Na ogół jak dobiegam do mety, to cieszę się, że to już koniec i można odpocząć, ale tym razem wcale nie. Dotarcie na metę znaczyło dla mnie, że znowu muszę wsiąść w samochód i jakimś cudem dojechać do domu. I wiecie co? Udało się! Brawo ja!
piątek, 28 kwietnia 2023
Szybki Mózg - start: Bemowo-Lotnisko
Na ogół jak dobiegam do mety, to cieszę się, że to już koniec i można odpocząć, ale tym razem wcale nie. Dotarcie na metę znaczyło dla mnie, że znowu muszę wsiąść w samochód i jakimś cudem dojechać do domu. I wiecie co? Udało się! Brawo ja!
wtorek, 25 kwietnia 2023
Dąbrówkowe GPS-O
A tak wygląda mój cały przebieg:
wtorek, 18 kwietnia 2023
GAMBIT, czyli zrzut kalorii.
Z GAMBIT-em to już przegięłam. Tak się nastawiałam na spalanie poświątecznych kalorii, że zapisałam się na trasę ponad sześciokilometrową. Agata roztropnie wybrała cztery z hakiem, a Tomek - jak to Tomek - ile dawali najwięcej.
Po dwunastce znowu kurczowo trzymałam się kreski, ale na samej końcówce okazało się, że teren nie do końca zgadza się z mapą, bo przybyło wyciętych drzew i idąc skrajem wyciętego minęłam dołek z lampionem. Doszłam do drogi, bezmyślnie skręciłam nią w lewo i dopiero po chwili zastanowiłam się: ale po co? Zawróciłam i metodą wypatrywania gdzie wszyscy inni podbijają punkt, tam i ja się przedarłam. Dołek z lampionem był dobrze zamaskowany leżącymi pniami i gałęźmi.
Dopingowana przez Tomka zebrałam się w sobie i do kamery nawet trochę pobiegłam, a Tomek ułatwiał mi nawigację biegnąc przodem do kolejnego punktu, a potem na metę, żeby mnie sfilmować jak podbijam.
sobota, 8 kwietnia 2023
Dystans Stołeczny z missing pointem.
środa, 5 kwietnia 2023
Trzy kroki od startu, czyli ZAW-OR
piątek, 31 marca 2023
Nierówna nocna walka z Laskiem Bielańskim
Kolejna okazja pobiegania, tym razem po ciemku, to środa i Lasek Bielański. Najpierw tradycyjnym problemem jest zaparkowanie. Po kilku okrążeniach się udało, choć niezbyt blisko startu. Potem dojście.
![]() |
| Baza "pod drzewkiem" w ciemnym lesie;-) |
Na szczęście nie pada, choć prognozy były takie sobie. Potem walka z latarką, w której zaśniedziały styki i chciała się wyłączać. Z tego powodu, po pierwszym starcie i zgubieniu się w ciemnościach nastąpił reset: clear, check i próba startu drugiego.
![]() |
| O! widać start |
Niestety latarka dalej gasła i znowu trafiłem nie wiem gdzie. Tak to jest gdy się latarki nie używa! Porządnie postukałem urządzenie, pokręciłem z zapałem wyłącznikiem i wreszcie wyglądało, że świeci stabilnie. Do trzech razy sztuka. Na wszelki wypadek tym razem ścieżką, bo gdyby zgasło znowu… No cóż, ścieżką wcale nie było łatwiej. Lampion z numerkiem 56 był jakoś zmyślnie ukryty i naprawdę ciężko na niego było trafić. Ale nie jestem tu dla wyniku, tylko dla pobiegania.
![]() |
| Zaraz wystartuję (o ile zaświeci się czołówka) |
Na szczęście PK 2 był w miejscu cywilizowanym, za płotem jakiejś turystyczno-sportowej zagrody. Co ja tam będę biegał ścieżkami, więc na kolejny PK zacząłem przedzierać się przez krzaki. Noc+krzaki daje w wyniku tempo ślimacze. Ale trafiłem, w miarę sprawnie, choć czy szybciej niż ścieżkami? Dlatego na PK 5, zamiast przedzierać się przez bardzo-ciemno-zielone pobiegłem już ścieżkami, ile się dało. Na mapie sprinterskiej są to odległości rzędu "rzut kamieniem"!
Kolejne punkty to bieganie po trawie - po wielkiej polanie w środku mapy. Na PK 8 zaczęły się górki. Górki i bardzo zielone. Niestety, znowu uległem pokusie biegania na azymut. W efekcie trafiłem gdzieś…i się zawiesiłem. Dłuższą chwilę trwało zanim zlokalizowałem się na mapie. Czyli PK 9 i PK 10 po ścieżkach. Kolejne zawahanie przy PK 11, który powinien być o kilka kroków dalej – szukałem nie przy tej ścieżce. Zapomniałem jak to się biega po lesie nocą;-(
Dalej już bezpiecznie ścieżkami. I niezbyt szybko. Ścigałem się z kimś mi bliżej nieznanym i zostawałem w tyle. Czasami miałem minimalnie lepszy wariant ale raczej poruszałem się statecznie i dostojnie, by znowu nie wyciąć jakiegoś numeru.
