie ma żadnego znaczenia, bo jak będę chciała się zgubić, to potrafię wszędzie.
Startowałam za kilkoma osobami z mojej trasy, więc na dzień dobry wiedziałam, w którą stronę ruszyć.

No to lecę...

Rzut okiem na mapę przekonał mnie, że nie powinno być trudno i trasa wygląda na przewidywalną. I w zasadzie tak było, poza punktami w okolicach Balatonu.  Nie żeby nie było wiadomo jak trafić. Problemem była decyzja, z której strony obiegać jezioro i którymi mostkami pokonywać kanałek.Nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała najmniej optymalnych przebiegów, szczególnie z PK 2 do PK 3. A wydawało mi się, że tak sprytnie wybrałam wariant...

Można było krócej.

Te obiegania jeziora, to oprócz tego, że łatwo było wybrać mniej optymalny przebieg, to jeszcze były dłuuugie i między punktami można było umrzeć z nudów. Albo z wyczerpania, jak ktoś biegł za szybko. Ponieważ ja jednak wolę z nudów, więc dreptałam sobie powoli, ale skutecznie.
W sumie to na trasie nie było żadnych atrakcji, które warto by opisywać. Na przedostatnim punkcie czyhał z kamerą Tomek, bo oczywiście swoją dłuższą trasę przebiegł szybciej niż ja krótszą.

PK 16
 
 
 Ostatni punkt
 
Na metę aż się prosiło wbiegać sprintem, bo od ostatniego punktu był bieg po bieżni, jednakowoż nie skorzystałam. Jakoś ostatnio strasznie kręci mnie trucht:-)
 
Meta


Moje mniej i bardziej optymalne przebiegi

sobota, 10 czerwca 2023

Szybki Mózg na Starówce

Nadelektowaliśmy się Jagą Korą, to pora wrócić do BnO. Co prawda ruchu w interesie nie ma nadzwyczajnego, żeby nie powiedzieć, że wręcz posucha, ale Szybki Mózg się odbył i byliśmy. Fajnie czasem dla odmiany pobiegać po mieście, a już szczególnie po Starówce w Warszawie. Nie dość, że trudno się zgubić, to i pozwiedzać można:-) Zwłaszcza przy moim tempie biegu.

Idziemy do biura zawodów.

Biuro zawodów na bulwarach wiślanych, a start tuż przy przejściu podziemnym, bo cała zabawa  po drugiej stronie ulicy.

Start.
 
Zasadniczo było lekko, łatwo i przyjemnie - aż do PK 10, bo po nim zaczęły się schody. Niby schody były też po jedynce, ale wtedy jeszcze byłam pełna sił. Po kolejnych schodach już nie wbiegałam, nie wchodziłam, tylko pełzłam siłą woli, a na rynku byłam gotowa już się położyć i czekać na swój kres. Czułam jednak, że to taki trochę obciachowy kres, więc poczołgałam się dalej, do PK 11. Potem na szczęście było po płaskim, a kolejne schody prowadziły w dół i to uratowało mi życie. Dwa ostatnie punkty już były nad Wisłą i oczywiście Tomek czyhał z kamerką.

PK 15

Meta.

Tak się starałam ambitnie przyspieszyć na końcówce i w efekcie po podbiciu mety padłam bezsilnie i na tle innych zawodników wyglądałam jak bym ukończyła co najmniej maraton. A to tylko 4 km z małym hakiem mi wyszły.

Siedzę i nie wstanę i co mi kto zrobi?

