czwartek, 29 czerwca 2023
Wawel Cup - Model Event z gradobiciem i innymi klęskami.
wtorek, 27 czerwca 2023
Korona Mazowsze - do 4 razy sztuka
W tym roku wyraźnie groźny wirus jest w zaniku, bo przewidziano tylko jeden bieg z cyklu Korona(wirus) Mazowsza. Las Buchnik, tuż koło pracy, więc zamiast wracać do domu, ruszyłem w stronę Jabłonnej. Z nieba kapie, może nie za bardzo, ale wszędzie mokro. Jestem jednym z pierwszych startujących. Mapa w dłoń i… w mokre krzaki.
![]() |
| Biuro zawodów pod mokrym drzewem na końcu ulicy do nikąd |
Zaczyna się w miarę dobrze, choć omijam gęstwiny, w których woda z liści leje się za kołnierz. PK 2, 3, 4, 5 także bez problemu. Problem zaczyna się przy PK 6. Chwila nieuwagi i… nie wiem, gdzie jestem. Znaczy wiem, że na azymucie i wydaje mi się, że w obniżeniu gdzie powinien być lampion. Sęk w tym, że lampionu nie ma. Miotam się we wszystkie strony. Dopiero po kilku minutach znajduję lampion niedbale leżący w dołku.
![]() |
| Przy PK 6 zmyliła mnie skala i szukałem lampionu jedno obniżenie za wcześnie |
Rozeźlony lecę na PK 7. Zamiast drogą, widząc polankę, skręcam na azymut. I to jest błąd, a właściwie WIELBłąd. Taki wielbłąd dwugarbny. Niby skala mapy 1:5 000 daje bardzo dokładny obraz, ale przy tej skali łatwo w lesie przebiec jakiś punkt orientacyjny. Co tu dużo pisać, PK 7 znowu szukałem kolejne kilka minut.
![]() |
| Nie zawsze bieganie na azymut po zielonym popłaca... |
Gdzieś koło PK 13 przeganiam Gosię Krochmal z innej trasy. Widzę, że ona także biegnie na mój kolejny PK 14. Wyrywam do przodu i… znowu wtopa, bo przekręciłem sobie mapę lub kompas o 90 stopni... To już trzecia. Taki drobiazg, lekkie przekręcenie mapy i szukam nie w tym wgłębieniu górki…
![]() |
| Zamiast w muldzie na zachodzie szukałem lampionu w tej na północy, a wystarczyło biec rowem... |
Wk-ny ścigam się z jakimś młodzieńcem (wiadomo, młodzieńcy biegają szybciej), więc wkrótce niknie mi z oczu.
Znowu seria punktów idzie mi podejrzanie dobrze. Tak aż do PK 20. Kolejny PK 21 dość daleko, trzeba biec wzdłuż zabudowań. Biegnę wzdłuż zabudowań, ale oczywiście nie w tę stronę. Wbiegam na jakieś podwórko… Dobrze, że nie ma psa…
![]() |
| Ostatnia wtopa na dziś |
Wracam na właściwy szlak, ale przeganiają mnie Przemek i Jurek. Drepczę za nimi, ale bez szans na wyprzedzenie. Mając ich w zasięgu wzroku dobiegam do mety. Wynikiem nie ma co się chwalić. Cztery wpadki, każda po kilka minut.. po prostu wstyd. Ciekawe czy podobny numer odwalę na Wawel Cup, który już za trochę ponad tydzień…
![]() |
| Z czasu nie ma co się cieszyć, ale grunt, że pobiegane |
10 x SOLO, choć częściowo w duecie.
Zaczęłam na azymut mając w planach przecięcie dwóch ścieżek i szybkie znalezienie lampionu. Po pierwszej ścieżce dogonił mnie Tomek, który miał ten sam punkt na swojej trasie. Po przecięciu drugiej ścieżki chciałam zacząć szukać, ale Tomek przekonał mnie, że tamta pierwsza ścieżka to się nie liczy, nie ma jej na mapie i trzeba lecieć dalej.
Był bardzo przekonujący, więc pobiegliśmy do kolejnej ścieżki. zaczęliśmy szukać. Dłuuugo i namiętnie. Długo, namiętnie i niestety bezskutecznie. Okazało się, że "moja" ścieżka jednak się liczy, jesteśmy za daleko i trzeba wrócić. Po tej korekcie trafiliśmy już bezbłędnie.
Kolejny raz potwierdza się, że najlepiej biegać samemu i liczyć tylko na własne umiejętności. Dwie osoby popełniają dwa razy więcej błędów i całe szczęście, że nie było z nami nikogo dodatkowego.