Przed PK 20 budowniczy zastawił pułapkę, na którą nabrało się sporo osób. Lampion "jeden dołek wcześniej" w długiej rynnie. Na szczęście czytam zawsze kody na lampionach, ale chwile zmitrężyłem sprawdzając, czy to nie jest po prostu źle postawiony mój lampion.
To była chyba ostatnia pułapka, reszta PK nie przedstawiała trudności, no może poza tym, że należało patrzeć pod nogi, by nie skręcić odnóży i uważać na oczy przedzierając się przez gęstwiny.
Wynik może nie rewelacyjny, ale przy dystansie rzędu 3 km każde zawahanie generuje olbrzymią stratę. A ja mam jakoś uraz do szybkiego biegania po nocy, a okulary wcale nie pomagają w szybkim czytaniu mapy po ciemku. Dłuższe dystanse po nocy wychodzą mi znacznie lepiej!
środa, 29 marca 2023
Niwka z wertepami
Ciągle walczę z rozcięgnem i oczywiście w weekendy sprawdzam czy coś się zmieniło, oczywiście na lepsze. Tym razem na testowanie (po sobotnim Leśnym Mózgu) załapał się ZZK w Niwce. Niwka to teren praktycznie płaski, bez większych utrudnień, oczywiście poza młodnikami, gęstwinkami i jeszcze większymi GĘSTWINAMI;-) No dobra, tym razem w bonusie dostaliśmy podłoże dokładnie zryte przez dziki;-)
![]() |
| Jak zwykle na ZZK grill |
![]() |
| Lampion startowy |
![]() |
| Dowód, znalazłem lampion startowy;-) |
Ów bonus zaprezentował się w całej okazałości już drodze na PK 1, a potem dołożył swoje przy dobiegu na PK 2. Oczywiście zarośla nie dały na siebie czekać i czekały na mnie już w drodze na kolejny PK 3;-)
No dobra, nie będę zanudzał - było gęsto i nierówno. Ale za to (pochwalę się) np. na PK 4 udało się pobiec prawie idealnie po kresce!
Za to dołka z PK 5 szukałem chwilę, dając zły przykład jakimś wyraźnie początkującym adeptom trudnej sztuki orientacji;-)
Kreska do PK 6 prowadziła przez młodniki. Ciekawe czy ktoś biegł na krechę? Ja się nie zdecydowałem przedzierać przez krzaki i obiegłem naokoło. Wszystko byłoby dobrze gdybym nie przegapił lampionu. Lampion leżał na ziemi, za pniem drzewa, zamiast w środku dołka . Zajrzałem do dołka i nie zobaczywszy nic pomarańczowego, szukałem następnego dołka. Całkiem długo szukałem i w licznym towarzystwie. Taki urok zawodów treningowych, gdy lampion nie wisi w sposób przepisowy.
Po PK 7 i PK 8 powrót do dołka znanego z PK 6. Oczywiście także z problemami, ale już znacznie mniejszymi. Jak widać opłaca się zapamiętywać wygląd i otoczenie kluczowych PK!
Do PK 10 zamiast rozsądnie obiec młodnik i dotrzeć do punktu w miarę przebieżnym rowem, niczym zawodowiec postanowiłem zdobyć punkt "na kreskę". Jak się kończy kreska w młodniku każdy wie. Zwykle znacznie dłużej niż bezpieczne obieganie. Dłużej, bo wolniej, a i wcelowanie w punkt przy przedzieraniu się przez sosenki nie jest proste. I oczywiście każda taka wtopa i stres z nią związany początkuje cały łańcuszek niekorzystnych zdarzeń. Do PK 11 zbyt asekuracyjnie, omijając to bardziej zielone na mapie, a PK 12 szukałem stanowczo za wcześnie.
![]() |
| PK15 z "klubowym" lampionem o numerze 44;-) |
Wreszcie wydobyłem się z młodników, odreagowałem i wszystko się polepszyło. I dobrze żarło aż do PK 19. Przedzierając się do przedostatniego PK 20, za bardzo zboczyłem w lewo, przeciąłem nie tę ścieżkę co myślałem, oczywiście jeszcze bardziej zniosło mnie w lewo i szukałem dołka nie tam gdzie trzeba. Wstyd;-(
Został więc ostatni PK i meta. Trening ZZK zaliczony. Rozcięgno dokucza, ale chyba idzie ku dobremu. Będzie trzeba je wkrótce znowu przetestować ;-)
Leśny Mózg, czyli nie do końca udany powrót do gry.
Było bardzo miło, pogoda świetna, wynik nie ważny z założenia, tylko ta noga... Na wieczór trochę spuchła i pobolewała, ale przede mną i tak były dwa tygodnie bez zawodów, więc spoko. Przez dwa tygodnie to ho, ho....













































.jpg)