Ten etap Szybkiego Mózgu był zdecydowanie biegowy, a nie nawigacyjny, bo w zasadzie każdy biegł tym samym wariantem wymuszonym układem ulic i tylko czasem zdarzały się jakieś drobne odstępstwa. Ale i tak było fajnie, niezależnie od wyniku. Bo w sumie już się pogodziłam z tym, że biegowo jest coraz gorzej, za to rozrywkowo - wciąż OK.
A tak wygląda mój przebieg:

piątek, 28 kwietnia 2023

Szybki Mózg - start: Bemowo-Lotnisko

Strasznie cieszyłam się na kolejną edycję Szybkiego Mózgu, aż do dnia poprzedzającego wydarzenie, kiedy to okazało się, że Tomek ma nieważne prawo jazdy i do Warszawy to ja muszę nas dowieźć. Niby od ponad trzydziestu lat codziennie jeżdżę, ale ze mną jest jak z Gowinem, co to głosował, ale się nie cieszył. No, to ja jeżdżę, ale nie dość, że się nie cieszę, to jeszcze się strasznie stresuję.
Jakoś jednak udało się dojechać i z ulgą wysiadłam z samochodu.

Tu widać ulgę.

Zanim ruszyliśmy w trasę, mieliśmy możliwość obejrzenia kilku samolotów, tak w ramach nabierania rozpędu do startu.

Oto samolot.
 
Jak już nabrałam tego rozpędu, to ruszyłam pełnym gazem, co prawda głównie dlatego, że widziałam gdzie pobiegli inni zawodnicy z mojej trasy i nie traciłam czasu na rozkminianie mapy.

Dynamiczny start.
 
Pierwszy punkt był niedaleko, przy garażach, ale ponieważ zaczęłam za szybko, to myślałam, że nie dobiegnę. W płucach rzęziło mi i dyszałam jak zgoniony pies. Ale uparłam się i nie zwolniłam. Dwójka po drugiej stronie garaży i tu już nieco spuściłam z tonu, żeby mnie nie zabrakło na resztę trasy. Dalej już coraz wolniej, ale nie mniej skutecznie.  Skuteczności starczyło mi do siódemki, a potem, na ósemkę, pobiegłam w to drugie prawo, zamiast we właściwe. W zasadzie nie mam problemu z odróżnieniem prawej strony od lewej, ale czasami zdarza się jakiś błąd w matrixie. Szybko ogarnęłam, że coś się nie zgadza, ale chwilę zeszło mi na zrozumienie co,  dlaczego i jak to naprawić. Bywa. Ale przynajmniej miałam chwilę na złapanie oddechu i odpoczynek.
Kolejna zwiecha złapała mnie po PK 11.Tu dla odmiany za mało zakręciłam w prawo i wyrzuciło mnie na obrzeża mapy. Oczywiście od razu przestały mi się zgadzać budynki, bo spodziewałam się tych przy PK 12 i znowu chwilę zajęło mi zrozumienie co się stało.

Błąd w matrixie.
 
Jeszcze chwilę zawahania miałam między PK 14 a PK 15, bo nie byłam pewna, czy na pewno jest przejście między budynkami. Przy pierwszym zaglądnięciu w uliczkę, na jej końcu zobaczyłam ogrodzenie, więc wycofałam się i postanowiłam obiec. Zastanowiło mnie jednak, że ludzie wchodzą tam i znikają, a pojawiają się tacy, co nie wchodzili, a wychodzą. Przy bliższych oględzinach okazało się, że owszem - jest ogrodzenie, ale w ogrodzeniu jest furtka.

Przejdę? Nie przejdę?
 
Ostatni punkt był łatwy, a potem już tylko meta. A na mecie Tomek, bo skoro wystartował po mnie, na dłuższą trasę, to oczywiście przybiegł pierwszy. Jak zawsze.


Z dłuższą ręką miałabym lepszy czas.

Na ogół jak dobiegam do mety, to cieszę się, że to już koniec i można odpocząć, ale tym razem wcale nie. Dotarcie na metę znaczyło dla mnie, że znowu muszę wsiąść w samochód i jakimś cudem dojechać do domu. I wiecie co? Udało się! Brawo ja!
Taki tam mój przebieg.

czwartek, 20 października 2022

Szybki Mózg nad Morskim Okiem

Dwa dni po Oswoju już wróciliśmy do biegania, bo był Szybki Mózg nad Morskim Okiem, ale nie tym w Tatrach, tylko w Warszawie. Ale zaparkować było tak samo trudno:-) Jak już nam się udała ta sztuka, to szybciutko polecieliśmy na start, żeby nie tracić czasu i wystartowaliśmy.