Po jedynce rozstaliśmy się, bo dalsze punkty już nam się nie pokrywały. Dwójka, trójka i czwórka weszły gładko. Do czwórki nie pchałam się na azymut, tylko obiegłam sobie drogą. Przed piątką trochę mnie zniosło w prawo, a ponieważ na mapie nie było wrysowanej drogi, na którą wyszłam, stanęłam zdezorientowana i już się zaczęłam zastanawiać, czy może z czwórki nie poleciałam w przeciwnym kierunku niż powinnam. Ale nie, poza drogą reszta mniej więcej się zgadzała. Namierzyłam się dopiero ze skrzyżowania, które na mapie nie było skrzyżowaniem, tylko zakrętem drogi.
Kolejne dwa punkty poszły dobrze i znowu przed ósemką odbiłam za bardzo w prawo. Na szczęście wyszłam na charakterystyczne skrzyżowanie, więc było się od czego odbić.
Po ósemce trochę oklapłam - i fizycznie, i mentalnie. Nie dość, że ze zmęczenia praktycznie większość trasy szlam, to jeszcze ta nawigacja strasznie szwankowała. Czułam się jak totalny cienias i ofiara lasu. Na szczęście ostatnie dwa punkty nie sprawiły większych problemów, bo już chyba bym się całkiem załamała.
poniedziałek, 26 czerwca 2023
Bieg Władysławiaka - dobiegnę, albo nie dobiegnę....
środa, 21 czerwca 2023
Szybki Mózg - Gocław
sobota, 10 czerwca 2023
Szybki Mózg na Starówce
Biuro zawodów na bulwarach wiślanych, a start tuż przy przejściu podziemnym, bo cała zabawa po drugiej stronie ulicy.
Ten etap Szybkiego Mózgu był zdecydowanie biegowy, a nie nawigacyjny, bo w zasadzie każdy biegł tym samym wariantem wymuszonym układem ulic i tylko czasem zdarzały się jakieś drobne odstępstwa. Ale i tak było fajnie, niezależnie od wyniku. Bo w sumie już się pogodziłam z tym, że biegowo jest coraz gorzej, za to rozrywkowo - wciąż OK.
A tak wygląda mój przebieg:
czwartek, 1 czerwca 2023
sobota, 27 maja 2023
Jaga Kora czyli tłuczenie miski.
środa, 24 maja 2023
Falenickie robale czyli INSeKT
Dawno nie byliśmy na marszach na orientację. Znaczy byliśmy niedawno na BazInO, ale to i tak wyjątek po długim okresie uczestniczenia tylko w orientacji sportowej. Jednak INSeKT jako "sztandarowa impreza klubowa", dodatkowo bez kolizji z terminem BnO i jeszcze w Falenicy, i w ramach OTInO… no, musieliśmy się na nią wybrać!
Ludzcy organizatorzy pozwolili się wyspać wyznaczając start od godziny trzynastej. Zaczęliśmy od dojściówki, czy może bardziej dojazdówki, bo większość trasy przebyliśmy pojazdem dwuśladowym.
Po zameldowaniu się na miejscu, czyli w wiatach przy SP 124, zaliczeniu rytualnej wymiany fantów, pobraliśmy mapy i poszliśmy w las. Na początek dostaliśmy kartkę papieru z dwoma sieciami i kilkoma pająkami. I o dziwo, kartka była zatytułowana "Etap 2". Co do rysunków na kartce - o ile mapa topograficzna była dość oczywista (jednak w Falenicy trochę mieszkałem), oczywiste były także dwa pająki bazujące na mapie BnO (po coś biega się regularnie FallInO i mapę BnO zna się na pamięć), już wycinki lidarowe były zagadką. No dobra, na kilku widać wydmę, wydma - więc wiadomo, że trzeba ich szukać na wydmie (wydma ciągnie się dobre 5 km), ale pozostałe dwa pajączki mogły być wszędzie. Powiedzmy, że Renata brzydząc się pająków nie paliła się do dokładnego oglądania i dopasowywania wycinków, więc spadło to na moje barki. Szybko wyznaczyłem kawałek wydmy, gdzie były rozpoznane fragmenty i zakładałem, że reszta elementów dopasuje się gdzieś "pomiędzy".
![]() |
| Mapa z insektami w dłoń i ruszamy do boju! |
Zamiast żmudnie dopasowywać ruszyliśmy w las. Zaczęliśmy od PK A, do którego musieliśmy przebić się przez innych uczestników okupujących ścieżkę w celu rozkminienia zagadek mapy.
![]() |
| Ścieżka to dobre miejsce do rozkminiania mapy |
Punkt podbijaliśmy razem z Przemkiem, który zaraz ruszył szybkim krokiem na wydmę. My powolutku wędrowaliśmy wydmą, przedzierając się przez krajobraz niczym po jakimś huraganie - leśnicy zabrali się za przerzedzanie lasu i wszędzie leżały pościnane sosny.