 
Start z puszki
 
Pierwszym wyzwaniem było znalezienie na mapie trójkąta startowego. Kiedy wyłapałam PK 3 było już łatwo, bo po kreskach wycofałam się do startu. Ustawiłam azymut, żeby wiedzieć w która stronę ruszyć. Ubiegłam kawałek i drogę nagle zastąpiła mi góra. No to ją obiegnę - pomyślałam i już miałam  ruszyć w lewo, ale spojrzałam na mapę i okazało się, że góra nie ma w pobliżu końca, bo tak w ogóle to jest bardziej skarpa niż góra. No dobra, wdrapałam się po pionowej ścianie, a kilka dni później oglądając mapę zauważyłam, że ewentualnie mogłam wejść schodami kawałek dalej. Grunt, że jedynkę zdobyłam.
Do szóstki szło bezbłędnie. Pewnie, zawsze można spierać się o warianty - który lepszy, w każdym razie rażących błędów nie było. Po szóstce zerknęłam na mapę i kompas, pobiegłam i... stwierdziłam, że przecież ja już tu byłam. Ale jakim cudem, skoro to nie jest punkt podwójny? Przy punkcie spotkałam Tomka, który na mapie pokazał mi gdzie jestem, co zresztą sama wiedziałam. Postanowiłam jeszcze sprawdzić przy sąsiednim bloku, bo może coś mi się pomyliło, ale nie. I wtedy zrozumiałam - zamiast na siódemkę, pobiegłam na jedynkę. Niestety po ciemku, przy maleńkich cyferkach słabo widocznych na mapie, pomyliłam wygląd jedynki z siódemką, czyli mój standardowy błąd:-( Jak już wiedziałam, co jest grane, oczywiście siódemkę znalazłam bez problemu.
Od siódemki goniłam Ilonę, oczywiście tylko dla zabawy, bo przecież jasne było, że szybko odpadnę przy jej tempie i tak też się stało. Do osiemnastki obyło się bez przygód, dziewiętnastkę ciut przebiegłam, a po dwudziestce jedynce o mało nie pobiegłam na metę, bo w pierwszej chwili nie zauważyłam  dwudziestki dwójki. Ale by mi było żal złapać nkl-a na ostatnim punkcie! Na szczęście dopatrzyłam się tego ostatniego punktu i na metę dotarłam z kompletem. Ufff...

 Meta czeka na mnie.


 
Prezentacja mapy (wiem, że nic nie widzać).


I mój wariant.

niedziela, 2 października 2022

Szybki Mózg, czyli krótka i nudna relacja.

Wrócił Szybki Mózg po wakacjach i oczywiście nie mogło nas na nim zabraknąć. Nie przepadam za zawodami w środku tygodnia, po dniu pracy i do tego po zmroku, ale nie dotyczy to tej imprezy. W tegorocznej edycji dodatkową zaletą (jak dla mnie) jest start z puszki, więc nie ma problemu z różnymi, odległymi minutami startowymi, czy dojazdem na określoną godzinę.
 
W drodze na start próbowałam zaprzyjaźnić się z metą.


Pora ruszyć.
 
W skrócie można powiedzieć - wystartowałam, przetruchtałam na spokojnie całą trasę, bezproblemowo znalazłam wszystkie punkty wybierając nawet dość rozsądne warianty przebiegu, dotarłam na metę i jeszcze udało mi się (zupełnie nieplanowo) wyprzedzić kilka osób. Plan minimum zrealizowany z nawiązką. 
Trasa była wyjątkowo łatwa, bez pułapek, dokładnie na miarę moich możliwości. Jeśli ktoś oczekiwał relacji z gubienia się, to niestety - nie tym razem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że było nudno i w sumie nie ma o czym pisać. Tempo pokonywania trasy, jak to u mnie - żałosne, a w związku z coraz bardziej rozsypującym się układem ruchu - nawet bardzo żałosne. Ale co tam, najważniejsze, że wciąż sprawia mi to przyjemność.

Meta, taka po biegu.




niedziela, 3 lipca 2022

Szybki Mózg w zaułkach Pragi

Nie wyrabiam. Normalnie nie wyrabiam na zakrętach, jest za gorąco nawet na pisanie, a do tego zaczął się sezon na przetwory.
"Spieszę" donieść, że dawno, dawno temu, we środę odbył się kolejny - trzeci etap Szybkiego Mózgu i oczywiście  partycypowaliśmy. Fajnie, że mieliśmy blisko, po naszej stronie Wisły, na Pradze Północ.
 
Do bazy zawodów musieliśmy kawałek podejść, bo nie było gdzie zaparkować.
 
Przed startem właściwym można było jeszcze wziąć udział w mikro BnO po terenie Ogniska "Praga" i nie omieszkaliśmy skorzystać. Mogło by się wydawać, że jeśli wszystkie punkty są w zasięgu wzroku, to będzie łatwiej, ale okazało się, że wcale nie.

Start mikro BnO.

Przed startem wypatrzyłam sobie dwa pierwsze punkty i wydawało mi się, że ho,ho jak ja to pobiegnę. Z pierwszym nie miałam oczywiście problemów, ale przy drugim już się zawahałam czy to ten, bo wokół były też inne lampiony.

Malowniczy PK 1
 
Przy kolejnych punktach asystowała mi jakaś dziewczynka, która albo mówiła mi gdzie mam dalej biec, albo czekała gdzie pobiegnę i leciała za mną. Trochę mi z tym było dziwnie, ale nic nie mówiłam. Co jej będę psuć zabawę.
Tomek z kolei to tak się rozpędził, że ominął jeden punkt, a potem pobiegł trasę drugi raz. Normalne oszustwo! Nie gadam z nim!
Potem poszliśmy na start etapu właściwego. Tradycyjnie ja ruszyłam pierwsza, żeby Tomek mógł się wykazać reżyserskimi zdolnościami. Pobrałam mapę, podbiłam start i ruszyłam...

Tak z minuta po starcie.
 
Za linią startu jakoś mnie zamurowało i nie byłam w stanie zrobić ani kroku dalej. Nic, ale to nic mi się na mapie nie zgadzało z otoczeniem. Jak podpowiedział mi już w domu, po powrocie, Tomek - trójkącik startowy nie był jednakowoż w miejscu odbijania startu, tylko kawałek dalej, a ja po prostu nie zbliżyłam się nawet do niego. W sumie więc nie dziwne, że ciut się nie zgadzało. Stałam tak i stałam, w końcu zrobiło mi się głupio i postanowiłam pójść gdziekolwiek

Idę gdziekolwiek, a moje miejsce zajął kolejny uczestnik:-)
 
Kiedy już zeszłam z oczu obserwatorów, wzięłam się w garść i w końcu wykoncypowałam przybliżony kierunek natarcia, a jednocześnie obserwowałam, czy ktoś jeszcze biegnie w tę samą stronę. Biegli, więc uznałam, że jest OK, co po chwili potwierdził wiszący lampion. Ufff... Pierwsze koty za płoty.
Ciąg dalszy był już łatwiejszy, bo nigdzie nie zgubiłam się na amen, ale warianty wiele razy miałam mało optymalne. W plątaninie zaułków ciężko było wybrać najszybsze przejście, bo na tyle rzeczy na mapie trzeba było zwracać uwagę, że w końcu wolałam często lecieć naokoło, ale z pewnością, że nie zatrzyma mnie jakaś ściana, czy zamknięta brama. Specjalną atrakcją były spotkania z rdzenną ludnością, która to ludność bądź rzucała w moją stronę groźby karalne, bądź koniecznie chciała pomóc, nawet wbrew mojej woli.
W końcu udało się zaliczyć całą trasę, a na dobiegu do mety jeszcze ścigałam się z Anią, dopingowana przez Tomka. W sumie jeszcze bym kiedyś pobiegała na Pradze, bo to było bardzo ciekawe doświadczenie.

Ostatnia prosta.

I meta!
 
Przebieg trochę chwilami dziwny, bo GPS gubił się w mieście.