![]() |
| Podbijamy pierwszy PK |
Na wydmie szybko zlokalizowałem dołki znane z FalInO, więc bez problemów zaliczyliśmy PK D, J, K.
![]() |
| PK D - niczym na jakimś wiatrołomie |
![]() |
| PK J w malowniczym dołku na wydmie |
Po chwili udało się dopasować duży lidar, więc naszym łupem padł punkt G, B i F. Tu zaczynaliśmy spotykać Marka, który używał psa do tropienia lampionów, ale chyba z marnym skutkiem, bo jakoś nie udało mu się dopasować dużego kawałka lidaru do wydmy.
Zaliczając pająka z punktami O, P i R udało się dostrzec podobieństwo terenu do kolejnego pająka L, M, N. Ale zmyliła mnie skala. PK L podbiliśmy dobrze, ale PK N… wyglądał na jakiś dołek (czy inne odkształcenie terenu) w okolicach PK P. Dołek był, lampion był… ale dołka z PK M już nie było.
![]() |
| Tu powinien być lampion z PK N |
Wszystko przez tę skalę! Po chwili wpadłem, że PK N jest tożsamy z PK P i po poprawce poszliśmy szukać właściwego PK N. Znaleźliśmy kopczyki, ale bez lampionu. Obszukaliśmy teren w koło, wszystkie okoliczne odkształcenia terenu i nic. Lampion był dopiero kawałek dalej – niby także na kopczyku i przy skrzyżowaniu ścieżek… Aby się lampion nie marnował postanowiliśmy wbić stowarzysza, zamiast wytykać budowniczemu BPK;-)
Końcówka to już bułka z masłem - miejsca gdzie jako dziecko bawiłem się w lesie. Przy okazji odwiedziliśmy nasz były domek… wspomnień czar:-)
![]() |
| Tu kiedyś mieszkaliśmy |
![]() |
| PK C - tuż przy naszym byłym domu |
Po krótkim odpoczynku etap drugi (czy raczej pierwszy w/g oznaczeń na mapie). Żuk wiosenny. O ile schemat drożni z kilkoma PK był w do ogarnięcia, to żuczki do wpasowania już tak sobie. Te z mapą BnO i Morskim Okiem dawało się wpasować, ale reszta? Znaleźliśmy PK B, potem PK D, wdrapaliśmy się na wydmę i… przysiedliśmy by pomyśleć. Siedzenie dobrze wpływa na myślenie – bo rozglądając się wkoło nagle dostrzegłem podobieństwo do lidaru. Okazało się, że siedzieliśmy.. dokładnie pod lampionem;-) Schemat dróg był takiej sobie dokładności, więc nie do końca widzieliśmy gdzie się na nim znajdujemy, ale nagle widzimy lampion na skrzyżowaniu "gwiaździstym" wielu dróg, a takie jest na schemacie z PK F. Więc mamy kolejny PK!
![]() |
| PK C na ul. Bonapartego |
Kierunek ul. Napoleona Bonapartego - tam jest PK C. Po drodze dostrzegam charakterystyczny dołek i mamy dopasowanego kolejnego żuczka!
![]() |
| Wydma tuż przy Morskim Oku - PK K |
Czas na Morskie Oko i tu udaje się dopasować przedostatniego żuczka z lidarem. Zostaje już końcówka, PK E, PK M i… poprawka PK F. Obchodząc wydmę od północy stało się jasne, że to co wpisaliśmy jako F, było bardziej na południe. Renata ma już dość chodzenia, więc puszczam ja skrótem do PK A, a sam lecę na wydmę przebić ten nieszczęsny PK F. Wracając do PK A zahaczam o ostatniego żuczka i zgarniam PK J. Docieram do PK A, spisuję długość niebieskiego szlaku do Falenicy, ale nie widzę Renaty. Może jest na mecie? Lecę do wiat.. ale Renaty nie widać. Mam już złe przeczucia, że nie miała siły dojść i gdzieś tam w krzakach leży jej truchło konsumowane przez jakieś padlinożerne zwierzęta… Na szczęście zza zakrętu wychodzi zaginiona. Oczywiście "źle jej wytłumaczyłem jak dojść" i zwiedziła pół Falenicy zanim dotarła na metę;-). Grunt że się znalazła;-)
![]() |
| Na mecie - wreszcie można usiąść i coś przekąsić |
Na mecie ciasteczka, picie i… przemówienia Pani Prezes, dyplomy za zasługi i nagrody;-)
![]() |
| Dostajemy dyplomy i inne takie za zasługi.... |
![]() |
| A na takich mapach chodziliśmy |





























































